Felieton
Kampania wyborczaUśmiechaczSą trzy formy prowadzenia kampanii wyborczej: bierna - taka gdzie kandydat nic nie robi, a jakoś się kręci, czynna - gdzie delikwent dwoi się i troi i czasem być może coś z tego wyniknie, i ta trzecia - 'dożynkowa'.Są też trzy formy finansowania kampanii wyborczej: z pieniędzy swoich, z pieniędzy niczyich, czyli państwowych i z żadnych pieniędzy, czyli typu 'przyjść na gotowe'. Jest w końcu kilka typów kandydatów: znani i lubiani (ze wzajemnością), nieznani i nie lubiani (nie bez wzajemności) i tacy 'uśmiechacze' (nie mylić z wyłudzaczem), co to od razu nas poznali i od pierwszego wejrzenia polubili. Uśmiechacza należy wszakże odróżnić od wyłudzacza. Ten drugi nie kandyduje, choć obaj perfekcyjnie grają swoje role. Ma konkurentów. Rozdają ulotki, niektórzy nawet baloniki, ciesząc się szczególnymi względami naszych pociech, choć te prawa głosu w wyborach nie mają. Konkurentom sporo jednak brakuje do barwnej osobowości naszego typu bohatera.
Kampania dożynkowa jest swoistym fenomenem. Apolitycznie polityczna, przyciąga wszystkich mieszkańców, nieświadomych uczestników rewii. Za sprawą Uśmiechacza stać się może przedstawieniem, na którym czuje się on jak ryba w wodzie. Gra swoją główną, a jednak pozaplanową rolę. Jego wizyta nobilituje gospodarzy imprezy, są dumni: przyjechał, zawitał, uświetnił. Choć nader często pozostawia im po sobie pamiątkę: czarkę goryczy i frustracji. Cóż, chce mówić, odmówić nie można. Poranna msza, barwny korowód, słońce, uśmiech na twarzy dziecka i nie tylko... Wśród zacnych gości bryluje on: Uśmiechacz, jeden z drugim, zawsze w ruchu czy w przelocie pozdrawiając tego i owego. Jego sprawowana oficjalnie fucha ma niewątpliwą zaletę: darmową wejściówkę na scenę w trakcie najbardziej podniosłej części uroczystości. Takie przysłowiowe 'czy się stoi czy się leży, pięć minut przy mikrofonie się należy'. To nie grzech, bo czasem nawet się zdarzy, że delikwent podziękuje rolnikom za pracę, powie coś o plonach i poplonach. Cały smaczek tkwi jednak w sposobie wejścia i przemycenia pewnej treści: 'kandyduję!' Musi być sprytny, by nikt nie odkrył intrygi. Tych słabszych można zdemaskować z daleka, czego efektem są gwizdy publiki. Być wygwizdanym, poza drobną wadą, ma swoje oczywiste zalety. Szybko spłynie jak po deszczu, ale rozgłos pozostanie, a to w końcu najważniejsze. Uśmiechacz jest uparty, nie daje za wygraną, podróżuje. Publika się przecież zmienia, a tourneé długie, bo imprez nie brakuje i wejściówek pod dostatkiem. Niektórzy nawet mają karnet. Taki czteroletni, choć zakurzony, wcześniej nieużywany.
Wszyscy znamy i lubimy naszych Uśmiechaczy, mnóstwo ich w całym kraju. I pewnie oni też nas trochę lubią. I pewnie nawet znają, zwłaszcza przed wyborami. Witold Rożałowski |