Wybory 2005Wybraliśmy nie tego prezydentaPolscy wyborcy wybrali w ostatnią niedzielę nie tego prezydenta. Nie tego, na którego głosowaliśmy na Opolszczyźnie.
Za nami najdłuższa kampania wyborcza w historii Polski i najdłuższy maraton wyborczy. Wybory rozstrzygnięte. Do końca trwała walka obu kandydatów, obaj nie przebierali w środkach, czego byliśmy świadkami przez te gorące tygodnie przedwyborczej walki. To była kampania, jakiej wcześniej nie widzieliśmy. Może dlatego, że tym razem konkurowały dwie partie z tej samej strony sceny politycznej. Obaj faworyci do prezydenckiego fotela reprezentowali ten sam obóz posierpniowy. Tym razem nie wybieraliśmy pomiędzy mandarynką a burakiem - do wyboru z owoców dostaliśmy arbuza i melona. Reklamy tak podobnych owoców muszą być wyostrzone, a szukanie poważnych i zasadniczych różnic wymaga sporego wysiłku.
Jaka będzie Polska, czy taka jaką proponuje prezydent elekt? Przed wyborami każdy z nich składał obietnice, z których ten jeden wybrany, zostanie rozliczony.
Lecha Kaczyńskiego wybrała Polska wieś i ściana wschodnia. W większości to ich mieszkańcy poparli tego kandydata. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że z pomocą Kaczyńskiemu z pewnością przyszedł elektorat Leppera i słuchacze radia o. Rydzyka. Elektorat ufny w zapewnienia i obietnice oraz podatny na medialną manipulację. Temu właśnie kandydatowi zaufało także starsze pokolenie obywateli, rządnych spokoju i godziwego życia. Kwieciste obietnice państwa socjalnego, rozliczeń przeszłości, wpierania najuboższych i zmiany polityki zagranicznej spotkały się z uznaniem. Na ile to realny program, przekonamy się za pięć lat. Eksperyment obietnic bez pokrycia może drogo kosztować nasze państwo - wszak by komuś dać, należy odebrać komuś. A gra toczy się o grube miliardy. Najprościej podnieść akcyzę na paliwo. Wspierać ubogich można zasiłkami, lecz czym innym jest wspieranie, a czym innym realne wyciąganie ich z ubóstwa. Temu służą miejsca pracy a więc i rozwój gospodarki, a ten z kolei od polityki zagranicznej i otwarcia na Europę, na świat. Można odnieść wrażenie, że Polacy uwierzyli w obietnice, nie wgłębiając się w meandry sposobów ich realizacji. Jak widać w Polsce łatwiej biednych nastraszyć bogatymi, niż wszystkich wystraszyć biedą.
Donald Tusk przegrał, mimo wsparcia tak różnych ludzi jak Wałęsa, Kwaśniewski, Religa. Mimo postępowej wizji gospodarki i nowoczesnego państwa, mimo grona ekspertów i wypracowanych programów. Nie skupił się na obiecankach samych w sobie ale na sposobach ich realizacji. Tuska zapewne zawiedli młodzi Polacy, najczęściej pozostając w domach, żywiąc przekonanie, że ich polityka nie dotyczy. Ci właśnie, którym zapewniał start w dostatnią przyszłość w nowej, europejskiej Polsce. Zawiódł także niezdyscyplinowany choć doskonale zorientowany elektorat, pozostający w tym dniu w fotelu przed telewizorem. Ten, któremu ciągle jeszcze dobrze.
Wracając do straganu z owocami. Z wyboru między arbuzem i melonem wybraliśmy arbuza, bo bardziej swojski i rośnie u nas częściej. Jedyna zaleta takiego wyboru to to, że nie musieliśmy wybierać między burakami - cukrowym i pastewnym. Miejmy nadzieję, że następnym razem też taki wybór nas nie czeka.
Polska wybrała nie tego prezydenta, co my. Większość mieszkańców naszego województwa zaufało Donaldowi Tuskowi. Największy odsetek poparcia na Opolszczyźnie kandydat Platformy Obywatelskiej uzyskał w powiecie krapkowickim. Trudno jednoznacznie wyrokować dlaczego tak się stało. Czy dlatego, że na naszym terenie jest dużo bezrobotnych, którzy zamiast brać zasiłki, szukają pracy poza granicami Polski? Czy dlatego, że bliżej nam do Europy? Czy dlatego, że brudna kampania z Wehrmachtem w tle u nas niewiele dała, bo nieufność do Niemców, gdy się ich zna, nie jest powszechna, a nikt lepiej niż mieszkańcy Śląska Opolskiego nie zna trudnych wojennych losów Ślązaków i Kaszubów? Czy może dlatego, że my wiemy, że wspólna praca ponad podziałami daje więcej korzyści niż odgrzewane demony z przeszłości. A one odegrały chyba w tych wyborach dużą rolę - straszenie biednych liberałami, Polaków Niemcami, a wszystkich zmianami gospodarczymi.
Od dzisiaj my, obywatele podobno IV już Rzeczpospolitej, mamy nowego prezydenta elekta. Stanie na czele państwa 23 grudnia, składając przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Niezależnie od tego, czy na niego głosowaliśmy czy nie, to nasz prezydent i chciejmy ufać, że sprawdzi się na tym stanowisku. Witold Rożałowski, MS |