Felieton
SzumielskiBezimienny bohater - Pan X
Najbardziej nie lubię tych, którzy wyglądają na mądrych, ładnie mówią, a są tępi jak stołowe nogi. Na takim osobniku nim się człowiek pozna, sporo czasu straci, a bywa, że go nawet czasem poprze myśląc, że tamten ma rację. W ten sposób wspieramy miernoty, które wzbijają się wyżej i wyżej, podejmując po drodze decyzje, których zmiana jest albo niemożliwa, albo bardzo kosztowna. Bywa, że taki człowiek przejmuje rządy, w skali wsi, miasta lub kraju. Jeżeli nawet nie najwyższe, to uzyskuje pozycję wystarczającą do tego, aby wprowadzić w życie decyzje niekorzystne dla nikogo poza nim samym. Taki typ jest najczęściej na tyle sprytny, aby zadbać o własne interesy. Inteligencji, aby uszczęśliwić innych już mu nie starcza.
Najczęściej pragnie sławy i pieniędzy. Mówi prosto, jasno, podejmuje decyzje łatwo. Dla niego nie ma spraw skomplikowanych. Poza tym ludzi dzieli na tych, którzy są z nim i na resztę. Reszta to wróg, którego należy wykorzystać, albo zniszczyć. W działaniu preferuje środki skuteczne, które prowadzą do celu. Nawet, jeśli mówi o etyce, to świat wartości jest mu obcy. Nie ma skrupułów, chociaż starannie to ukrywa. Najszybciej poznaje się na nim własna matka, ale nie ogłasza tego światu, bo to przecież jej dziecko.
Pan X buduje sobie armię popleczników, najczęściej porządnych ludzi, których zalicza do swoich przyjaciół, a którzy wierzą w jego dobre intencje, w jego dalekosiężne myślenie i w jego zdolności organizatorskie. Przede wszystkim widzą jego skuteczność i wierzą, że jest w stanie załatwić każdą sprawę. Sądzą, że ich widzenie świata jest jego widzeniem świata. Najczęściej nigdy, jako grupa nie zauważają swego błędu. Czasem tylko pojedyncza osoba zrozumie mistyfikację i wycofuje swoje poparcie. Wtedy dla pozostałych staje się wrogiem, a X zręcznie kieruje ich działania przeciwko niemu.
To jest bohater, którego każdy z nas zna, nie każdy potrafi jednak rozpoznać. Każde środowisko może mieć własnego pana X. Nie jest to jednak przypadek występujący masowo. Myślę, że w każdej społeczności może się znaleźć nie więcej jak jeden. Dlaczego? Mocne pożądanie władzy, jakie go cechuje, spycha pomniejszych rywali - do tego niezaszczytnego tytułu - w mrok. Jeśli nie może zdobyć władzy najwyższej, zadowoli go coś mniejszego. Jeżeli odchodzi, to zawsze z przekonaniem, że wróci.
Czy jest szansa, że się zmieni? Nie ma. To osobowość chora. Leczenie może polegać wyłącznie na rozpoznaniu i omijaniu. Czy pan X istnieje naprawdę? To pytanie niech każdy zada sobie i niech sam spróbuje na nie odpowiedzieć. Ale jeśli istnieje, to od tego czy rozpoznacie pana X zależy jakość naszego życia. Także jakość życia tych, których nie interesuje polityka. HENRYK SZUMIELSKI |