Krapkowice
Porzucony szczeniakPsie smutkiW poniedziałkowy poranek mieszkańcy ulicy Parkowej usłyszeli w rogu własnego podwórka, za krzakami skamlenie. Jakież było ich zdziwienie, kiedy spod liści wyszedł malutki piesek!
- Jak ludzie mogą się tak zachowywać? Jak można w ogóle wyrzucić psa?! Ktoś musiał go w nocy przerzucić przez płot. Całą noc spędził na dworze! To okrutne - mówi mieszkanka okolicy parku. - A my nie możemy tego pieska zatrzymać, ponieważ w tej chwili mamy trzy koty i psa i po prostu nie damy rady - dodaje.Naszej rozmówczyni już kilka razy podrzucano na podwórko psy. - Ten jest już chyba szósty. Dwie z porzuconych suczek - Hetka i Ida mieszkały u nas, a pozostałym sami szukaliśmy domu. Idę znaleźliśmy w parku, była w strasznym stanie - najprawdopodobniej kilkanaście godzin stała przywiązana do drzewa. Ktoś chyba chciał ją zabić - miała połamane żebra, była cała zakrwawiona... Hetkę właściciel chyba wyrzucił z samochodu... Była jeszcze Viki, którą przygarnęła moja córka - opowiada historię zwierząt kobieta. - Nikt się nie zastanawia nad tym, jaką krzywdę wyrządza psom i jaką odpowiedzialnością nas obarcza! Dziś obdzwoniłam urząd, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, załatwiałam weterynarza... Jutro Wszystkich Świętych, więc chciałam pójść na cmentarz, ale muszę siedzieć w domu, z pieskiem. Gdyby nie jutrzejsze święto na pewno sama poszukałabym szczeniaczkowi domu, ale teraz nie mam po prostu czasu - tłumaczy 'tymczasowa właścicielka'. - A sama teraz go nie przygarnę, bo straciłam niedawno suczkę, która była bardzo chora - dodaje kobieta.
Nasza rozmówczyni na brak obowiązków nie może narzekać. Obecnie opiekuje się kotami: porzuconym rodzeństwem - Kają i Emilem oraz ogromnym, najstarszym z kociego towarzystwa - Filonem, z kolei jej matka zajmuje się psem - Maksem, cierpiącym na padaczkę. - Kupiony jest tylko Maks. Wszystkie koty są 'adoptowane'. Kaja i Emil miały zostać wywiezione do lasu. Jak się o tym dowiedziałam, musiałam zabrać zwierzęta do siebie. Mieliśmy z nimi wiele problemów... Koty nie mogły się przystosować do nowego miejsca, bały się, uciekały. Dodatkowo - Kaja strasznie chorowała. Groziła jej ślepota, ale jeździliśmy z nią na leczenie do Opola i teraz jest już całkiem zdrowa i sprawna - opowiada właścicielka. Koty czują się doskonale. Właściwie nie oddalają się od domu, a na widok swojej pani, natychmiast do niej przybiegają i zawsze wiedzą, że usłyszą wiele ciepłych słów i mogą liczyć na pieszczoty. - Filon tu rządzi - śmieje się nasza rozmówczyni. - Przygarnęliśmy go, gdy nasza sąsiadka wyprowadziła się z domu jednorodzinnego do bloku i nie wzięła kota ze sobą. Filon waży około dziewięciu kilogramów, więc nic dziwnego, że wzbudza respekt pozostałych zwierząt. Żadne z nich nie wchodzi w jego rewiry, bo Filon może zaatakować: - To także powód, dla którego nie możemy zatrzymać podrzuconego psiaka... Po prostu balibyśmy się o niego. Wiadomo, jakie są szczeniaki - po prostu ciekawskie - mówi mieszkanka Parkowej. A piesek jest nie tylko ciekawski... Jest bardzo żywy i do wszystkich się 'klei'. - Odejdź, bo mnie aż serce boli. Wiesz, że nie możesz zostać - ze smutkiem mówi ponad 70-letnia właścicielka Maksa, który bardzo denerwuje się pojawieniem szczeniaka. - Boimy się, żeby nie dostał ataku - mówią kobiety.
Sprawą pieska zajął się Wydział Ochrony Środowiska krapkowickiego UMiG. Teraz szczeniak jest w schronisku, w Kędzierzynie-Koźlu. Po badaniach i przejściu kwarantanny będzie przeznaczony do adopcji. - Jeśli właściciel wyrzuca lub podrzuca komuś psa, to urząd musi go umieścić w schronisku. Koszt oddania pieska do schroniska to 1 tys. zł, które musi zapłacić gmina - oczywiście z pieniędzy podatników. Ludzie beztrosko wyrzucają psy, a nie pamiętają, że my musimy za to płacić - mówi Irena Szablowska z krapkowickiego urzędu. - Znajdujemy stosunkowo dużo bezdomnych psów, a zazwyczaj są to psy wyrzucone, często agresywne, niebezpieczne i zdziczałe. Niemal wszystkie trafiają do schroniska i tylko czasem ktoś przygarnia zwierzaka, ale teraz, dzień przed świętem, nie sądzę, żebym znalazła chętnego na zabranie psiaka. Apeluję do wszystkich, żeby zastanowili się nad tym, co robią już w momencie, kiedy biorą sobie pieska! Bo później mogą wyrządzić krzywdę zwierzęciu i niepotrzebnie wyrzucać pieniądze podatników - kończy Irena Szablowska.
O znalezieniu nieodpowiedzialnego właściciela szczeniaka nie ma co marzyć. Byłoby to możliwe tylko wówczas, gdyby piesek był zarejestrowany w urzędzie. Honorata Podżorska |