Otmęt
Ogródki działkowe'Chlewiki' straszą- Tam się chowa wszystko, co tylko można! Tam są tysiące samych gołębi, nie licząc drobiu! A oprócz ptaków, nieświadomie hoduje się tam również szczury. Tą okolicę odwiedzają także zwierzęta z lasu; dzikie lisy, tchórze - mówi nasz Czytelnik. Co to za miejsce?
Okazuje się, że to część ogródków działkowych leżących w centrum miasta. Chodzi o fragment otmęckich działek znajdujący się przy ulicy Kilińskiego. Te same działki, widziane od strony ulicy 1 Maja sprawiają wrażenie zadbanych, czystych, ładnych... Mają jednak i swoją 'mroczną stronę'. Ta właśnie znajduje się przy Kilińskiego i popularnie zwana jest 'chlewikami'.
Nie ma tam altanek, nie ma drzew owocowych, nie ma warzyw, nie ma kwiatów ani trawy... Za to można podziwiać tam stare kurniki i gołębniki, zbudowane kilkadziesiąt lat temu, a dziś - przypominające rudery. Często porośnięte krzakami budynki nie mają drzwi i ścian z prawdziwego zdarzenia. Wszystko jest 'kombinowane'; ściany ze starych, mocno zniszczonych płyt, wszystkie drzwi - pewnie zdobyczne i - również zniszczone. Ale to już nie o estetykę miejsca chodzi, ale o bezpieczeństwo.
- To ma być XXI wiek, Unia Europejska?! - pyta nasz rozmówca. - Ilekroć tamtędy przechodzę, myślę sobie, że można by tam przecież zrobić coś, co nie zagrażałoby działkowiczom i sąsiadom, a wręcz - dobrze służyło. Rozumiem, że drób trzeba było hodować w latach `60 czy `70, kiedy faktycznie - z kupieniem go był problem, ale żeby teraz? I to w takich warunkach? Mi już nie chodzi o tą ptasią grypę, choć - mimo nakazu, nie wszystkie ptaki są tam w zamknięciu. Ale 'chlewiki' w każdej chwili mogą stać się ogniskiem jakichś innych chorób zakaźnych, np. wścieklizny! A co robi burmistrz, sanepid, weterynarz powiatowy? Czy oni w ogóle o tym siedlisku chorób wiedzą?
 | Co na to władze gminne? Otóż, jak sam zaznaczył nasz rozmówca: 'całym tym kramem rządzi radny - Władysław Maj'. I to chyba wystarczająca odpowiedź. Można tu tylko dodać, że to gmina powinna dbać o bezpieczeństwo i porządek na terenie otmęckich działek.
Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna nie ma obowiązku zajmować się tą sprawą, dopóki nie dotyczy ona ludzi. Gdyby doszło do jakichś pokąsań, gdyby 'chlewiki' stały się ogniskiem choroby zagrażającej ludziom, SANEPID musiałby zainterweniować. Dopóki nie ma podejrzeń zachorowań u ludzi, sprawą tą powinien zajmować się Powiatowy Lekarz Weterynarii.
Ale Powiatowy Lekarz Weterynarii musiałby zareagować również dopiero w przypadku wystąpienia realnego zagrożenia groźną, rozprzestrzeniającą się wśród zwierząt chorobą zakaźną. Dopóki nic niepokojącego lekarzy się nie dzieje, o miejsce powinny zadbać gminne organy porządkowe.
I tak koło się zamyka, a 'chlewiki' będą stały w stanie takim, jakim stoją, dopóki nie pojawi się wspomniane realne zagrożenie.
Honorata Podżorska |