

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Temat Kuriera
Czy w gminie Gogolin dojdzie do zamknięcia niektórych szkół i przedszkoli?Nieubłagane liczbyTwardy orzech do zgryzienia będą mieli w najbliższych dniach gogolińscy radni, którzy będą analizowali sytuację ekonomiczną w poszczególnych placówkach oświatowych na terenie gminy.
 | Szukanie oszczędności może wiązać się z reorganizacją sieci placówek oświatowych lub nawet zamknięciem niektórych z nich. - Niepokojąca jest mała liczba dzieci w poszczególnych placówkach. Trezba to wszystko przeanalizować - mówił na ostatniej sesji miejskiej Krzysztof Klama, wiceprzewodniczący komisji oświatowej. - Niewykluczone są jakieś cięcia - dodał z trudem Klama.Rosnący niż demograficzny powoduje, że w niektórych oddziałach średnia liczba dzieci jest zatrważająco niska. Są oddziały, w których ta średnia nie przekracza dziesięciu osób. W tegorocznym budżecie gminy na oświatę zaplanowano 11 272 682 złotych. Subwencja oświatowa, która dotyczy tylko szkół, wyniosła 4 624 349 złotych. Gmina we własnym zakresie utrzymuje przedszkola, na które w 2005 roku przeznaczono 2 351 800 złotych z całej sumy ponad 11 milionów złotych.- Udział środków własnych w stosunku do subwencji oświatowej prawdopodobnie stawia nas na jednym z pierwszych miejsc na Opolszczyźnie - mówił burmistrz Gogolina Joachim Wojtala. - Jeżeli chcemy, żeby gmina nadal się rozwijała i inwestowała, to musimy coś z tym zrobić. Subwencja oświatowa liczona jest na 26 uczniów, a my w niektórych klasach mamy po 8-9 dzieci. Albo chcemy nowych chodników albo nadal ten ciężar będzie spoczywał na nas i hamował rozwój - dodał burmistrz.Pod lupę brane będą najmniej ekonomiczne placówki, takie jak choćby oddział przedszkolny w Odrowążu, do którego aktualnie uczęszcza tylko sześcioro dzieci. - Na samym początku jak tu zaczynałam pracować w 1987 roku do tutejszego przedszkola chodziło 30 dzieci. Potem z roku na rok było coraz mniej. A ten rok to już zupełnie wyjątkowy, nie mogę się przyzwyczaić, że tak mało jest dzieci - mówi Joanna Ludwiczyńska, nauczyciel wychowania przedszkolnego w Odrowążu.- To smutna sytuacja. Mam dzieci w wieku 4-5 lat, ale dzieci nie przybędzie, najwyżej do dziesięciu dzieci się nazbiera w przyszłym roku. Może gdyby to było przedszkole 9-godzinne? Teraz coraz więcej matek jest pracujących, a wiadomo, Otmęt blisko, to jak mama pracuje, zabiera ze sobą dziecko do Otmętu tam do przedszkola - zauważa.Budynek przedszkola w Odrowążu jest okazały i bardzo schludny. Na górze znajdują się dwie sale zabawowe, a na dole kuchnia i jadalnia. Jest też zorganizowany kącik tematyczny, który charakteryzuje się pokaźnym zbiorem starych regionalnych przedmiotów (stroje ludowe, przyrządy itp.), dzieci opiekują się rybkami w akwarium. Na dworze urządzony jest dla nich plac zabaw. - Zabawek to już nawet nie kupuję, bo jest ich tak dużo. Tylko dzieci brakuje - z nutką goryczy w głosie mówi Ludwiczyńska.Rzeczywiście grupka dzieci dziwnie wygląda na tle dużych pomieszczeń. Jedna z planowanych koncepcji mówi o połączeniu tego oddziału z oddziałem w Choruli, gdzie jest tylko dziewięcioro dzieci. - Niewiadomo tylko, kto do kogo trafi? W Choruli jest mniejsza sala. Tam jest jeszcze biblioteka zorganizowana. Tutaj szkoda tego budynku, który jest sukcesywnie remontowany. Dwa lata temu okna wymienione zostały w jadalni, drzwi ognioodporne wstawiono. Szkoda tych zainwestowanych pieniędzy. Jedynie jeszcze dach do zrobienia został - zaznacza nauczycielka wychowania przedszkolnego. - Mamy nadzieję, że w razie przenosin pojedziemy za dziećmi. Pracujemy tu we dwójkę z koleżanką, w sezonie dochodzi jeszcze palacz. Myślę, że burmistrz nam krzywdy nie zrobi. Ja to rozumiem, że to jest ekonomia, ale z drugiej strony... tu jest tylko przedszkole i remiza. A co poza tym? - kończy Joanna Ludwiczyńska.Podobna sytuacja jest w Obrowcu, gdzie do tamtejszego oddziału przedszkolnego aktualnie uczęszcza piątka maluchów. W tej miejscowości także poza remizą i wymienionym przedszkolem nie funkcjonuje już żadna inna gminna placówka.W najbliższych dniach radni przeanalizują nie tylko sytuację ekonomiczną w przedszkolach, ale i szkołach. Zagrożone są zwłaszcza szkoły podstawowe w Zakrzowie i Górażdżach, gdzie średnia na oddział to odpowiednio - 9 i 11 uczniów. - Nikt na razie nie mówi o zamknięciu - uspokaja Julian Kuklewski, dyrektor Gminnego Zarządu Oświaty. - Chodzi o to, aby radni przyjrzeli się wydatkom wszystkich jednostek, zwłaszcza tych mniejszych. To rada decyduje o sieci przedszkoli i szkół w gminie. Radni muszą być rzeczywiście przekonani co do zmian. Najpierw musi być przeprowadzona konsultacja z rodzicami z danej miejscowości i potem dopiero cała rada decyduje o powzięciu decyzji o ewentualnym zamiarze likwidacji danej placówki. Na pewno będzie duży problem przed radnymi. Ekonomia jest nieubłagalna, trzeba szukać kompromisu między ekonomiką a życzeniami ludzi - mówi Kuklewski.Spotkania i dyskusje z rodzicami dzieci z danych oddziałów odbędą się do końca tego roku. Burmistrz do końca lutego 2006 roku musi powiadomić kuratora oświaty o ewentualnej likwidacji placówki lub jakichkolwiek przekształceniach. W drastycznych przypadkach i po protestach mieszkańców kurator może nie zaakceptować decyzji. Artur Jackowski |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
gogolin
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 126 |  |
|
|
|
|