Karłubiec
PiekarniaKupujmy jak za dawnych latWszystkim chętnym, którzy chcieliby sobie przypomnieć obsługę sklepową z lat `80, kiedy to trzeba było niemalże w pokłonie, głosem cichym i nieśmiałym - aby nie zdenerwować pani ekspedientki - prosić o towar, polecam piekarnię w Karłubcu.
Po wejściu do sklepu wita nas Pani, która z kwaśną miną odpowiada na powitanie, a wypieki, o które prosimy, wrzuca do siatki w taki sposób, że można by to odebrać jako oznaki niezadowolenia czy niechęci. Na jakiekolwiek pytanie - związane z polecanym wszak przez siebie asortymentem - odpowiada niezbyt chętnie. Na przykład na pytanie: 'Z czym są te drożdżówki?' odpowiada krótko: 'Tam pisze!', nie wspominając już chociażby o namiastce uśmiechu na ponurej twarzy.
Wychodząc z piekarni zastanawiałam się, czy oprócz 'dziękuję, do widzenia' powinnam była przeprosić za to, że w ogóle weszłam i śmiałam niepokoić. Ale sama - jako kobieta - usprawiedliwiłam to zachowanie chwilowym niedysponowaniem lub złym porankiem. Po podzieleniu się ze znajomymi moimi odczuciami wyniesionymi z tejże piekarni okazało się, że takie zachowanie tej Pani jest standardem i niczego innego nie należy oczekiwać.
Dziękuję bardzo, na przyszłość wolę zrezygnować z ciepłych, chrupiących bułeczek. Odwykłam przez ostatnie lata od traktowania klienta jako zło konieczne, a piekarni w okolicy jest tyle, że można zakupy robić tam, gdzie klient traktowany jest należycie. Bo pamiętać należy o jednej, podstawowej zasadzie: 'traktuj innych tak, jak sam byś chciał być traktowany'. Klientka (dane do wiadomości redakcji) |