Dla Kuriera
Adam Hyjek - założyciel, prezes i trener zdzieszowickiego klubu bnoBieganie z głowąO biegach na orientację, sukcesach utalentowanych, młodych zawodników i zmaganiach z problemami rozmawiamy z nauczycielem geografii i założycielem zdzieszowickiego klubu bno 'Azymek' - Adamem Hyjkiem.
Skąd wziął się pomysł na to, żeby w Zdzieszowicach założyć klub biegów na orientację?
W Polsce marsze na orientację zaczęto organizować już w latach `50. Polski Związek BnO powstał w 1989 roku i od tego czasu sport jest coraz bardziej popularny. Ja pierwszy raz z nim zetknąłem się chyba w 1991 roku. Byłem na kursie kierowników wycieczek i obozów wędrownych. Tam zorganizowane były różne zajęcia, a właśnie - między innymi - zabrano nas na marsze na orientacje do Turawy. I okazało się, że to bardzo fajna sprawa! Dostaliśmy mapy i mieliśmy iść. Oczywiście - gubiliśmy trochę, ale jak widziałem małe dzieci, które na orientację biegają i świetnie się orientują, to pomyślałem, że i u nas warto spróbować. I spróbowałem; dzieciakom bardzo spodobały się marsze (szczególnie te nocne) i biegi na orientację. Zaczęliśmy jeździć na zawody, a później - sami je organizować. Klub powstał w 1996 roku, ale już od 1994 uczniowie ze Zdzieszowic startują w zawodach. BnO, to naprawdę piękna sprawa; kontakt z naturą, myślenie, podejmowanie decyzji, umiejętność radzenia sobie...
Bieg na orientację (BnO) polega na pokonaniu w jak najkrótszym czasie, trasy wyznaczonej w terenie punktami kontrolnymi (PK). Droga między punktami jest dowolna, a jej wybór zależy od zawodnika. Warunkiem sklasyfikowania i pomyślnego ukończenia biegu jest dotarcie do wszystkich punktów kontrolnych w odpowiedniej kolejności. O wyniku decyduje osiągnięty czas. Obecność na kolejnych PK potwierdza się na specjalnej karcie startowej, lub - obecnie coraz częściej - za pomocą elektronicznego 'chipa'. Zawodnicy i zawodniczki startują do biegu co 1-3 minuty, indywidualnie, w momencie startu otrzymują mapy. Zawierają one najmniejsze nawet elementy terenowe, zauważalne podczas biegu. W pokonywaniu trasy pomocny jest kompas, z którego zawodnik może odczytać właściwy kierunek biegu, zwany azymutem. Trasa biegu, jej długość oraz skala trudności zależą od kategorii wiekowej i poziomu zaawansowania technicznego zawodników. BnO narodził się w Skandynawii, a jego początki sięgają jeszcze ubiegłego stulecia. Pierwsze zawody na orientację - jak podają miarodajne źródła - rozegrano 13 maja 1897 roku w norweskim mieście Bergen. Dynamiczny rozwój dyscypliny nastąpił po II wojnie światowej. Od 1962 roku rozgrywane są Mistrzostwa Europy, a od 1966 roku - co dwa lata - Mistrzostwa Świata. Dziś Federacja zrzesza już 51 krajów członkowskich w tym od 1967 r. do krajów tych należy Polska. A zdarzyło się, że ktoś - podczas zawodów - zgubił się w lesie?
Naszym zawodnikom nie. Zresztą - na zawodach, na których startuje wielu zawodników nie da się zgubić tak 'na amen'. Zawsze ktoś pomoże. To znaczy - nie zawsze, bo są takie kluby, które nie uczą swoich zawodników, że trzeba pomóc. Zawodników 'Azymka' przyuczamy, że płaczącego w lesie dziecka nie można zostawić i biec sobie do mety. Trzeba mu pomóc. Pamiętam, że kiedyś Mateusz Kozak, który przez 5 minut pomagał się odnaleźć jakiejś małej dziewczynce, przegrał złoto - dobiegł do mety 40 sekund po zawodniku, który zajął I miejsce. Ale mam nadzieję, że następnym razem Mateusz też pomoże, a nie - będzie myślał tylko o sobie. Bo tu o to chodzi. Nie biega się dla medali, czy wielkich nagród, bo te są czasem symboliczne, ale dla siebie, dla radości i przyjemności. My tu nie chcemy kontuzji, szaleństw, rewelacyjnych wyników na siłę.
W 'Azymku' tylko się biega?
Nie tylko. Startujemy też w narciarskich bno czy rowerowych jazdach na orientację. Jest z tym trochę kłopotu, przede wszystkim - brakuje sprzętu. Wykombinowaliśmy jakieś stare narty-biegówki, a rowery mamy takie z supermarketów i podczas zawodów niektóre po prostu się rozlatywały... Ciągle nam tego sprzętu brakuje. Od zeszłego roku mamy też przy 'Azymku' sekcję siatkarzy, bo Ruch Zdzieszowice ją zlikwidował, a chłopcy chcieli grać. Ci najlepsi przeszli do Mostostalu - Darek Pająk czy Maciek Jasiński, a teraz Mateusza Racę ściągają...
Ilu zawodników liczy 'Azymek'?
W rankingu mam sklasyfikowanych 55 osób. Jest jeszcze trochę zawodników początkujących. Ogólnie - będzie około sześćdziesiątki. Biegają i dzieciaki z pierwszej klasy podstawówki, i studenci - w tym roku pierwszy raz byliśmy na Akademickich Mistrzostwach Polski i nasi studenci też ładnie wypadli.
Skąd wzięła się nazwa klubu?
Ciężko zastanawialiśmy się, jaką nazwę wybrać. Wiadomo - chcieliśmy coś od słowa: azymut, ale 'Azymutów' jest mnóstwo, 'Azymutek' nam się nie podobał, 'Na przełaj' też nie było ciekawe... I chociaż na początku wszyscy i tak nas mylnie nazywali 'Azymutkiem', to w końcu się nauczyli, że nazywamy się 'Azymek'. Końcówkę pożyczyliśmy od ksywki jednego z pierwszych zawodników, który osiągał dobre wyniki. I mamy nazwę piękną i niepowtarzalną - na razie nikt nam jej jeszcze nie podebrał.
Największe sukcesy 'Azymka' to...
Medale! Co roku mamy ich trochę, można dużo wymieniać; medale z Olimpiady Młodzieży, z Mistrzostw Polski - szczególnie w kategoriach od 10 do 16 lat. W przyszłym roku będą też medale w kategorii 18 lat, bo Maciek Jasiński przechodzi do 'osiemnastek'. Oczywiście zajmujemy dobre miejsca w Mistrzostwach Województwa czy Mistrzostwach Makroregionu. Od tamtego roku mamy także wsparcie Urzędu Marszałkowskiego, właśnie za punkty zdobyte przez dzieciaki na zawodach.
Oprócz Urzędu Marszałkowskiego, kto jeszcze - finansowo - wspiera klub?
Miasto również trochę nam pomaga. Liczę na to, że przejdziemy pod MGOKSiR i nasza sytuacja się poprawi. Ale tu trzeba zaznaczyć, że w bardzo dużej części sponsorują 'Azymka' rodzice zawodników.
Na co potrzebne są pieniądze?
Oczywiście, wyjeżdżając na zawody nie śpimy w apartamentach, tylko w szkołach, na podłodze. Nie jadamy w restauracjach, tylko jemy tyle, żeby przeżyć. To nie zawsze wychodzi nam na dobre, ale nie mamy innego wyjścia. Pamiętam, że pojechaliśmy kiedyś na Mistrzostwa Polski Młodzików, tam liczyły się wyniki z dwóch dni. Pierwszego dnia wygraliśmy wszystko, co się da, ale już - po właśnie takim spaniu na podłodze i zupkach kuksu na kolację, wyniki nie były ciekawe. Teraz, podczas ważnych zawodów bardziej dbamy o formę (staramy się spać na łóżkach i zjeść coś porządnego). Zresztą - dzieciaki nigdy nie narzekają i często dla nich, takie spanie na sali gimnastycznej, to nie lada atrakcja. Później jest co wspominać. Dużo pieniędzy pochłania wpisowe na zawody, ale najwięcej - transport. Bo my nie robimy tak, że na zawody pakujemy tylko 4 najlepsze osoby do samochodu osobowego i jedziemy. Jesteśmy jednym z niewielu klubów w Polsce, który jedzie na zawody pełnym autobusem.
Skąd Pan bierze siły na te wszystkie wyjazdy, szukanie funduszy, rozwiązywanie problemów?
Nie jestem tu sam! Bardzo pomaga mi Darek Polewski - nauczyciel z SP nr 1, Maciej Oleszek, nauczyciel z SP nr 2, Grzegorz Lippa - nauczyciel z gimnazjum. Czasem pomagają mi starsi zawodnicy 'Azymka'. Nie można tu również zapomnieć o rodzicach dzieciaków, którzy często, podczas wyjazdów są kierowcami i - bardzo często - sponsorami, jeśli chodzi o sprzęt.
Jak - i jacy ludzie trafiają do Was?
Najczęściej chodzimy do najmłodszych klas podstawówek i zachęcamy dzieciaki do przyjścia na trening. No i przychodzi dużo, ale potem zostaje z 10 albo 5, bo okazuje się, że nie każdy potrafi, czy chce biegać na orientację. Niektórzy są świetnymi biegaczami, ale boją się lasu... W każdym razie - i tak warto spróbować! My przyjmiemy wszystkich chętnych. To jest sport i dla dzieci, i dla starszych osób. Są na przykład kategorie dla siedemdziesięciolatków, a na MŚ biegają nawet 90-letni zawodnicy. W 'siedemdziesiątkach' jest paru takich zawodników, że nasi studenci mieliby problem, żeby z nimi wygrać.
Czego życzyć 'Azymkowi' na przyszły sezon?
Pieniążków i co najmniej takich sukcesów, jakie były w tym roku. Chciałbym również, żeby nasi chłopcy dostali się do reprezentacji Polski w ME. No i żebyśmy mieli co roku coraz więcej chętnych. Na przyszły sezon planujemy zrobienie mapy terenu w Otmęcie, w lesie w pobliżu stadionu. Mamy nadzieję, że będzie nas na to stać, albo ktoś nam pomoże (pan Niedzielski ze starostwa obiecał, że spróbuje coś w tej kwestii zrobić). Tam chcemy zorganizować zawody w przyszłym roku i pokazać ten sport krapkowiczanom, bo zależy nam na tym, żeby zachęcić coraz więcej ludzi do biegania na orientację. Rozmawiała Honorata Podżorska |