Zdzieszowice
Ani Mru MruPubliczność pękała ze śmiechu- Zastanawiałem się, co trzeba zrobić, żeby zapełnić tą salę. Teraz już wiem - żartował Edward Szymainda, dyrektor zdzieszowickiego MGOKSiR-u, który przedstawił publiczności Kabaret Ani Mru Mru w czwartek, 24 listopada.
Sala kinowa MGOKSiR-u zapełniła się po brzegi, a bilety (kosztujące 25 zł) wysprzedano w ciągu kilku dni. - Właściwie, to sprzedaliśmy wszystkie bilety w ciągu pięciu dni od czasu zapowiedzi występu. A jeszcze w dniu spektaklu znaleźli się chętni na miejsca stojące! - mówi dyrektor. W sumie sprzedano 440 biletów; wszystkie krzesła były zajęte, były również krzesła dostawiane, i faktycznie - część osób stała, co oczywiście w niczym im nie przeszkadzało.
Już pojawieniu się na scenie Edwarda Szymaindy towarzyszyły salwy śmiechu, bowiem dyrektor swoje konferansjerskie zadanie także potraktował z przymrużeniem oka. A kiedy na scenie pojawił się Kabaret Ani Mru Mru, śmiech nie cichł ani na chwilę. Marcin Wójcik, Michał Wójcik i - momentami - Waldemar Wilkołek (na co dzień dźwiękowiec) sprawiali, że cała sala zrywała boki. Ani Mru Mru pokazał kilka skeczy - i tych starszych i nowych, wcielając się raz w braci (choć, mimo takich samych nazwisk, nimi nie są), raz w lekarzy polskiej służby zdrowia, którzy w ciele operowanego (o zgrozo!) zgubili zapalniczkę, raz w staruszków mających problemy z pamięcią, którzy ożywiają się jedynie na widok pięknej kobiety, innym zaś razem - w króla i chłopa, który zupełnie przypadkiem zabił smoka i chciałby w nagrodę dostać 'rentę królewny', bo przecież 'ręka' do niczego mu się nie przyda (no chyba, że podczas żniw)...
 | Publiczność, jak się można było spodziewać, nie wypuściła kabaretu bez bisów. - Macie szczęście, bo akurat dziś na bis coś przygotowaliśmy - mówił Marcin Wójcik, po czym wcielił się w rolę dziennikarza sportowego komentującego długi lot Adama Małysza (w tej roli oczywiście - Michał Wójcik). Był też drugi - i ostatni - bis. Ani Mru Mru przekonywały zdzieszowickich widzów, że dłużej bisować już nie warto: - Czy nie lubią państwo w czwartkowy wieczór odpocząć, spotkać się ze znajomymi, wypić sobie coś... mocniejszego? - pytali. A gdy na sali dojrzeli przytakiwania, ze sceny rozległ się krzyk: - To pozwólcie i innym na to!!!
Zresztą - występu Ani Mru Mru nie da się opisać tak, aby w pełni oddać atmosferę panującą w zdzieszowickim kinie. Po prostu - kabaret sprawił, że przez półtorej godziny cała sala grzmiała śmiechem, ze śmiechu płakała, trzymała się za brzuchy... A w międzyczasie nagradzała artystów gromkimi brawami. Honorata Podżorska |