

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Dla Kuriera
Norbert Mnich - pochodzący z Żywocic tenisista stołowy, były reprezentant PolskiDżentelmen przy stoleZ Norbertem Mnichem - byłym mieszkańcem Żywocic i reprezentantem Polski w tenisie stołowym, rozmawiamy o początkach kariery i tajnikach tej dyscypliny sportu. Jak się zaczęła Pana przygoda z tenisem stołowym?Wszystko rozpoczęło się od nauczyciela matematyki, a zarazem wuefisty Rudolfa Wielocha, który był prawdziwym zapaleńcem, jeśli chodzi o lekkoatletykę i przy okazji tenis stołowy. Rudolf Wieloch mieszkał najpierw w Ściborowicach, a potem przeprowadził się do Żywocic i mieszkał tu z rodziną w szkolnym budynku. Jego żona uczyła biologii. To była bardzo usportowiona rodzina. Wieloch zorganizował dla szkoły stoły do tenisa, no i tak się rozpoczęła nasza przygoda z tym sportem. To była połowa lat 70-tych. Po sprowadzeniu tych stołów, spotykaliśmy się po lekcjach. Trenowaliśmy na korytarzu przez godzinę lub półtorej, najpierw trzy razy w tygodniu, potem nawet częściej. Z nami trenowała też córka Wielocha, która potem wraz ze mną znalazła się w reprezentacji Polski juniorów. Została też mistrzynią województwa w biegach przełajowych. W 1979 szkoła podstawowa z Żywocic zdobyła drużynowe Mistrzostwo Polski LZS w tenisie stołowym (Norbert Mnich, Beata Wieloch, Marcin Bomba, Danuta Glacel - op. Rudolf Wieloch). Kiedy przyszły pierwsze osiągnięcia na arenie międzynarodowej?Sukcesy przyszły dosyć szybko, bo już po trzech-czterech latach. Dostałem się do reprezentacji i właśnie w 1979 roku w Rzymie w Mistrzostwach Europy Młodzików zdobyłem w drużynie III miejsce. To był już spory sukces i nagroda za poświęcony tej dyscyplinie czas. W następnym roku córka trenera Beata także została reprezentantką kraju. Wyniki więc były spore, jak na tamtejsze warunki. Pierwsze pieniądze zarobiłem po siedmiu latach treningów. Podpisałem kontrakt z Metalem Kluczbork. Gdy przywiozłem pieniądze do domu, matka nie chciała mi uwierzyć, że mogłem zarobić je grając w pingponga. Kazała mi zwrócić pieniądze, bo myślała, że je po prostu ukradłem. W wieku 17 lat dostałem ofertę, żeby się przenieść do Gliwic. Gliwice były wtedy po Gdańsku (gdzie grał Andrzej Grubba i Leszek Kucharski) najsilniejszą sekcją Polski - byli wicemistrzami. Wraz z rodziną Wielochów tam się przeprowadziłem. Trafiłem od razu do pierwszego składu i grałem w I lidze przez 9 lat. W tym czasie zdobyliśmy cztery tytuły wicemistrzowskie i pięć tytułów Drużynowego Mistrza Polski.
Słyszałem o radykalnych metodach stosowanych niegdyś wobec młodych adeptów tenisa stołowego. Podobno niektórzy trenerzy wbijali pinezki w obuwie w okolicach pięty, aby wyrobić u swoich podopiecznych odpowiednią postawę przy stole?Rzeczywiście niektórzy stosowali takie metody. Chodziło o wyrobienie nawyku stania na palcach, a nie na całej stopie. Na szczęście nasz trener nie musiał stosować tego typu metod. Już jako reprezentant Polski seniorów dostał Pan Nagrodę Międzynarodowego Komitetu Fair Play przy UNESCO z siedzibą w Paryżu. Za co było to wyróżnienie?Nagrodę 'fair play' otrzymałem w 1986 roku za dżentelmeńską postawę. Rok wcześniej podczas Grand Prix Belgii przyznałem się do nieprawidłowego odbicia i oddałem punkt przeciwnikowi. To były decydujące momenty meczu. Rywal z Grecji prowadził 20:19, więc była to piłka meczowa. Przyznałem się do technicznego błędu i oddałem decydujący punkt przeciwnikowi, który dzięki temu wygrał cały mecz i awansował do następnej rundy. Trafił Pan do reprezentacji Polski, która w latach 80-tych należała do światowej czołówki. Grali w niej już przecież najwybitniejsi polscy pingpongiści Andrzej Grubba i Leszek Kucharski... Trafiłem do reprezentacji w wieku juniorskim, mając lat 17. Byłem osiem lat młodszy od Andrzeja Grubby i Leszka Kucharskiego. Oprócz wymienionych w kadrze grał też Stefan Dryszel. Z tą drużyną zdobyliśmy III miejsce na Mistrzostwach Świata. To był 1985 rok.
Podczas zgrupowań i wyjazdów kadry musiał Pan poznać osobiście Grubbę i Kucharskiego. Jak został Pan przyjęty przez nich i jacy to byli ludzie na co dzień?Oczywiście przez trzy-cztery lata spotykaliśmy się bardzo często, bo sporo czasu spędzaliśmy razem na zgrupowaniach reprezentacji. Jednak różnica wieku pomiędzy mną a nimi była dosyć spora. Świętej pamięci Andrzej Grubba miał w reprezentacji często decydujący głos. Miał bardzo dużo do powiedzenia jeśli chodziło o ustalenie składu na poszczególne turnieje. Każdy z nich był bardzo dużym indywidualistą, dlatego też tak dużo osiągnęli w sporcie. Kucharski był zupełnym przeciwieństwem Grubby. Miał bardzo duży talent, jeśli chodzi o tenis stołowy, ale był człowiekiem zamkniętym w sobie, małomównym. Ogólnie mówiąc był skomplikowanym człowiekiem, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. Ciężko było do niego dotrzeć i trudno było go przekonać do swoich racji. W którym roku skończył Pan karierę tenisisty?Oficjalnie jeszcze nie skończyłem kariery, do tej pory jestem czynnym zawodnikiem. Nadal gram w niższych ligach niemieckich. W 1992 roku wyjechałem z Polski i od tamtej pory gram w Niemczech. Czy jest dziś możliwe, żeby wyszkolić w Żywocicach kolejnego reprezentanta?Przede wszystkim musiałby się znaleźć taki zapaleniec, jakim był Rudolf Wieloch. Poza tym największą bolączką Żywocic był zawsze brak sali gimnastycznej...
Ale przecież Pan też ćwiczył na korytarzu?To były jednak inne czasy, inna młodzież. Ale i tak nikt nie mógł już wtedy uwierzyć, że tak dobrze gramy trenując tylko na korytarzu na płytkach PCV. Myślę jednak, że największa w tym zasługa naszego nauczyciela i pierwszego trenera. Dla nas już wielką nagrodą był wyjazd na jakiś turniej, dziś młodzi szybko chcieliby osiągnąć sukces. Brakuje im cierpliwości i determinacji. Mają też inne rozrywki, telewizja, komputery. Wtedy tego nie było. Poświęcaliśmy czas tylko na treningi.Dziękuję za rozmowę. Artur Jackowski |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
krapkowice
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 137 |  |
|
|
|
|