KRAPKOWICE.net
niedziela, 7 września 2008    Reginy, Marka, Melchiora    / °Cpogoda06:13 wschód/zachód słońca19:22
TYGODNIK KURIER
KURIER TV
TANIE ROZMOWY
INFORMATOR
OGŁOSZENIA
EXTRA
AKTUALNOŚCI
PRACA
KAMERY
ROZRYWKA
FORUM
 CZAT
GSM
INFO
 
startuj z portalem dodaj do ulubionych|    Wirtualne KRAPKOWICE   ||   Street of Race - forum dla automaniaków    | wydrukuj stronę

R       E       K       L       A       M       A

KRAPKOWICE.net » Kurier » Nr 142 (07.03.2006)
KURIER: AKTUALNY NUMER REDAKCJA / STOPKA REKLAMA ARCHIWUM MULTIMEDIA "Moje Miasto"
Z ostatniej chwili
Temat Kuriera Kurier Raport Kuriera Powiat Opinie Ekologia Interwencje, listy do redakcji Felieton Graffitti Więcej działów...


JEDYNKA / E-KURIER

 « 142 (142)  » 


 » ZOBACZ NUMER

 » PDF JEDYNKA

PDF CAŁA GAZETA

Dostęp do artykułów
w Portalu i cała gazeta
w PDF-ie za 1 SMS-a!

Od teraz jeszcze taniej przy płatności on-line!

Płatność kartą lub przelewem
(także z zagranicy)

PODATEK
EXTRA
Street Of Race 3
Festyn Koksowników 2006
Dni Krapkowic 2006
15 lat Klubu Tańca Siera
Malwina Ratajczak - Miss Polonia
KALENDARIUM
LISTA WYSYŁKOWA
Jeżeli chcesz otrzymywać najnowsze informacje z Ziemi Krapkowickiej i Portalu prosto do Twojej skrzynki pocztowej wpisz poniżej swój adres e-mail



KURIER TOP 5
Najczęściej czytane
Tematy Kuriera


Krapkowiczanka najpiękniejszą Polką!
Do woja marsz!
Dam pracę, szukam pracy
Tragedia na żwirowni
Skandal z Miss Polonia

Najlepiej oceniane
artykuły z Kuriera
przez Internautów


Utrudniona przeprawa
Unia dofinansuje
Biznesmeni walczą ze stresem
Na nerwicę najlepsza impreza
II Krapkowicki Maraton Matematyczny

Strona wyróżniona przez Katalog Ciekawych Stron


Temat Kuriera Bolesne wyznania byłej kasjerki krapkowickiego Tesco

Kasa śniła mi się po nocach

Przez ponad rok pracowała jako kasjerka w krapkowickim Tesco. Gdy dostała tę pracę, myślała że złapała byka za rogi. Rozczarowała się bardzo szybko. Teraz zażywa leki antydepresyjne, ma problemy z kręgosłupem i zapalenie zatok. Wspomnienia są bolesne, ale chce, by inni poznali prawdę o Tesco.
Latem 2004 roku Aneta Skrzypczyk dowiedziała się o mającym wkrótce powstać w Krapkowicach markecie Tesco. Do tej pory pracowała tylko na umowę-zlecenie bądź dorywczo w ubezpieczeniach. Szukała więc czegoś stałego. Ze względu na rodzinę - mąż i sześcioletni wówczas synek - wizja zagranicznego wyjazdu zarobkowego odpadała. Oferta Tesco spadła więc jak z nieba - stała praca i w dodatku na miejscu. Szkolenia w trakcie pracyAneta Skrzypczyk chciała pracować jako kasjerka. Pierwsze szkolenie miało się odbyć 21 września 2004 r.
- Stawiłam się umówionego dnia w biurze rekrutacyjnym w Opolu... i okazało się, że tego dnia nie ma żadnego szkolenia - ma się odbyć dopiero na drugi dzień. Na nic moje żale, że musiałam dojechać i na darmo płacić za bilet PKS. Pani z biura próbowała udowodnić mi, że to ja się pomyliłam i źle zanotowałam termin. Bardzo nie lubię, jak ludzie nie potrafią przyznać się do błędu. Ale cóż, zależało mi na pracy i na szkoleniu zjawiłam się następnego dnia - stwierdza pani Aneta.

Kilkudniowe szkolenia odbywały się zarówno w Opolu, jak i w Krapkowicach.
- W Krapkowicach mieliśmy szkolenie z tzw. minimum sanitarnego. Wszystkie szkolenia przeprowadzała ta sama osoba na tzw. sztukę zaliczeniową. Gdy prowadzącą osobę zapytano o coś, umiała tylko przeczytać regułki, nic więcej - mówi pani Skrzypczyk.
Po szkoleniach teoretycznych przyszedł czas na praktykę.
- Mieliśmy szkolić się w innym hipermarkecie Tesco w Tarnowskich Górach. O umówionej godzinie czekaliśmy na bus, który zawoził nas do Tarnowskich Gór. Kierowca często się spóźniał, a my czekając marzliśmy, bo był już początek października. Sam czas poświęcony na dojazd tam i z powrotem to około czterech godzin. Jeżdżąc na te szkolenia, koleżanki chorowały jedna po drugiej - zauważa nasza rozmówczyni.

Jak wspomina Aneta Skrzypczyk niektóre ze szkoleń odbywały się już w trakcie godzin pracy po otwarciu krapkowickiego Tesco.
- Po prostu kazano nam opuścić stanowisko pracy i udać się do pokoju szkoleń. Na początku od razu podpisywało się listę, że było się na trzygodzinnym szkoleniu (np. BHP), po czym po 45 minutach starszy sprzedawca wołał nas, żeby wracać do kasy, bo jest natłok klientów.
- Tak naprawdę nigdy nie przeszłam szkolenia związanego z fałszywymi banknotami, choć podpisywać kazano mi je wielokrotnie - dodaje nasza rozmówczyni.

Miłe złego początki
Otwarcie Tesco w Krapkowicach przeciągało się.
- Przychodziłyśmy do pracy i nie wiedziałyśmy właściwie po co. Przez kilka godzin błądziłyśmy po sklepie, nie wiedząc co robić. Przekładałyśmy towar z półki na półkę, nikt nie potrafił nam wskazać konkretnej roboty do wykonania, kazano nam wręcz 'ściemniać', że pracujemy. Siedziałyśmy więc przez kilka godzin na paletach, aż minął czas pracy.
Z powodu zastrzeżeń inspetoratu nadzoru budowlanego daty otwarcia Tesco w Krapkowicach zmieniano kilkukrotnie. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Krapkowicach Józef Nossol, w końcu pod koniec października podpisał pozwolenie na użytkowanie obiektu, pomimo zastrzeżeń co do zgodności obiektu z projektem, braku dokumentów i przeciągających się prac wykończeniowych.
- Do pomocy na otwarcie sklepu przyjechali pracownicy z Tarnowskich Gór i przez tydzień byli naszym wsparciem. Na początku było ciężko, ale byłam zadowolona. Fajna praca, fajny kierownik, fajni współpracownicy. Ale wszystko do czasu - przyznaje ze smutkiem pani Aneta.
- Prawie dwa miesiące pracowałam cały czas popołudniami. Trochę miałam dosyć, bo praktycznie nie widziałam się ze swoją rodziną - dziecko rano zaprowadzałam do przedszkola, a mąż szedł do pracy. Ja w domu posprzątałam, zrobiłam zakupy, ugotowałam obiad i wychodziłam do pracy do Tesco na 13.00, 14.00 lub 15.00. Gdy wracałam do domu około godziny 23.45 moi domownicy już dawno spali. Cierpiała na tym rodzina, ale pomyślałam, że to dopiero początek i wszystko się zmieni.
Jak przyznaje Aneta Skrzypczyk praca na stanowisku kasjera była ciężka.
- Trzeba siedzieć w tych klatkach godzinami niczym małpy w zoo, w dodatku jeszcze znosić pretensje niektórych klientów. To nie było jednak takie złe...
Wirtualny kierownikZdaniem Anety Skrzypczyk najgorsza była współpraca z przełożonymi.
- Z sentymentem wspominam tylko Roberta G., który do grudnia 2004 roku był kierownikiem kasjerek. Był sympatycznym człowiekiem, nigdy na nas nie krzyczał i nawet ciężkie obowiązki wykonywało się z przyjemnością. Jedyną jego wadą było to, że kończąc pracę nigdy nie wiedziałyśmy, na którą godzinę mamy przyjść następnego dnia. Dopiero wieczorem dzwonił do nas, żeby poinformować nas o godzinie, na którą mamy stawić się w pracy.
Następczynią została Lidia K.
- Jej asystentki, które były także nad nami, nie lubiły Lidii K. i robiły wszystko, żeby doprowadzić do jej zwolnienia. Wtedy oprócz problemów z grafikiem pracy - zmieniał się kilka razy w tygodniu - doszły pojedyńcze dni urlopu, wciskane nam bez naszej wiedzy i wcześniejszej konsultacji. Poza tym nasza pani kierownik po miesiącu pracy nadal nie wiedziała, jaki to rodzaj bułek, jak kasuje się jabłka, jak obsługuje się terminal do płacenia kartami płatniczymi.
Aneta Skrzypczyk nadal narzekała na grafik, ale praca była dla niej na tyle ważna, że zaciskała zęby i kolejny raz szła na popołudnie do pracy.
- Praktycznie nie widziałam się z dzieckiem. Grafik był robiony bez sensu. Kierownik nie raz ustalała, że na popołudnie przychodzi trzech pracowników, a rano siedmiu. A przecież wzmożony ruch klientów jest dopiero od południa - zauważa.
Aneta Skrzypczyk sama wyjaśnia nam przyczynę tego stanu rzeczy. Jej zdaniem wszyscy kierownicy i większość pracowników zatrudniona była w Tesco bez żadnego wcześniejszego doświadczenia na danym stanowisku (oprócz niektórych sprzedawców i kasjerek). Ze słów byłej kasjerki Tesco wynika, że większość jej przełożonych brak kompetencji nadrabiała arogancją i psychicznym znęcaniem się nad podwładnymi.
- Pierwsza dyrektor Iwona M. bardzo szybko skończyła karierę w naszym sklepie. Jej następcy często kontrolowali nasze zachowanie. Najgorszy był pan Jacek, który był zwykłym tyranem i aroganckim człowiekiem. Nie odpowiadał nawet na 'dzień dobry' - mówi Skrzypczyk.
- Mój ostatni kierownik miał pod sobą łącznie trzy stanowiska. Ciężko było cokolwiek załatwić, bo praktycznie nigdy się tego człowieka nie widziało. To był raczej wirtualny kierownik - dodaje.

Masz wypis, to siadaj przy kasieNa początku lipca 2005 roku Aneta Skrzypczyk zasłabła na porannej zmianie.
- Bardzo mocno waliło mi serce i poprosiłam o zejście z kasy na świeże powietrze. Po kilkunastu minutach z recepcji zadzwoniono po karetkę, bo byłam bardzo blada.
Lekarz, który przybył na miejsce zabrał panią Anetę do szpitala, gdzie podano jej kroplówkę.
- Okazało się, że był to wynik przemęczenia, niedospania i stresu. W szpitalu spędziłam cztery godziny, po czym z wypisem poszłam do pracy. A tam kierowniczka zapytała mnie, czy siadam na kasę? Zdziwiłam się i oznajmiłam, że wolałabym już dzisiaj iść do domu, bo bardzo się słabo czuję. Kierowniczka odpowiedziała mi tylko, że skoro mnie wypisali, to mogę iść do pracy - z żalem wspomina była kasjerka Tesco.
Po tym wydarzeniu pani Aneta przez następne dwa miesiące leczyła się, między innymi w szpitalu, gdzie wykonano wiele badań i próbowano wydać diagnozę.
- Jak się okazało moje kłopoty zdrowotne są na tle nerwowym. Przepisano mi leki przeciwdepresyjne i kazano kontynuować dalsze leczenie. Faktycznie miałam wtedy depresję. Nie mogłam w ogóle spać w nocy, natomiast spałam w dzień, czyli nadrabiałam zaległości z nocy. Ciągle było mi mało snu, byłam nerwowa, miałam częste niespodziewane zmiany nastroju, nie chciało mi się wykonywać żadnych normalnych obowiązków domowych. Często płakałam, a po nocach śniła mi się kasa, brak cen, brak kodów na produktach i pretensje klientów skierowane do mnie.
Aneta Skrzypczyk zaznacza, że stany depresyjne to nie jedyne problemy zdrowotne, których wynikiem była praca w Tesco.
- Leczę się w tej chwili u neurologa, bo mam problemy z kręgosłupem. Wszystko przez krzesła, na których siedzą kasjerki, a które się do tego kompletnie nie nadają - są pokrzywione, zepsute, nie można ich dostosować do wzrostu indywidualnej osoby. Mam również problemy ze skórą, a to ze względu na klimatyzację i ogromny kurz w sklepie. Leczę się również u laryngologa na zapalenie zatok. Wciąż mam ogromne bóle głowy, których nabawiłam się w pracy w Tesco.
Potraktowano mnie jak bezdomnego psaW dniu 15 grudnia Anecie Skrzypczyk wygasła umowa o pracę. Firma jej nie przedłużyła.
- Głównym powodem było to, że za dużo chorowałam. Pamiętam jak jeszcze w październiku musiałam wziąć osiem dni chorobowego, bo poważnie zachorował mój synek i nikt inny nie mógł się nim zaopiekować. Po przyjściu do pracy z chorobowego kazano mi wypełnić ankietę z pytaniami: dlaczego byłam na chorobowym, co było przyczyną chorobowewego, ile dni byłam na chorobowym (to chyba oczywiste, skoro chorobowe miał pracodawca!), no i w czym Tesco może mi pomóc, żebym nie chodziła na chorobowe.
- Gdy w grudniu nie przedłużono ze mną umowy, poczułam się potraktowana jak bezdomny pies, którego bez zastanowienia można posłać na bruk, nic mu w zamian nie dając - dodaje pani Skrzypczyk.
- Gdy zapytałam dyrektora, dlaczego nie przedłużono mi umowy, odpowiedział tylko, że nie wie, bo on od niedawna jest tutaj dyrektorem i to właściwie jest decyzja kierownika. Czy to znaczy, że dyrektor nie pyta kierownika, dlaczego zwalnia pracowników, tylko bezinteresownie podpisuje dokument?
W dniu, kiedy wygasała umowa, pani Skrzypczyk złożyła jeszcze wniosek o wczasy pod gruszą.
- Okazało się, że wszyscy członkowie komisji przyznali mi to świadczenie i miałam dostać pieniądze na ten cel. Niestety pan dyrektor dokument przekreślił. Gdy zapytałam go wprost, dlaczego tak postąpił, odpowiedział tylko, że jest to jego dobra wola, ale w moim przypadku widocznie tej woli mu zabrakło.
Wózki kontrolneAneta Skrzypczyk od ponad dwóch miesięcy nie pracuje już w Tesco. Wspomnienia nadal są bolesne.
- Najgorsze jest to, że wszystko w tej firmie oparte jest na złudnych, fałszywych relacjach i nieszczerych uśmiechach. Żeby tam przetrwać trzeba stać się tak samo złośliwym i zakłamanym człowiekiem jak inni - przyznaje była kasjerka Tesco.
Według Anety Skrzypczyk uśmiech kasjera to tylko maska, za którą ukryte jest zmęczenie, presja przełożonych i ich coraz większe wymagania.
- Często robiono mi tzw. wózek kontrolny. Choć przepisy mówią, że powinno się go robić raz na kwartał, w moim przypadku kontrole odbywały się co dwa-trzy tygodnie. Wydelegowany pracownik Tesco podchodzi do kasy, jakby robił normalne zakupy (wielu pracowników nie chciało tego robić, ale byli też i tacy, którzy robili to z uśmiechem na twarzy). Towar w wózku jest częściowo ukryty, celowo przemetkowany itd. Trzeba to wszystko po prostu wykryć. Kasjer po dokonanej kontroli jest powiadamiany o wyniku 'wózka kontrolnego'. Ochrona miała wielką satysfakcję, gdy kasjerowi nie udawało się wszystkiego wykryć.
Kasjer jak detektywAneta Skrzypczyk opisuje wiele innych stresujących sytuacji.
- Raz zatrzymałam podejrzany banknot. W trakcie pracy zabrano mnie na przesłuchanie do komendy. Czułam się okropnie - mówi.
- Miałyśmy za zadanie rozpoznać ukryty przez klienta towar. Często klienci byli oburzeni, gdy kazałam im podnosić z dna koszyka gazetki reklamowe lub wykładać z wózka całe kartony mleka. Kazano nam się wychylać i zaglądać na dno wózka. Niepodporządkowanie się tym regułom kończyło się na karach, naganach i notatkach służbowych.
- Kiedyś zauważyłam klienta, który ukrywał coś pod ubraniem. Powiadomiłam pracownika ochrony i ta osoba została złapana na gorącym uczynku. Na drugi dzień musiałam wysłuchiwać obelg tej przyłapanej na kradzieży osoby, a była nią akurat starsza, skromna pani - wspomina Aneta Skrzypczyk.
Wewnętrzne przepisy firmy Tesco mówią, że za wykrycie kradzieży, każdy pracownik otrzymuje 10 % wartości skradzionego towaru.
- Nic nie dostałam. Gdy się upomniałam o moją należność u ochroniarza, odpowiedział mi tylko, że to on wcześniej zauważył, że ta pani coś stara się wynieść ze sklepu.
Dbamy o naszych klientów, dbając o naszych ludzi- To hasło to przecież największe szyderstwo, jakie może być. Firma w ogóle nie dba o swoich pracowników. Wielu nie wytrzymuje tych nerwów, kombinacji i wyzysku - i sami zwalniają się jeden po drugim. Mam wiele dowodów na to, jak łamany jest wewnętrzny regulamin pracy Tesco. Ale to już temat na osobny artykuł - kończy Aneta Skrzypczyk.((imię i nazwisko na prośbę naszej bohaterki zostało zmienione))
Artur Jackowski


K O M E N T A R Z E
Zobacz komentarze do tego artykułu...
Dodaj swój komentarz!
wróć do Kuriera nr 142


FORUM
Zobacz komentarze do tego artykułu...
OCEŃ TEN ARTYKUŁ
Możesz ocenić ten artykuł.
Wybierz ocenę
- czym wyższa tym lepsza.

 1   2   3   4   5   6 
KURIER 142
SPORTzwiń dział
Dalej Opole i Krapkowice

Mecze przełożone

Emocje nad siatką

Pokonali Pawłowice

Czas na play-off




   F O R U M
 Kasa śniła mi się po nocach - To istne kłamstwo nie znam pani Anety Skrzypczyk która pracowała w Tesco czemu nie ...  nowe
Kasjerka Tesco 08-03-06 16:13 
 Re: Kasa śniła mi się po nocach - Też słyszałem ze to jest wcale nie prawda z tym co jest opisane w tym artykule, wogóle ...  nowe
Tips 08-03-06 18:42 
 Re: Kasa śniła mi się po nocach - Do Tipsa! Czytałem ten artykuł i niestety drugą stroną zainteresowaną nie są pracownicy ...  nowe
ronny 08-03-06 19:00 
 Re: Kasa śniła mi się po nocach - Tips napisał(a): > > Też słyszałem ze to jest wcale nie prawda z tym co jest > opisane ...  nowe
Greg 08-03-06 19:03