Klub karpiowyEtyczne i świadome podejście do połowu karpiaOstatnio pisałem trochę o sprzęcie,o podstawowym sprzęcie czyli wędki,kołowrotki i ciężarki. Zanim przejdziemy do żyłek, haków i innych ważnych akcesoriów karpiowych chciałbym poruszyć temat dotyczący zasad łowienia karpi.Łowienie dużych karpi w Polsce, w ostatnich latach bardzo się spopularyzowało co widać już nie tylko nad wodą, gdzie karpiarze są rozpoznawani z daleka, ale również w statystykach zgłoszeń medalowych ryb, choć nie wszystkie okazy są zgłaszane. To chyba największy gatunkowo wzrost na przestrzeni ostatnich lat. Spore zasługi ma w tym dział karpiowy 'Wiadomości Wędkarskich', działalność klubów i PTK, ale jest i druga strona medalu, i to właśnie ona jest przedmiotem tego artykułu. Chodzi o zasadę catch & release czyli złów i wypuść i jej racjonalne podstawy szczególnie wobec karpia. Wprawdzie jest to gatunek u nas bardzo powszechny, ale tylko w małych rozmiarach dzięki hodowli stawowej i łowiskom komercyjnym. Okazów nigdy nie było za dużo i to co coraz częściej widuje się nad wodą nie wskazuje, że ich przybędzie. Zarybienia wprawdzie chwilowo zwiększają populację, ale kroczek jest tak łatwym celem nawet dla niewytrawnego łowcy, że szczęśliwie przetrwa może kilka procent, a do powiedzmy 5kg, kiedy to jedynym naturalnym wrogiem pozostaje tylko człowiek, naprawdę przetrwa znikoma cząstka zarybienia. Okazy, które udaje się coraz częściej podejść, skusić do brania i wyholować żyją w naszych wodach tylko dlatego, że w przeszłości poławiano je rzadko. Dziś rozwój technologii, poziom wędkarskiej wiedzy, dostępność sprzętu, akcesoriów i przynęt nie daje dużych szans karpiom, zwłaszcza, że w wielu zbiornikach bezrybie jest tak duże, że pozostają prawie same karpie, które unikały kłusowniczych sieci. Jeżeli więc w tak wzrastającym tempie cyprinusowe okazy będą wyławiane, to w nieodległej perspektywie lat możemy się ich spodziewać tylko w prywatnych wodach, gdzie już są wprowadzane zakazy zabierania i nakazy ostrożnego obchodzenia się z rybami, słuszne przecież i godne naśladowania. Celem karpiarza jest przecież łowienie, łowienie i jeszcze raz łowienie karpi, a nie wyłowienie, co jest możliwe i daje się już obserwować na niektórych łowiskach. Cóż zostawimy potomnym, jeśli wybijemy wszystko co jeszcze pływa. Czarna to wizja i nie wiem jak można by było odnaleźć się w takiej rzeczywistości, mam nadzieję, że nie jest to nam pisane. Wspomnę tu przykład jesiotra zachodniego, który zniknął z naszych wód na początku ubiegłego stulecia przy znacznym udziale ludzi i choć to wyolbrzymia problem mam nadzieję, że da do myślenia karpiarzom z młotkiem czy siekierką za pazuchą. Wytłumaczeniem w ich przypadku nie może być ani bieda, ani bezrobocie, bo to odrębny problem. Wędkarstwo to ich hobby, a nie praca zawodowa, czy interes, który ma przynieść korzyści w postaci rybiego mięsa. Poza tym są inne gatunki ryb, które w przeciwieństwie do karpia rozmnażają się w naszych warunkach, albo obce i niefortunnie, nierzadko ze szkodą dla pozostałego rybostanu, wpuszczane domagają się odłowienia jak np. amur i tołpyga. Często one stanowią zbyt duży procent rybiego światka i chamska zasada 'co na kiju, to po ryju' w ich przypadku znajduje uzasadnienie. Podobne były problemy w krajach zachodnich, tam jednak wędkarze sami dorośli do typu rozwiązań i zachowań. Czas zrobił swoje i dziś nie do pomyślenia i powszechnie ganione jest mięsiarstwo. Gonimy przecież Europę, wyrównujemy różne standardy, przepisy, ale mało mamy czasu aby w tej kwestii dorastać do takiej świadomości, potrzebny jest raczej skok. W naszym społeczeństwie pozostaje spuścizna mentalna poprzedniego sytemu i niektóre problemy same rozwiązywać się nie mogą, albo trwać to będzie za długo. Cieszyć mnie, jak i cały polski karpiowy światek chyba będzie, jeżeli po przeczytaniu tego artykułu przybędzie nie tylko etycznych ale świadomych karpiarzy, albo ci drudzy zanim sięgną po młotek zastanowią się nad tym co czynią i może nie od razu, ale wkrótce ten młotek odłożą. Niech służy do wbijania gwoździ, tak lepiej. Pocieszeniem pozostaje też wzrastająca rzesza młodych łowców, którzy wciągani przez karpiową gorączkę znają swoje cele i nie zależy im na dużym kawałku rybiego mięsa w jednej części. Problem 'no kill' to nie problem etyki, a właśnie świadomości. Nikt nikogo przecież nie zmusza, ani namawia do wypuszczania wszystkich złowionych ryb, ale ku uciesze coraz częstsza jest opinia o konieczności zwracania wolności okazom różnych gatunków. Są one skarbami naszych wód, a skarby trzeba chronić, a nie grabić. Nie chcę też zmieniać tradycji. Karp dobrze smakuje, ale ten ze stawu na wigilijnym stole. KARPIARZ |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|