Sport
Piłkarski komentarzW co się bawić?I znów polska reprezentacja piłki nożnej nas zawiodła. A miało być tak pięknie i po raz pierwszy w historii mieliśmy zagrać w finałach mistrzostw Europy. Oczywiście, logicznie myśląc, nic nie wskazywało na to, abyśmy zadebiutowali na tejże imprezie (wszystkie wcześniejsze eliminacje kończyły się niepowodzeniem, trafiliśmy do grupy ze Szwecją - drużyną całkowicie poza naszym zasięgiem, a styl gry w niczym nie przypominał piłki nożnej).Sposób „kopania piłki” reprezentantów Polski od kilkunastu lat jest żenujący. Nie wiem, kto lub co, jest tutaj przyczyną tego stanu, ale już za Andrzeja Strejlaua odnosiłem wrażenie, że miną długie lata zanim rozwagą, sprytem, umiejętnościami, ale przede wszystkim mentalnością chociaż zbliżymy się do dobrego poziomu europejskiej piłki nożnej. Oglądając mecze reprezentacji Polski wydawać by się mogło, iż podstawową zasadą gry jest „nie myśl, tylko wybij” i coraz częściej utwierdza mnie w przekonaniu każde kolejne spotkanie. Ile to już razy, podczas chaotycznej gry Polaków, można było wyczytać z ust któregoś z nich krzyk do partnera: ”... wybij, k...a tą piłkę, wybij!”, „...wyyyyjazd!”, po czym piłka trafiała do przeciwnika i jak bumerang wracała pod nasze pole karne. To chyba o czymś świadczy. Sądzę, iż nie dorośliśmy jeszcze do poważnej gry. Spójrzmy chociaż na wyszkolenia techniczne. Jest kilku zawodników, którzy niby takowe mają. Jednak samym Kosowskim, Żurawskim, czy Krzynówkiem Europy nie podbijemy. Oczywiście możemy poczekać, aż kontuzję kolana wyleczy najlepszy obecnie polski napastnik... Olisadebe, Czarneckim zwany. Sam, jednak również nic nie wskóra, o czym gorzko przekonaliśmy się podczas meczu Korea - Polska na ostatnich MŚ.To, co teraz napiszę będzie pachnieć radykalizmem, ale może naszej piłce potrzeba prawdziwego wstrząsu, dlatego proponowałbym: „odpuścić” sobie z pewnymi graczami, którzy wydają się „wypaleni” w reprezentacji Polski (czyt. Hajto, Kłos, Żewłakow, Kryszałowicz,); stworzyć „nowy” trzon drużyny wokół graczy: Szymkowiak, Kosowski, Krzynówek, Olisadebe, Głowacki, Dudek, Baszczyński, Burkhardt; zachęcić do gry w narodowej drużynie Igora Sypniewskiego (wciąż jeszcze pamiętam mecz „ligi mistrzów” Manchester United – Panathinaikos Ateny, sprzed kilku lat, podczas którego Igor „wkręcał” w murawę Roy’a Kean’a i innych zawodników MU), którego uważam za jednego z najlepiej wyszkolonych technicznie polskich zawodników; problemem jest tutaj, jednak ciężki charakter Sypniewskiego; zatrudnić zagranicznego szkoleniowca, który z inną mentalnością, podejściem, mógłby wprowadzić do naszej reprezentacji ”świeżość” oraz kilku zawodników z reprezentacji młodzieżowej (m.in. Sebastian Mila). Mam dość przegranych eliminacji, kompromitacji i niespełnionych obietnic. Śmiać mi się chce, gdy w ogólnopolskiej prasie przed każdym meczem, czytam nagłówki: ”Jak nie teraz to kiedy”, „Zagramy na sto procent”. Jesteśmy, chyba narodem, który choć zdaje sobie sprawę z mizerności sytuacji dodaje sobie otuchy w tak banalny sposób, że człowiek wychodzi z siebie i nie wie potem jak wrócić.Przecież trener Janas chyba kpi z rodaków, mówiąc (o meczu ze Szwecją): ”...dzisiaj straciliśmy bramki bardzo szybko, ale z przebiegu całego spotkania uważam, że wcale nie byliśmy dużo słabsi...”(sic!). Pytam się więc: ”W czym nie byliśmy dużo słabsi?!”. Każdy ma oczy i widział, jaka przepaść dzieli nas od drużyny ze Skandynawii. Dlatego takie błazeńskie wypowiedzi ze strony polskiego selekcjonera traktuję, jak obrazę dla kibica. Niektórzy powiedzą: „niech wróci Engel”. Przy całym szacunku dla byłego selekcjonera, ale w eliminacjach do MŚ w Korei i Japonii trafiliśmy na będącą w kryzysie (który zresztą trwa do dziś) Norwegię, na Ukrainę, która nie jest żadną potęgą, na Białoruś oraz Azerbejdżan, z którym strasznie męczyliśmy się, tak w Warszawie, jak w Baku. Ktoś powie: ”Przecież strzeliliśmy tyle bramek!”. Cóż, cuda się zdarzają, a i Emsi był dla nas, jak dla kibiców Panathinaikosu - Manolis (wybawca). Nie ma się, co oszukiwać. Gdyby nie Emmanuel, kto strzelałby dla nas bramki? Janek Furtok?!Mamy zdolną młodzież, która zagrała ze Szwedami, tak jak w konfrontacji pierwszych drużyn, Szwecja z nami. Była o klasę lepsza technicznie! Fakt ten napawa mnie nadzieją na przyszłość i może kiedy, w odpowiedni sposób, wprowadzi się kilku z nich do seniorskiej drużyny, będę mógł się kiedyś podniecać przed telewizorem oglądając Polskę na jakichkolwiek finałach, tak jak moi rodzice w roku 1974, kiedy Grzesiu Lato zdobywał króla strzelców na MŚ, a nasze orły odbierały brązowy medal. Czasem oglądając mecze narodowej reprezentacji ma się ochotę machnąć ręką na to wszystko i wyłączyć po prostu odbiornik. Dla wszystkich sfrustrowanych trafny w tym momencie byłby cytat z utworu Wojciecha Młynarskiego: ”W co się bawić...”. Może skupmy się na hokeju na trawie? Życzę sobie i rodakom, byśmy doczekali chwil takich, jak w na MŚ ‘74. Pozostaje nam czekać na eliminacje do mistrzostw świata i marzyć o tak szczęśliwym losowaniu... jak i grze, którą zaprezentowali nam nasi gracze w ostatnich eliminacjach do MŚ. Keetzoll |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|