FelietonLato, lato wszędzieŚwiat się topi. Świat się roztapia. Jak guma do żucia na gorącym asfalcie. Jak plastikowy widelec w ognisku. Lato rozpoczęło się u nas na dobre. Zawitało od razu ostro, zmylając wszystkich deszczami swemi. Upał. Skwar. Sezon na grypy rozpoczęty.
A w przychodni pani mówi, że już mnie nie zarejestruje, bo miejsc nie ma. A co to - ja do alergologa chcę iść, żebym miał czekać trzy miesiące na wizytę? 'No nic panu nie poradzę, taka pora roku.' Zgłupiałem. Zimą nie chorujemy tak bardzo, jak latem. Morsy jakieś czy co? Zimą hartujemy ciało. Bo chyba nie duszę. Lato jest od tego, żeby leżeć w łóżku z grypą lub - w najlepszym przypadku - z przeziębieniem. Wiem co mówię. Zdradliwa pora. Że niby gorąc, parno, duszno, a tu nagle - wiatr, przeciąg i gripex do poduszki. Nie warto. Ale - jednak coś w tym jest. Gdy coraz więcej ciał odważnie się prezentuje na skwerach, gdy wymodelowane panie ukazują śruciki w pępuszkach, a panowie swoje gobeliny na torsach, gdy każdy skromnie czeka, by usunąć się w cień. Coś w tym jest. Zimny bezalkoholowy,-) napój, gazetki jakieś (lub czasopisma) pod pachą, sandały na nogach i haj lajf. Twarz się kąpie w słońcu, ubranie się całe klei do ciała, woń dorodnych samców siedzących obok rozprzestrzenia się wokół (innowacja: doskonały bukiet zapachowy - tani perfum plus pot), ogólne 'nicniechceniesię' - aż chce się wielbić lato za lato. I więcej panów leży w stanie upojenia pod krzakami (ziemia cieplejsza, więc się nie przeziębią), w autobusach aż dech z wrażenia zapiera, gdy jak sardynki ciśniemy się jednen do drugiego w rytm wesołego pojazdu PKS (no, chyba, że nie przyjedzie na czas). Same cudowności. Dlatego mówię pani z ZOZu głośne liberum veto, mam w nosie katar i całe te przeziębienie. Nie, to nie. Bo i tak w lecie zleci czas nazbyt szybko i wróci zima. A ja morsem nie jestem. Grzegorz Podsiadło |