

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Krapkowice
List do redakcjiFolwark prezesaW odpowiedzi na felieton zamieszczony w poprzednim numerze 'Kuriera' otrzymaliśmy list od jednego z członków Spółdzielni Mieszkaniowej 'Zjednoczenie', uczestniczącego w zebraniu jej przedstawicieli, które odbyło się 8 czerwca. Chciałby on podzielić się tym niecodziennym doświadczeniem z innymi spółdzielcami, bo - jak pisze - 'nie każdy może doświadczyć tej wątpliwej przyjemności.'
'Mimo, iż w zebraniu przedstawicieli może brać udział każdy członek spółdzielni to niestety okazało się, że nie każdy, kto przyszedł został przywitany promiennym uśmiechem zarządu. Ci, którzy się spóźnili zostali odprawieni z kwitkiem. Ponadto prezes Stafan Kowalczuk wyprosił kilka osób zaproszonych przez członków spółdzielni jako eksperci. Zdaniem Kowalczuka członek spółdzielni nie ma prawa przyprowadzić kogokolwiek na zebranie. Zebranie rozpoczęło się dość nietypowo, gdyż prezes przeprowadził swoistą wykładnię przepisów prawa spółdzielczego, nawiązując do obecności członków na zebraniu, zresztą informacja ta była w kółko powtarzana przez różnych pracowników spółdzielni. Konkluzją wywodów prezesa było to, że nie potrzeba mu prawników, gdyż wydają oni tylko opinię biorąc za to niemałe pieniądze, a przeczytać przepis każdy potrafi. Poza tym przepisy są po prostu głupie, więc nie da się ich zrealizować.Pozwoli pan, panie prezesie, że przytoczę parę przepisów, które regulują kwestie zebrania przedstawicieli, wraz z ich wykładnią. Otóż nie jest prawdą, że członek spółdzielni nie ma prawa wdrażać swoich opinii na zebraniu przedstawicieli. Zgodnie bowiem z art. 37 paragrafu 4 prawa spółdzielczego członek spółdzielni nie będący przedstawicielem może uczestniczyć w zebraniu przedstawicieli bez prawa głosu. Bez prawa głosu nie oznacza jednak, że nie może nic powiedzieć, ale że nie ma prawa do udziału w głosowaniu. Zgodnie ze statutem członek spółdzielni ma prawo, a nawet obowiązek brać czynny udział w życiu (realizacji zadań statutowych) spółdzielni. Nie jest również prawdą to, że członek nie może podczas zebrania korzystać z pomocy prawnej lub eksperckiej. Przepis art. 36 paragrafu 2a: Członek ma prawo korzystania na własny koszt z pomocy prawnej lub pomocy eksperta. Osoby, z których pomocy korzysta członek, nie są uprawnione do zabierania głosu. Umieszczenie tego przepisu w rozdziale zatytułowanym 'Walne zgromadzenie', którego przepisy odnoszą się również, zgodnie z art. 37 paragrafu 2, do zebrania przedstawicieli upoważnia członka spółdzielni do przyprowadzenia na zebranie przedstawicieli własnego eksperta. Wielu członków MSM, jak sam pan zauważył, nie ma swojego przedstawiciela, gdyż ci wybierani są z grup liczących powyżej 50 osób. Jak te osoby mają wpływać na losy spółdzielni i realizować jej zadania zgodnie ze statutem, jeżeli odmówi im się prawa do czynnego udziału w zebraniu przedstawicieli?Dość nietypowo rozpoczęły się obrady przedstawicieli, gdyż pierwszym głosowaniem, którego nie umieszczono w porządku obrad, było głosowanie nad obecnością prasy na zebraniu. Nikt nie przewidział obecności mediów na zebraniu, więc przedstawiciele musieli zdecydować czy życzą sobie ich obecności. Niestety, w wolnym kraju zdecydowano, że prasa nie może uczestniczyć w zebraniu przedstawicieli. Sytuację jednak uratował Stefan Kowalczuk przerywając głosowanie przy biernej akceptacji przewodniczącego Adama Wywioła, przekonując, że spółdzielnia nie ma nic do ukrycia, a wyproszenie mediów może zostać potraktowane jako próba zatajenia jakichś tajemnic. Ostatecznie w drugim głosowaniu zdecydowano, że prasa pozostanie. Zastanawiające jak wielki wpływ ma prezes spółdzielni na wynik głosowania przedstawicieli. Pytanie - czy tylko w tej sprawie?Jednym z niepisanych punktów zebrania było przywitanie gości, a w zasadzie tylko jednego zaproszonego - burmistrza Piotra Sollocha. Nawet nie zorientowałem się kiedy przywitanie przerodziło się w kampanię wyborczą naszego burmistrza. Wzajemnym pochwałom i komplementom nie było końca. Jeżeli chodzi o głosowanie nad projektami uchwał, to poza jedną sprawą wszystko odbyło się gładko i bezproblemowo. Zadziwiająca dla mnie była zgodność wszystkich przedstawicieli, zwłaszcza, że wszystkie uchwały dotyczyły zbycia nieruchomości. Zgodnie ze statutem spółdzielni, jej celem nadrzędnym jest zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych spółdzielców, jak zatem spółdzielnia zamierza ten cel zrealizować wyprzedając nieruchomości? Być może pojawiłyby się jakieś pytania, ale zastraszeni spółdzielcy siedzieli cichutko, bacznie tylko obserwując rozwijającą się sytuację.Przy głosowaniu nad uchwałą o zbyciu jednej z nieruchomości głos próbował zabrać jeden z członków MSM przybyłych na zebranie, jednak w słowo wszedł mu ponownie pan prezes, informując o łamaniu prawa przez tego członka spółdzielni poprzez zabieranie głosu. Zaproponował, że sam naświetli sytuację wymuszając na przewodniczącym udzielenie mu głosu. Mówiąc szczerze, zdziwiłoby mnie to, gdyby przewodniczący Wywioł zaprotestował. Prezes rozpoczął przedstawianie problemu dotyczącego jakichś zaszłości ze sprzedażą nieruchomości na os. Sady. Po przedstawieniu problemu przez prezesa przewodniczący udzielił głosu zainteresowanemu. Okazało się, że sprawa wygląda nieco inaczej, niż przedstawił to pan prezes, gdyż spółdzielnia dokonała sprzedaży budynku postawionego na dwóch działkach gruntu sprzedając prawo użytkowania tylko do jednej z nich. W efekcie tego mieszkańcy budynku nie mogą z niego korzystać, gdyż granica biegnie właśnie przez schody wejściowe do budynku. Problem powstał w wyniku przekazania dokumentacji przedsiębiorstwu, które ją gdzieś zagubiło (?!), w związku z czym, ani spółdzielnia, ani nabywca nie wiedzieli co faktycznie jest sprzedawane. Ale jak podsumował to Stefan Kowalczuk: 'Widziały gały co brały', więc nie ma przedmiotu do dyskusji. Przedstawiciele jednogłośnie przegłosowali uchwałę. Można jedynie życzyć powodzenia nabywcy działki z częścią budynku, zawierającą kilka schodów. Cóż, może to już taka przypadłość os. Sady, że mieszkańcy nie mają dostępu do swojego mieszkania, bo droga należy do kogoś innego.Po głosowaniu był czas przeznaczony na luźną dyskusję, podczas którego głos zabrał burmistrz narzekając po części, że społeczeństwo nie dostrzega tego, co dobre, a jedynie to, co złe i co się nie udało. Burmistrz prześliznął się gładko po tematach łatania dziur w ulicach, swoich wspomnień co do parku (?!) oraz planowanej budowy basenu. Trudno było to powiązać z działalnością spółdzielni mieszkaniowej i sprawami jej członków. Faktem jest, że liczba członków spółdzielni stanowi znaczną część mieszkańców Krapkowic, mimo to na zebraniu nie dało się niestety odczuć, aby zarówno prezes, jak i burmistrz reprezentowali ich interesy. Ludzie, którzy próbują dochodzić swoich interesów lub załatwić swoją sprawę nazwani zostali maruderami. Przy tej okazji prezes nie omieszkał zaznaczyć swojej znajomości z kilkoma takimi 'moheretowymi beretami' z ul. Ks. Duszy 18. Jakkolwiek nie byłaby to zażyła znajomość trudno reprezentować interesy spółdzielców i mieszkańców kpiąc sobie z nich przy biernej aprobacie przedstawicieli.Po zakończeniu tego punktu zebrania odczytano protokoły komisji i przewodniczacy zakończył zebranie zapraszając przedstawicieli na kolację, jak zaznaczył pan prezes - bezalkoholową, aby nie było nieporozumień co do wydatkowania spółdzielczych funduszy. Niestety, sprawdzić osobiście tego nie mogłem, gdyż dla członków nie przewidziano kolacji. Nie dziwi mnie to jednak, gdyż odniosłem wrażenie, że w ogóle nie przewidziano obecności członków na zebraniu przedstawicieli. Ale żebym nie był nieobiektywny, na wniosek prezesa udostępniono przybyłym członkom napoje i ciastka, za co należą sie prezesowi podziękowania. Nie zaginie polska tradycja i gościnność, dopóki nieproszeni gości mogą liczyć na poczęstunek.Być może to moje subiektywne wrażenie - w końcu to mój pierwszy raz - ale czułem się jak niewygodna dla przedstawicieli spółdzielni osoba, a samo zebranie w całości kontrolowane było przez prezesa Kowalczuka przy biernej postawie przewodniczącego Wywioła. Co zaś się tyczy naruszenia przepisów, to nie spółdzielcy je naruszyli zabierając głos, ale pan prezes prawa tego odmawiając. Może warto jednak czasami skorzystać z opinii prawników, a wtedy głupie na pozór przepisy staną się bardziej zrozumiałe. Czy można poważnie traktować takie zebranie, na którym naruszono podstawowe zasady i wolności konstytucyjne?' (dane do wiadomości redakcji) |
| |
krapkowice
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 157 |  |
|
|
|
|