Krapkowice
Ulica PrudnickaAutostrada w środku miasta'Kiedyś ulica Prudnicka była może reprezentacyjną aleją, dzisiaj dla mieszkających przy niej ludzi jest horrorem. To samo dotyczy placu Gagarina - to jest kryminał. Tak sytuację w tym rejonie opisywał krapkowickim samorządowcom Antoni Rossol, mający dom przy tzw. pl. Gagarina'.Mieszkaniec Krapkowic zadał sobie trud obliczenia natężenia ruchu samochodowego na ul. Prudnickiej. Zgodnie z jego obserwacjami w ciągu pół godziny (od godz. 16.30-17.00) przejechało tamtędy 480 samochodów. Najgorzej jest w nocy między godziną 2.00 a 3.00, kiedy rusza cała kawalkada samochodów z dyskotek. Jak twierdzi Rossol jest ich co najmniej 200. Jednak największy obłęd zaczynał się, kiedy ruszają ciężarówki stojące na granicy lub tam właśnie zmierzające. - To wszystko są pięcioosiowe samochody, więc o spaniu nie ma mowy - mówi Rossol. W potoku słów mieszkaniec pl.Gagarina po kolei wymieniał problemy, z jakimi spotykają się ludzie mieszkający w tym rejonie. Zwracał uwagę na spychologię, z jaką spotkał się próbując ustalić, kto jest odpowiedzialny za remont ulicy Prudnickiej. Kilka gorzkich słów padło również pod adresem tych, którzy na stoku garba przy zjeździe do mleczarni zrobili studzienki. - Teraz każdy samochód, który tam przejeżdża, łamie przyczepy nie mówiąc już o tym, że to brzmi jak wystrzał karabinowy. Jednym z problemów, którymi Antoni Rossol starał się zainteresować samorządowców był stan czystości Prudnickiej i pl. Gagarina. Z tym tematem związana jest bowiem kultura osób wyprowadzających psy praktycznie na teren placu zabaw. - Jak zwaracam uwagę tym ludziom, to potem na moim płocie lądują słoiki z ogórkami. Plac Gagarina jest sprzątany co tydzień, proszę jednak zobaczyć jak tam wygląda w poniedziałek. Za co my płacimy? - pytał retorycznie. Wśród tych żalów optymistycznie zabrzmiały podziękowania skierowane personalnie do burmistrza Sollocha, którego staraniem zamknięto bramę krapkowickiego cmentarza. Tym samym zlikwidowano dziki skrót, z którego nie zawsze kulturalnie korzystali mieszkańcy okolicznych rejonów. Na koniec Antoni Rossol zaprosił radnych i burmistrza do przeprowadzenia wizji lokalnej w terenie, o którym mówił.- Kiedyś był w Krapkowicach Baron, który raz na tydzień brał swojego sekretarza i przemierzając Krapkowice spisywał tego typu rzeczy. Nie mówię, żeby pan Piotr deptał po tym mieście, ale trzeba wreszcie kogoś zainteresować problemami takich małych ludzi jak my. Eliot |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
|