List do redakcji
Brak ludzkiego podejściaChciałabym się odnieść do artykułu zamieszczonego w nr 28 'Kuriera' pt. '(bez)Podstawne oburzenie?', w którym dr Letachowicz w rozmowie z redaktorem nie powiedział do końca prawdy.
Jestem pacjentką, która z wysoką temperaturą (ponad 39 st.) owego dnia została skierowana do szpitala na badanie USG. Wydarzenie, które naprawdę miało miejsce odbiega od opisanego przez doktora Letachowicza w artykule. Mianowicie - po wejściu do gabinetu, w którym był również dr Domaradzki (pielęgniarek nie było), grzecznie powiedziałam, że mam ponad 39 stopni temperatury, jestem matką 2-tygodniowego dziecka, oraz że mam skierowanie na USG od doktora Michonia.
Panowie poinformowali mnie, że w tym dniu nie robią USG i na badanie mam przyjść dopiero na drugi dzień. Nie zadali mi żadnych pytań odnośnie mojego stanu zdrowia. Jedynym pytaniem, które zadał dr Domaradzki nie miało niczego wspólnego z ewentualnym badaniem. Lekarz zapytał mnie, gdzie rodziłam dziecko. Odpowiedziałam, że w Opolu i w tym momencie zrozumiałam, że nie byłam pacjentką tutejszego szpitala, więc na USG w dniu, w którym się zgłosiłam, nie mam co liczyć. Zdenerwowana, ze łzami w oczach wyszłam z gabinetu.
Niestety, w rozmowie z redaktorem, pan doktor o tym nie wspomniał... Jedyne, co zapamiętał, to wybuch złości mojego męża, który - widząc mnie zapłakaną po wyjściu z gabinetu - nie wytrzymał i powiedział parę niemiłych słów.
Faktem jest, że ja - z wysoką temperaturą trafiłam do szpitala, gdzie oczekiwałam szybkiej i profesjonalnej pomocy, a spotkałam się z takim, a nie innym podejściem do pacjenta, które absolutnie nie pasuje do wizerunku osoby przedstawionej w liście - nieznającej całej prawdy - Pani Kazimiery Żabskiej-Sumik, zamieszczonym w ostatnim numerze 'Kuriera'.
Chciałabym zaznaczyć, że pisząc te słowa nie chcę podważać fachowości lekarzy, bo na pewno mają duże doświadczenie w swoim zawodzie. Jedyne, co zarzucam, to brak ludzkiego podejścia do pacjentki oraz to, że dr Letachowicz skłamał, mówiąc: 'O tym, że ta kobieta czuła się słabo i ma dwutygodniowe dziecko dowiedziałem się dopiero (...) znacznie później, od jej ojca, bo ona sama nic mi nie powiedziała.' Natalia Orłowska |