Krapkowice
Ul. KrótkaŚciek nie pachnie jak perfumyJak bumerang powraca sprawa kanału ciągnącego się wzdłuż ul. Krótkiej w Otmęcie. Mieszkańcy już wiedzą, że gdy tylko robi się cieplej, lepiej nie otwierać okien i nie wychodzić do ogrodu. - Smród jest nie do wytrzymania - mówią.
W zeszłym roku, również w lipcu, mieszkańcy narzekali, że do ogródka bez maski gazowej wyjść się nie da. W tym roku jest podobnie. - W kanale jest 70 centymetrów szlamu, który w ogóle nie płynie, tylko cały czas stoi i cuchnie! Zaczynamy się zastanawiać, po co nam kazali kanalizację zakładać, skoro pod domami mamy otwarte szambo! Nic, tylko rurę pociągnąć i wpuszczać swoje ścieki do tego kanału, a nie - płacić za wygodę i ekologię - mówią oburzeni mieszkańcy.
W zeszłym roku pracownicy wodociągów tłumaczyli, że nawaliła automatyka sterująca pompami i dlatego ścieki zaczęły płynąć rowem, który dla przepompowni stanowi kanał awaryjny.
Choć mieszkańcy twierdzą, że interweniowali w 'wodociągach', prezes krapkowickiej spółki 'Wodociągi i Kanalizacja', Wojciech Najgebauer nie przypomina sobie, żeby ktokolwiek zgłaszał, że coś jest nie tak. Nie przypomina sobie również, żeby w ostatnich tygodniach w przepompowni zanotowano jakąś awarię. - Ściek ma to do siebie, że nie pachnie jak perfumy Diora, ale ma nieprzyjemny zapach siarkowodoru. Przy wyższych temperaturach ze ścieków wydzielają się gazy, które przy wyższym ciśnieniu atmosferycznym mogą być wyczuwalne w okolicach przepompowni i nie da się tego uniknąć. Zresztą - wielu ludzi ostatnio oszczędzało wodę, ale 'ładunek' jaki człowiek odprowadza się nie zmienił, w związku z czym wzrosło stężenie zanieczyszczeń w ściekach. Przepompownia niedaleko ul. Krótkiej jest monitorowana i w przypadku awarii, drogą satelitarną, na komórki są wysyłane sygnały, które odbieramy i natychmiast jeździmy sprawdzać, co się dzieje. Ale w ostatnim czasie żadnych takich sygnałów nie było. Nieprzyjemnie może pachnieć również dlatego, że część mieszkańców Krótkiej odprowadza ścieki do tzw. żabiego oczka znajdującego się na polach nieopodal domów. Sprawdzaliśmy niedawno, czy nie ma przelewu do rowu, ale nic nie widziałem. Sprawdzimy jednak, co się tam dzieje - zapewnia Wojciech Najgebauer. HON |