

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Dla Kuriera
Maciej Sonik, kandydat na burmistrza KrapkowicTrzeba wyjść przed szeregO zbliżającej się kampanii wyborczej, upartyjnieniu wyborów i uważaniu na to, co mówią politycy, rozmawiamy z radnym Maciejem Sonikiem, kandydatem PO na urząd burmistrza Krapkowic.
Minął tydzień od czasu, jak Pan ogłosił swój start w wyborach burmistrza Krapkowic. Dochodzą już do Pana jakieś opinie?- Oczywiście. Okazuje się, że ludzie już dyskutują o moich szansach, o programie - to dobrze. Zresztą sam odebrałem wiele telefonów i e-maili z pytaniami lub po prostu wyrazami poparcia czy sympatii. Za wszystkie serdecznie dziękuję, bo to było nie tylko miłe, ale i dość nieoczekiwane. Z drugiej strony jednak Tygodnik Krapkowicki od razu ostro Pana zaatakował. To też było nieoczekiwane?- Zaskoczyła mnie przede wszystkim skala ataku i sposób, w jaki to zrobiono. Zdaję sobie sprawę z tego, że są tacy, którzy raczej mnie nie lubią. Z doświadczenia wiadomo, że ich opinie są często bliskie tygodnikowi. Miałem jednak nadzieję, że unikniemy w Krapkowicach takiej brudnej negatywnej kampanii, publikowania nieprawdziwych informacji. Teraz niestety spodziewam się, że może być jeszcze gorzej. Nie chcę myśleć jakie wyrazy będzie można przeczytać w ferworze walki wyborczej, skoro już teraz wizytę u burmistrza Sollocha i fotografię przed publicznym urzędem nazywa się 'nieuczciwą zagrywką' i 'cyrkiem', a prawie 1000 głosów w poprzednich wyborach to 'niskich lotów poparcie'. Trudno także nie skomentować ewidentnych kłamstw - jak chociażby to, że 4 lata temu byłem właścicielem 'Wieści Krapkowickich', czy to, że w jakimś sondażu wygrywałem, chociaż na prawdę wygrywał Solloch. To da się łatwo zweryfikować zanim opublikuje się wypowiedzi 'anonimowych czytelników'. Już na pierwszy rzut oka widać agresywną próbę zniechęcenia do mnie wyborców. Ludzie nie są już tacy naiwni, szczególnie jak widzą manipulację oczywistymi faktami. Nie chcę mieć z takim sposobem prowadzenia kampanii nic wspólnego. A co z zarzutami 'wyskakiwania za szybko' czy bardziej ogólnie tzw. wychodzenia przed szereg?- Czy można traktować to jako zarzut? Przecież na tym polega kampania wyborcza. Nie wyskakuje za szybko tylko ten, który obawia się oceny wyborców i dyskusji. Czym szybciej wyborcy dowiedzą się o kandydatach, tym więcej będą mieli czasu na ich ocenę i rzetelny wybór. Od razu też wiedzą, jak interpretować ich działalność. Osobiście uważam, że to źle, że niektórzy wolą 'nie wychodzić przed szereg'. Może dlatego mamy taką sytuację, jaką wszyscy widzą. Bo trzeba mieć odwagę i wyjść przed ten szereg - tak działaniu na rzecz gminy czy powiatu, jak i wtedy, gdy przekonuje się wyborców. Samo stanie w szeregu to dzisiaj za mało. Wystarczy popatrzeć, co osiągnęły małe Kobierzyce pod Wrocławiem - niewielka gmina z mądrymi władzami, które nie bały się wyjść przed szereg. Ta jedna z najbogatszych gmin wiejskich w Polsce już od dawna wykorzystuje swoją lokalizację przy autostradzie A4.Czy tę zapowiedź 'wychodzenia przed szereg' mamy traktować jako hasło wyborcze?- Nie. To raczej pogląd na to, jak powinno się działać. Ludzie dzisiaj są zniechęceni do wszystkiego, co się wiąże z polityką. Dlatego w kampanii trzeba ich czymś przyciągnąć, zainteresować, zaangażować. A jak komuś 'nie chce się' prowadzić kampanii to jaka jest gwarancja, że jak wygra, to nagle 'zachce mu się' szukać inwestorów, promować miasto, rozwiązywać problemy mieszkańców? Trzeba pamiętać, że sprawowanie władzy to nie jest łatwa rzecz. Startuje Pan w tych wyborach jako kandydat Platformy Obywatelskiej...- Oczywiście. Dwa lata temu z liczną grupą bezpartyjnych działaczy lokalnych zdecydowaliśmy się na przystąpienie do PO i stworzenie lokalnych struktur. Nie wyobrażam sobie, żebym miał to teraz przed wyborami ukrywać. Zresztą to naturalne w demokracji, że ludzie o podobnych poglądach działają w jakiejś grupie. Wbrew pozorom, ma to swoje zalety. To, że jestem kandydatem Platformy sprawia, że wyborcy od razu znają moje główne poglądy i cele. Wiedzą też, że dysponuję odpowiednim zapleczem i mam większą możliwość działania na rzecz miasta, chociażby z pomocą parlamentarzystów PO z Opolszczyzny. Z drugiej strony dalej jestem przede wszystkim lokalnym działaczem, bo w PO nikt niczego nie narzuca. To nie jest partia wodzowska, a najważniejsze nasze ideały to samorządność i swodoba działania. Fakt, że w tych wyborach wystartują kandydaci z wyraźnym poparciem dużych sił politycznych, powinien ułatwić wybór - każdy wyborca wie, czego może spodziewać się po kandydacie PO, kandydacie PiS, kandydacie lewicy czy kandydacie z poparciem MN. A upartyjnienie wyborów do rad i sejmików?- To już całkiem inna sprawa. Bo to władze wieloosobowe i tu powinno znaleźć się miejsce na lokalnych aktywistów, którym przez lata udawało się 'nie przykleić' do żadnej partii. Ich zadaniem jest reprezentowanie swojej grupy wyborców. Niestety zmiany w ordynacji, które wprowadza PiS, Samoobrona i LPR, zmniejszą ich szansę. To zły pomysł i zła ordynacja. To wyborcy powinni decydować o tym, kogo się wybiera, a nie partie czy ordynacja wyborcza. Dlatego trzeba wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW). Wracając jeszcze do PO - w telewizji możemy zobaczyć reklamówkę Platformy, której 'bohaterem' jest Jarosław Kaczyński. Jaki jest jej cel?- Chcemy pokazać, że jesteśmy przeciwko temu chaosowi i agresji, jakie wprowadził do dyskusji politycznej PiS. Dlatego pokazujemy to, co najbardziej różni PiS od nas. Ten kontrast widać już nawet na przykładzie lokalnej negatywnej kampanii, o której rozmawialiśmy, a to mnie bardzo martwi. Bo ludzie zmęczeni są już walką z wszechobecnym tajemniczym 'układem', ujawnianiem rewelacji z ubeckich teczek, atakowaniem kolejnych grup społecznych, wrogim nastawieniem do sąsiednich krajów, rozliczaniem 'komuny' i prześwietlaniem tych, którzy ją obalali, szarganiem autorytetów. Nie o tym marzyliśmy. Mamy inna wizję przyszłości Polski. Chcemy też innej przyszłości dla naszej Małej Ojczyzny.
Jak można to zmienić?- To może zabrzmi dziwnie, ale bardzo uważać na to, co mówią nam politycy. Sprawdzać czy to, co obiecują, da się zrealizować. Mówiąc obrazowo - zanim wyobrazimy sobie naszą rodzinę w jednym z trzech milionów nowych mieszkań, warto zrobić proste obliczenia. Żeby to było możliwe - nawet w ciągu 8 lat - to co tydzień trzeba by budować miasto wielkości Krapkowic! Na szczęście coraz więcej wyborców sprawdza, czy dotrzymują słowa ci, których wybrali poprzednio. Tutaj świeży przykład z soboty - rozmawiałem z mieszkańcami os. XXX-lecia, którzy pytali mnie o budowę kolejnej Biedronki i zawiedzeni przypominali obietnice, że nie będzie zgody na kolejny supermarket. Z drugiej strony Odry ludzie pytają o obiecywany blok na os. 1000-lecia, mieszkańcy Steblowa pytają o drogi, w Pietnej o kanalizację. Dla ludzi to najważniejsze rzeczy: miejsca pracy, kostka na Rynku, imprezy w domu kultury, korki na moście, opłaty za przedszkola. Bo najważniejsze jest to, co się dzieje obok nich. Dziękuję za rozmowę. rozmawiał Grzegorz Podsiadło |
| |
krapkowice
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 167 |  |
|
|
|
|