Otmęt
Parafialny festynNajpierw szprychy, potem resztaJak się bawić, to najlepiej przy starych, dobrych i znanych wszystkim utworach. W sobotni wieczór słowa popularnej Karolinki, Hej Sokoły czy Czarne oczy, słychać było praktycznie w całym Otmęcie. I nic dziwnego, bo na placu przy Kościele p.w. Ducha Świętego w Otmęcie, gdzie już po raz drugi zorganizowany został Festyn Parafialny trudno było włożyć nawet przysłowiową szpilkę, a śpiewali wszyscy. Wśród tłumu, nie szczędząc gardła, brylował ks. Darek, który niestrudzenie zachęcał do wspólnej zabawy. Każdy, kto w tym dniu przybył na kościelny plac mógł skosztować pieczonego prosiaka, napić się piwka i potańczyć, chociaż z tej ostatniej formy zabawy najchętniej korzystały jednak dzieci. Największe emocje związane były niewątpliwie z loterią fantową, w której główną nagrodą był rower - dar Andrzeja Warzechy z Otmętu. Wielu uczestników festynu kupowało po kilka losów. Danuta Zaremba na scenę musiała się zgłaszać dwukrotnie. Po raz pierwszy, kiedy na jeden z jej numerków została wylosowana parasolka, co jak skomentował ks. Darek było wstępem do upragnionego roweru - bo w końcu szprychy już są. Po raz drugi została wywołana tuż po losowaniu głównej nagrody, której stała się szczęśliwą posiadaczką.- Widzi pani, mam i parasolkę i rower, a to moi wnukowie, oni się chyba bardziej cieszą ode mnie - mówiła wskazując na grupkę dzieci, które wianuszkiem otoczyły szczęśliwą babcię i... rower. EL |