

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Temat Kuriera
Krata przetargowaWszystkich tych, którzy w sobotni wieczór chcieli skorzystać z tzw. przejścia tysiąclecia, czyli bramy znajdującej się w krapkowickich murach obronnych, czekała spora niespodzianka. Przejście, które przez lata wykorzystywane było przez mieszkańców miasta, jako skrót w kierunku krapkowickiego rynku, kościoła czy szkoły zagrodzone zostało masywną, żelazną kratą. Tabliczki umieszczone na pobliskich drzewach informowały, że jest to teren prywatny i tą drogą przejść się już nie da.- Myślałam, że to jakiś żart - mówiła Barbara Dołowicz, która razem z dziećmi przyszła zobaczyć, czy prawdą jest to, co wcześniej usłyszała od znajomych. Podobnie zrobiło kilkanaście innych osób. W ciągu pół godziny po obu stronach przejścia zebrał się spory tłum ludzi. Wszyscy z niedowierzaniem patrzyli na kraty. Takie ”wycieczki” trwały kilka kolejnych dni. - Teraz trzeba będzie się czołgać. Jedynie psy i dzieci mogą skorzystać ze skrótu - komentowali co dowcipniejsi krapkowiczanie. Było ich jednak niewielu. Większość zebranych przy murze osób nie kryło zaskoczenia i oburzenia. Po pierwsze samym faktem ustawienia bramy, po drugie tym, że coś tak kojarzonego z Krapkowicami stało się prywatną własnością.- Kto na to pozwolił? Najpierw robią imprezę, montują tablice pamiątkowe, a potem sprzedają. Przecież teren obok takiego zabytku powinien być miejski - dziwił się starszy pan mieszkający w pobliżu. Zamknięcie bramy uświadomiło bowiem wielu osobom fakt, że teren krapkowickich plantów nie jest własnością miasta, chociaż nikt z tego nie robił żadnej tajemnicy. Sprawcą całego zamieszania i inicjatorem zamontowania żelaznej kraty jest obecny właściciel części krapkowickich plantów, przedsiębiorca Rajmund Michna.- Mur jest granicą mojej działki. Krata jest więc postawiona zgodnie z przepisami na moim własnym terenie. Zamierzam zresztą ogrodzić całą działkę - zapowiada Michna. Jego zdaniem, jako właściciel ma prawo ogrodzić i zabezpieczyć swoją działkę ubezpieczając się w ten sposób od kłopotów związanych w wypłatą ewentualnych odszkodowań osobom, które na jego terenie ulegliby jakiemuś wypadkowi. Te wyjaśnienia, to jednak wierzchołek góry lodowej, bo jak się wydaje sprawa krapkowickich plantów jest dużo bardziej złożona, a krata w starym murze jest w niej jedynie kartą przetargową. A o tym kto kogo w efekcie po przysłowiowym murem postawi zadecydują najbliższe dni.Miasto nie jest zainteresowaneTeren wokół zabytkowego muru od 1963 roku był własnością PSS Społem, od którego wieloletni dzierżawca, Rajmund Michna kupił go w lipcu 2002 r. Na swoją kolejkę musiał jednak trochę poczekać. Ustawowo prawo pierwokupu działki przysługiwało bowiem gminie, która starała się o bezpłatne przejęcie tego terenu. W praktyce korespondencja w tej sprawie trwała już od roku 1997. Koronnym argumentem był fakt, że to właśnie miasto poniosło koszty powstania, utrzymania i inwestowania w wygląd plant i robi to nadal. Wbrew pozorom Społem nie było jednak zachwycone dobroczynnością gminy inwestującej na ich własnym terenie.- W latach siedemdziesiątych działka została zajęta i bez naszej zgody miasto zrobiło na niej zieleniec, a w planie zagospodarowania zapisano, że jest to działka stanowiąca otoczkę starego miasta w formie plant. Nikt nas jednak w tej sprawie o zadnie nie pytał. Owszem, miasto to urządziło, ale również miasto, czy raczej jego mieszkańcy z tego korzystali. My natomiast przez cały ten czas płaciliśmy podatki, z których zostaliśmy zwolnieni jedynie na dwa lata. Dlatego nie zgodziliśmy się na bezpłatne oddanie tego terenu, ale w zamian zaproponowaliśmy zamianę na działkę o podobnej lokalizacji i wartości - mówi prezes Społem Helena Anczurowska.Ponieważ jednak jak odpisano - miasto nie dysponowało takim terenem, ta forma przejęcia zieleńca również się nie udała, chociaż jak przypomina prezes Społem - niedługo potem miasto sprzedało teren, na którym znajduje się obecnie sklep MAX.- Próbowaliśmy jeszcze wydzierżawić działkę prywatnemu inwestorowi, ale urząd chciał mieć w tym miejscu zgodnie z planem zagospodarowania jedynie zieleń - opowiada Anczurowska.W roku 2002 spółdzielnia zdecydowała się w końcu sprzedać działkę za kwotę nie niższą niż 50 tys. zł. - To nie była wygórowana cena. W tej samej cenie działki w centrum miasta sprzedawała również gmina - wyjaśnia Anczurowska. Po raz kolejny zwrócono się do gminy.Dla gminy cena ta była jednak zbyt wysoka. Zaproponowano 10 tys. zł, bo jak argumentowano - chociaż działka leży w centrum miasta nie można jej wykorzystać. Na taką kwotę nie zgodziło się z kolei Społem. Ostatecznie, mając już potencjalnego nabywcę oraz zgodę walnego zebrania na sprzedaż działki w kwietniu 2002 Społem po raz ostatni zwróciło się do urzędu o skonkretyzowanie stanowiska w sprawie jej wykupu lub zamiany.- Ponieważ miasto nie było tym zainteresowane sprzedaliśmy działkę. Dostaliśmy za nią tyle ile żądaliśmy. Teraz to oni powinni się dogadać, a nie my - kończy pani prezes.To tylko interesA dogadać się trudno.- To jest tylko interes. Nie mógłbym tego kupić gdyby urząd nie zrezygnował. Przegrali i nie mogą się z tym pogodzić. A teraz odbywa się, to na zasadzie dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf. No i szukają - mówi Michna.W sobotę (w dniu postawienia krat) w jego firmie pojawił się inspektor nadzoru budowlanego. Za ustawienie kraty bez stosownych zezwoleń wypisany został dwustuzłotowy mandat. Ze względu na bliskość zabytkowego obiektu kolejne decyzje w tej sprawie należeć będą do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Zdaniem Michny umieszczenie krat bez zasłonięcia czy uszkodzenia starego muru nie można nazwać pracami budowlanymi, a informację o tym, że zamierza ogrodzić swoją własność złożył w Wydziale Budownictwa Starostwa już 15.09., czyli kilka dni przed zagrodzeniem bramy, a to znaczy, że dla stosownych władz, to co się stało nie powinno być żadnym zaskoczeniem. Kilka dni później (30 września) Rajmund Michna otrzymał oficjalną informację, że ze względu na zabytkowy teren nie może ogrodzić swojej działki.Dla osób znających kuluary tej sprawy nie jest również tajemnicą, że nowego właściciela krapkowickich plant znacznie bardziej niż miejska zieleń, interesuje działka przy ul. Ligonia w Otmęcie, na której znajduje się będąca jego własnością hurtownia materiałów budowlanych. Dzierżawiący ją od miasta Michna jak dotąd bezskutecznie zabiega o jej wykupienie.- Nie będę przecież płacił dzierżawy w Otmęcie, jeżeli mam działkę w Krapkowicach. Nikt mi przecież nie może zabronić ustawienia tu, na swoim terenie ruchomej wystawy reklamującej mój towar. Wystarczy, że zachowam odpowiednie odległości od ulicy i zabytkowych murów. Zaproponowałem gminie zamianę tej działki w Krapkowicach na tą przy ul. Ligonia. Moim zdaniem dla gminy, to dobry interes. Nie mogę natomiast zgodzić się na zaproponowany mi nieoficjalnie teren za POM-em - mówi Michna. Jak mówi burmistrz Krapkowic Piotr Solloch, gmina nie może z kolei zgodzić się na sprzedaż działki przy ul. Ligonia.- Są przynajmniej trzy ważne powody - po pierwsze, jest to teren przylegający do cmentarza, który będzie funkcjonował jeszcze co najmniej 30 - 40 lat. W przyszłości ta działka może być w tym miejscu potrzebna, albo na poszerzenie cmentarza, albo na parking, którego tam nie ma. Po drugie, w pobliżu znajdują się magazyny przeciwpowodziowe i dojazd do nich byłby znacznie utrudniony. Po trzecie, już dzisiaj mieszkańcy tych rejonów skarżą się na ruch spowodowany dowozem materiałów budowlanych. Wczoraj wyszło z urzędu oficjalne pismo, w którym zaproponowalismy Michnie tereny za POM - em. Uważam, że to dobra propozycja. Oczywiście sprawa jest otwarta i dalej będziemy prowadzili na ten temat rozmowy.Za takim rozwiązaniem optuje również Michna, który deklaruje chęć dogadania się, a nawet jeżeli bedzie taka potrzeba dopłacenia za działkę spełniającą jego wymagania.Trudno w tym miejscu nie zacytować jednego z mieszkańców Krapkowic, który w środę patrząc na wciąż zagrodzone przejście i tabliczkę „teren prywatny” powiedział - jeżeli miasto tak chętnie sprzedaje takie tereny, to przekażcie panu burmistrzowi, że jestem zainteresowany kupnem krapkowickiego mostu. Lidia Kulik |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
krapkowice
|
|
 | ZOBACZ TAKŻE |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 18 |  |
|
|
|
|