FelietonOto moje miastoW przedświątecznym okresie bieganiny po sklepach, w cieniu politycznych kłótni, proponuję, aby zatrzymać się na chwilę i rozjerzeć dookoła. Jak wygląda nasz świat?
Czas świąteczny, to czas refleksji. Odłóżmy na bok sex afery, poalkoholowe wypadki radnych, zwolnijmy nieco tempa. Czy rzeczywiście tak to wszystko miało wyglądać? Czy naprawdę do tego dążyliśmy?Nie, świat w takim kształcie nie przetrwa za długo. Zniszczymy sami siebie. Tak, być może wychodzi ze mnie teraz czarnowidz z dekadencko-apokaliptycznym zacięciem, jednak jakie inne wnioski można wyciągać z tego, co się dzieje wokół?Kiedy w Nowym Jorku na kilka minut zabrakło prądu, miasto zostało sparaliżowane, a na giełdach odnotowywano straty w milionach dolarów. Podobnie u nas, w niedzielę był wypadek na moście i koniec - nie ma dojazdu do miasta. Krapkowice na kilka godzin odcięte od Otmętu. Ten most to chyba najbardziej kłopotliwy z punktów naszego miasta, kłopotliwy dlatego, że jedyny. Czy coś z tym zrobimy?Przyszedł czas na rozliczenia z tego, co było i na podsumowania. Nowy rok, to nowe możliwości. Dziś jest pierwszy dzień reszty mojego życia. To nie prawda, że nic z tym nie możemy zrobić. Rewolucja zaczyna się ode mnie, od uporządkowania mojego własnego mikrokosmosu. Wtedy dopiero będzie możliwa symbioza.Tu nie chodzi o to, aby nie dostrzegać lub trywializować osiągnięcia innych. Chodzi o to, aby dostrzegać własne możliwości. Bo w zasadzie wszystko, co w życiu czynimy, wypływa tylko z dwóch uczuć: miłości i strachu. Reszta to są tylko ich pochodne. I nawet o miłość się boimy, o jej utratę, boimy się przyznać do niej. Bo czy każdy z was z ręką na sercu może powiedzieć, że kocha swoje miasto i wSPANiale się w nim czuje? A powinien, powinien mieć świadomość, że też ma wpływ na to, co się tutaj dzieje, a nie pójść na łatwiznę i po 8 latach podstawówki, 4 liceum i 5 latach studiów wyjeżdżać za granicę, aby pracować w fabryce. Czy dlatego uczyliśmy się prawie 20 lat od przedszkolaka, żeby teraz z poczuciem przegranej wyjechać na wyspy, by wspierać potomków królowej Victorii? Nie ma co narzekać, weźmy sprawy w swoje ręce (zabrzmiało jak slogan przedwyborczy). Mam nadzieję, że zaduma nie okaże się tylko okazjonalna, postanowienia noworoczne zostaną dotrzymane, a od Nowego Roku wszyscy wezmą odpowiedzialność za siebie i swoje czyny, by móc w końcu powiedzieć: Oto moje miasto. Grzegorz Podsiadło |