

 | JEDYNKA / E-KURIER |  |
|
|
 | PODATEK |  |
|
|
 | EXTRA |  |
|
|
 | KALENDARIUM |  |
|
|
 | LISTA WYSYŁKOWA |  |
|
|
 | KURIER TOP 5 |  |
Najczęściej czytane Tematy Kuriera

Najlepiej oceniane artykuły z Kuriera przez Internautów

|
|
|
|  |  |

| 
Moszna
StadninaPodpalacz poszukiwany- Cztery pożary w ciągu jednego roku, to jak na przypadek trochę za dużo - to cytat z listu, jaki do naszej redakcji przysłał jeden z mieszkańców Mosznej.Dalszą część listu zajmują pytania dotyczące pożarów, jakie w ciągu ostatniego roku miały miejsce na terenie Stadniny Koni w Mosznej. Chociaż płonęły zabudowania znajdujące się w różnych miejscowościach, wszystkie zdarzenia łączyły dwa wspólne mianowniki - paliły się budynki będące własnością stadniny i to tylko takie, które już od długiego czasu nie było wykorzystywane. Pierwszy pożar miał miejsce w siedzibie stadniny w Mosznej. Skończyło się na spaleniu ponad 100 ławek oraz przeszkód używanych podczas zawodów jeździeckich. W czerwcu ogień strawił stodołę w Kórnicy, w której znajdowały się stare maszyny rolnicze. Najbardziej dotkliwy był pożar w Urszulanowie. Z dymem poszło 250 bali siana warte 20 tys. zł. Kolejny pożar to stajnia w Wawrzyńcowicach. Nikt już nie wierzy, że do pożarów mogło dojść przypadkowo. Dyrekcja stadniny oraz jej pracownicy od wielu tygodni są w stanie pełnego pogotowia. Wszyscy szukają podpalacza, tym bardziej, że wiele faktów wskazuje na celowe podpalenia.- Analizowaliśmy te pożary na wszystkie możliwe sposoby, w praktyce cały czas żyjemy ta sprawą - mówi prezes stadniny Magdalena Donimirska. - Z mojej inicjatywy zostały przeprowadzone cztery spotkania z pracownikami. Rozmawialiśmy też z mieszkańcami Mosznej. Stróże zostali wyposażeni w komórki, a pracownicy uczuleni na każdą nieznajomą osobę kręcacą się na terenie stadniny. Sęk w tym, że podpalacz wcale nie musi byś osobą nieznajomą. Jak wynika z analiz, doskonale orientuje się w zwyczajach panujących w stadninie, zna teren, konsekwentnie wybiera niewykorzystywane i niepilnowane zabudowania. O tym, że czuje się dosyć swobodnie świadczy chociażby pożar w Wawrzynowicach, który został zauważony około godz. 20.30, czyli w czasie, kiedy na dworze było jeszcze jasno.- Żeby podpalić ten budynek trzeba było wdrapać się na górę, bo stajnia zaczęła płonąć od góry. To musiała być sprawna osoba - mówi Donimirska. Ma pretensję o to, że policja do sprawy podchodzi standardowo, a śledztwa w sprawie każdego z pożarów prowadziła inna osoba i dopiero po jej interwencji wszystkie te wydarzenia połączono. Swoją teorię na temat pożarów mają również autorzy przysłanego do redakcji listu. Niedwuznacznie sugerują, że mogą być one związane ze złą kondycją finansową stadniny i próbą wymuszenia odszkodowania za zniszczony majątek. Magdalena Donimirska jest oburzona takim zarzutem - nie stać mnie na takie ubezpieczenie swojego majątku, żeby jeszcze na tym zarobić. Jesteśmy ubezpieczeni w Agripolisie, a to nie jest bogata firma. Do dzisiaj nie wypłacono nam pieniędzy za gradobicie rzepaku, które miało miejsce w roku 2000. Wiata, która spłonęła w Urszulanowie była ubezpieczona jedynie na 20 tys. zł, chociaż jest warta ok. 700 tys. zł. Słyszałam już te sugestie, ale one są zupełnie bezpodstawne. Moim zdaniem te działania robi osoba, która zamierza podejrzenia skierować w moją stronę, tym samym doprowadzając mnie do usunięcia ze Stadniny. Eliot |
Do tego artykułu nie ma jeszcze
komentarzy.

| |
strzeleczki
|
|
 | FORUM |  |
|
|
 | OCEŃ TEN ARTYKUŁ |  |
Możesz ocenić ten artykuł. Wybierz ocenę - czym wyższa tym lepsza.
1 2 3 4 5 6
 |
|
|
 | KURIER 18 |  |
|
|
|
|