 > >
FelietonZapiski #06DXXXIVmiał to Stachura. To Coś, co sprawia, że jego słowotoki czyta się z zapartym tchem. próbował nazwać wszystko, nie bronił się przed dygresjami, malował swój świat tak niesamowicie, że rzeczy zwyczajne, tak bardzo codzienne spisane jego ręką chłonie się garściami... są tacy, którzy o czymkolwiek by nie mówili - potrafią mówić tak, że ich słuchasz. Gawędziarze, Dusze Towarzystwa. mają To Coś, co od wewnątrz wzbrania ich cytować - bo tak pięknie, tak inaczej, tak jak oni na pewno się nie uda; bo wraz ze 'swoimi słowami' ucieknie cała magia, bo trzeba by na pamięć, z gestami, z mimiką... są Muzycy, którzy - choć bez powalającego na kolana warsztatu, bez wirtuozerii - mają To Coś, co jednym pociągnięciem smyka pozwala im zagrać na uczuciach, wspomnienia obudzić, łzę zakręcić... 'Pauli był fizykiem teoretykiem najczystszego typu, powiadano, że sama jego obecność w mieście wystarczała, by doświadczenia się nie udawały.' /Stephen W. Hawking/Wolfgang Pauli też miał To Coś. tyle, że w drugą stronę... DXLIIInie wierzę w System. toteż nie uśmiecha mi się jego karmienie - wszystkie te Absurdalne Sumy na Wątpliwej Jakości Świadczenia. nie chcę emerytury (primo: trzeba jej czasu dożyć; secundo: zamierzam zapewnić sobie ewentualną spokojną starość dużo, dużo wcześniej), lekarzowi wolę od czasu do czasu sowicie zapłacić (i pracować będzie lepiej, i kolejka mniejsza), telewizji nie oglądam, dzieci nie mam. niestety pomyślane jest to tak, bym z owych świadczeń nie mógł zrezygnować -- płacę za to tylko, że przyszło mi żyć tu, nie gdzie indziej. owszem, są sposoby. można pięć firm założyć, na bezrobotne pójść na moment, ukrywać się, kombinować -- może nawet cudem wyjść na zero... mając świadomość, że w czasie na te z Systemem zabawy poświęconym można było dwa, trzy razy tyle zyskać robiąc coś sensownego. ot, sytuacja bez wyjścia. aż po grób przyjdzie mi więc płacić... zaraz, zaraz - może to jest sposób? ów złoty środek, którego wszyscy szukamy? Akt Zgonu kupię. taki, żeby sobie można było samemu wpisać dane denata./z serii: 'abstrakcje'/ CDLXXXVIIideą podróży jest być zdanym na siebie. jej postulatem - być otwartym na zmiany, nowych ludzi. ideałem: zburzyć przyzwyczajenia, wyrwać się z rutyny, poznać smak świata na nowo. ideą podróży jest móc chodzić własnymi ścieżkami, gdzie bądź by droga prowadziła, jej poddać się całkowicie. ideą turystyki natomiast jest zaliczyć wszystko, co wymieniono w przewodnikach, o czym kiedyś napisano, co świat uznał za godne uwagi. zaliczyć. najlepiej po japońsku: klimatyzowanym autokarem zajechać, zeń wyskoczyć, obfotografować się na tle, by było co na komodzie postawić, by móc kiedyś powiedzieć 'a to ja pod Tym postumentem', 'ja na tle Tej katedry', 'ja w Tej Słynnej fontannie'. więc nie budynki, nie miasta brane jako organizmy - ze swym klimatem, z ludźmi, zapachami. bo ważne są muzea, konieczne pomniki, istotne świątynie. niezbędny zaś plan działania, by w dobie się zmieścić; być wszędzie, gdzie bywają, gdzie być wypada... i, ewentualnie, na koniec, jakąś biedną dzielnicę, targowisko może - toć to takie ekscentryczne, z egzotyką miejsc obcować przez kwadrans.
|
Wydruk strony:
<http://krapkowice.net/kurier,art,id_1020> [23.11.2008 09:34:52]
Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.
|