KonfabulacjeRelatywista- Wszystko, absolutnie wszystko, jest względne (tu czknął niezgrabnie, choć, trzeba przyznać, z fasonem) tylko Bóg (pokorne czknięcie) jest absolutny, a i to dla siebie samego, więc to zaledwie wyjątek potwierdzający regułę. No dobra, (jeszcze pokorniejsze czknięcie) całkiem spory wyjątek.
Nie, nie urodził się taki. W młodości wierzył w Złych i Dobrych, wiedział kogo potępiać a z kim się zgadać, których książek nie czytać, wreszcie jakich myśli się wystrzegać. Wystarczała mu odpowiedź 'bo tak' - autorytetów nie brakowało. Z czasem jednak stoczył się, zatracił zbawienną dyscyplinę, zaczął szukać. - Z drugiej strony, biorąc pod uwagę jego... rozmiar - to my jesteśmy wyjątkiem potwierdzającym regułę (czknięcie, jakby na siłę) więc wszystko, absolutnie wszystko jest absolutne, tylko nasz świat to wyjątek i w nim wszystko, absolutnie wszystko jest...
Gdy zszedł z drogi Prawych - nagle niemożliwym wydało mu się, że jest tylko jedna prawda. Właściwie był jeszcze skłonny w nią uwierzyć, pod warunkiem, że nie mieli jej Prawi. I im bardziej zbliżał się do tego, czym kiedyś bez zająknięcia pogardzał - tym piękniejszy wydawał mu się świat, tym ciekawsi ludzie. Tyle możliwości, punktów widzenia, tyle prawd... -...względne.
Rozejrzał się. Wspomnienie baru, w którym po raz kolejny próbował udowodnić sobie, że alkohol na niego nie działa, rozmyło się. Przypomniał sobie okno i tę zabawną myśl, że relatywnie rzecz ujmując to ono zbliża się do niego; a potem niemal podręcznikowy lot z kawałkami szkła, które choć nieporównywalnie mniejsze - jednak dotrzymały mu kroku... - Tak więc Dobro i Zło ma się nijak do dobra i zła (naturalnym wydało mu się, że potrafi wypowiadać wyrazy zarówno z dużej, jak i z małej litery), a prawda... wszystkie prawdy są tylko... refleksami tej Jedynej, stąd tak często zupełnie się wykluczają. Cokolwiek wybieramy - liczy się intencja, obiektywna ocena nie istnieje.
A teraz to miejsce. Wytrzeźwiał zupełnie, wiedział, że mówi do siebie. Był prawie pewien, że jest już po drugiej stronie; że jest, jak na ironię, relatywnie martwy. Zebrał się na odwagę, podszedł do stolika.
Kartka 'Sąd Ostateczny' i... szklanka. - Jest w połowie... pełna?
Znana chińska opowieść mówi o tym, jak pewnego razu dwóch ludzi urządziło między sobą konkurs na rysunek węża. Wygrać miał ten, kto pierwszy skończy rysunek. Jeden z nich, skończywszy, zobaczył, że drugi jest jeszcze daleko w tyle, postanowił więc ulepszyć swój rysunek, dorysowując wężowi nogi. Na to tamten rzekł: 'Przegrałeś, bo wąż nie ma nóg'. PIOTR CHLIPALSKI |