KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 36 (13.02.2004)

Grafitti Perełeczki z półeczki

Wielki Sgt. Pepper

Niniejszy cykl poświęcony będzie płytom, które na pewno zasługują na uznanie i na to, aby znalazły się na półce każdego fana muzyki, który oczekuje czegoś więcej niż zbioru kilkunastu piosenek, gdzie jedna piosenka niczym nie różni się od drugiej. Dla jednych będzie to przypomnienie, że taka płyta już dawno stoi na półce, dla innych może to być początkiem fascynacji nieznanymi dotąd dźwiękami.

W związku z tym, że takich płyt jest tyle, że nie da ich się zliczyć, pojawia się problem, którą z nich wybrać na początek. Może którąś z płyt Pink Floyd, Led Zeppelin, Jimiego Hendrixa czy kogoś innego? Trudno jest się zdecydować, ale na to pierwsze spotkanie postanowiłem wybrać absolutną klasykę. 1 czerwca 1967 roku muzyka weszła na nowe tory. Nigdy przedtem i - jak niektórzy twierdzą - nigdy potem, nie było takiego przełomu w muzyce rockowej. A o jakim przełomie mówię? O słynnej płycie, słynnej czwórki - Fab Four - czyli o 'Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band' zespołu The Beatles. Płyta jest doskonała pod każdym względem, począwszy od okładki, a skończywszy na ostatnim dźwięku, ostatniej piosenki. Okładka, która jest pomysłem Paula McCartneya przedstawia The Beatles w towarzystwie ich idoli, ludzi, którzy byli dla nich ważni. W sumie jest tam 68 postaci, do których John Lennon chciał dołączyć Jezusa, Hitlera i Ghandiego, ale zostali odrzuceni. A muzyka na płycie?
Muzyka na płycie to 13 piosenek zamykających się w czasie 37 minut, gdzie każdy utwór to osobne dzieło, które w połączeniu z pozostałymi kawałkami tworzy doskonałą całość. No może - jak niektórzy uważają - za wyjątkiem utworu napisanego przez Georgea Harrisona 'Within You Without You' nasyconego elementami orientalnymi. Jeśli nie wszystkie kompozycje, to jednak dwie powinny być znane szerszej publiczności.
Pierwsza chociażby z serialu amerykańskiego 'Cudowne lata', w którego czołówce, co prawda nie Ringo Starr, ale Joe Cocker śpiewał 'With a Little Help From My Friends', który nawiasem mówiąc w 1969 roku podczas festiwalu Woodstock otworzył sobie tą piosenką drzwi do wielkiej kariery, a 'With a Little Help...' stało się hymnem Woodstocku i ery Dzieci Kwiatów. Druga kompozycja bardziej rozpowszechniana niż pozostałe to 'Lucy In The Sky With a Diamonds' śpiewana przez Johna Lennona. Tytuł pochodzi od rysunku wykonanego przez czteroletniego syna Lennona, Juliana, który narysował Lucy na niebie z diamentami. Ale zaraz po ukazaniu się płyty, krytycy w tytule doszukiwali się powiązań muzyków z pewnym środkiem halucynogennym znanym pod nazwą LSD. A co na taki fenomen naprowadziło? Pierwsze litery wyrazów zapisanych w tytule Lucy - Sky - Diamonds. Jednak prawdziwą perełką na płycie jest piosenka zamykająca album 'Day In The Life', będąca efektem współpracy Lennona - autora początku i końca, oraz McCartneya - autora środka. W miejscu w którym łączą się części pojawia się 'dźwięk, który powstaje z niczego i narasta w nieskończoność'. Ten pomysł Paula zrealizowało 40 członków londyńskich orkiestr: filharmonicznej i symfonicznej, którym George Martin (producent) kazał grać bez nut i każdemu jak chce. Efekt jest piorunujący, podobnie jak potężny akord zagrany jednocześnie na trzech fortepianach, który wybrzmiewa przez 42 sekundy.
Jest to perfekcyjne zakończenie perfekcyjnej płyty, chociaż nie do końca, bo parę sekund potem słychać jeszcze gadanie całej czwórki zmontowane i nagrane od tyłu. Nikt nie wie o czym oni mówią, ale jedna z popularniejszych wersji głosi, iż po odpowiednim odtworzeniu można usłyszeć: 'We will f**k you like superman'.
Oprócz wyżej wymienionych piosenek, na płycie jest jeszcze dziewięć, a każda z nich zasługuje na odrębny opis, jednak wtedy trzeba by Sierżantowi Pieprzowi poświęcić osobną wkładkę.
Z czystym sumieniem polecam tę płytę każdemu kto jej nie zna albo jeśli komuś The Beatles kojarzy się tylko i wyłącznie z 'Love Me Do' czy 'Yesterday'. Usłyszycie na niej nie tylko doskonałe piosenki, ale i pianie koguta, popiskiwanie kurcząt, szczekanie psa, rżenie konia, ryk krowy i osła, tętent kopyt oraz jazgot sfory psów myśliwskich przemieszanych z dźwiękami trąbek i dzwonków, wreszcie gdakanie kury, która zniosła jajko. Absolutna klasyka.


Jarosław Guś




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_2401> [05.12.2008 00:14:22]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.