Krapkowice
Budynek przy Podgórnej zagraża lokatorom i przechodniomMieć dach nad głowąTa sprawa ciągnie się od lat. Każdy dzień zwłoki to krok do tragedii. Luźne dachówki, walący się komin, spróchniały strop - tak prezentuje się od wewnątrz budynek przy ul. Podgórnej 2 w Krapkowicach. Irena Koryzma, która tu mieszka z dwiema dorastającymi córkami, nie może doprosić się remontu.
Do kogo się zwrócić?
Dom znajduje się 50 m od krapkowickiego Rynku i codziennie mija go kilkuset przechodniów. Dla nich budynek też jest zagrożeniem. W grudniu ubiegłego roku jedna ze spadających dachówek omal nie trafiła w kilkuletniego chłopca. Mniej szczęścia miał kilka dni temu starszy mężczyzna, który kawałkiem dachówki dostał w głowę.
- Ludzie przychodzą do mnie z pretensjami, że im na głowę spadają kawałki dachu. Ale to nie do mnie powinni się kierować, bo nie jestem właścicielką budynku - skarży się Irena Koryzma, która zajmuje lokal na piętrze budynku.
Budynek wymaga natychmiastowego remontu, szczególnie dach. Po jednej z pierwszych, wiosennycyh burz na ścianach i sufitach pomieszczeń, które zajmuje rodzina Koryzma, pojawiły się zacieki. Wyraźne, wilgotne plamy widać w salonie, jak i w kuchni. Gustownie urządzone mieszkanie może w każdej chwili ulec destrukcji. Wystarczy, że zawali się stary komin. - Przed świętami pomalowałam mieszkanie. Ja sama już nie wiem, do kogo mam się w końcu zwrócić z prośbą o remont dachu - irytuje się Irena Koryzma. Rozwiązania patowej sytuacji wciąż nie widać, bo od kilkunastu lat nie można ustalić prawowitego właściciela posesji. - W tej chwili trwa postępowanie sądowe o prawne ustalenie właściciela posesji - mówi Anna Księżarczyk, naczelnik Wydziału Gospodarki Gruntami w UMiG w Krapkowicach. Jednak już wiceburmistrz Romuald Haraf zdecydowanie zaznacza, że nieruchomość przy ul. Podgórnej należy do gminy. - Wprawdzie jest problem zapisu w księgach wieczystych (teren składa się z dwóch działek i jedna z nich jest sporna), ale obecnym właścicielem budynku jest gmina. Problem ten powstał na etapie przekazywania tych działek przez Skarb Państwa gminie - dodaje.Do grudnia 1985 roku właścicicielem budynku przy Podgórnej 2 była Maria Lazar. Wydawało się, że po jej śmierci budynek w tak dogodnym położeniu szybko znajdzie nowego właściciela. Niestety zmarła nie pozostawiła testamentu, a potencjalni spadkobiercy nie zainteresowali się posesją do dziś. Wzamian za opiekę i remonty w budynku, pani Lazar nieco wcześniej zameldowała na pobyt stały w swoim domu Adama Koryzmę. Wszystko odbyło się za zgodą ówczesnej właścicielki, nie została jednak nawiązana żadna umowa najmu. Nowy lokator zajął piętro budynku i wkrótce ożenił się. Na początku 1986 roku na pobyt czasowy została zameldowana tutaj jego żona, Irena Koryzma, która mieszka przy Podgórnej do dziś. - Obecnie jesteśmy po rozwodzie. Mąż mieszka gdzie indziej, ale przychodzi tu, pomaga mi. Jesteśmy przyjaciółmi - podkreśla Irena Koryzma. Przez kilkanaście lat Koryzmowie za własne środki remontowali budynek. - Odbudowaliśmy schody na piętro, odnowiliśmy frontową elewację budynku, wymieniliśmy instalację, rynny, podłogi, sufity, ściany. Od podstaw zrobiliśmy łazienkę, podprowadzając do niej wodę. W 1999 r. przeprowadziliśmy remont stropu, który groził zawaleniem oraz wyrównaliśmy podłogi - wymienia mieszkanka Podgórnej 2.Z uwagi na brak spadkobierców, nieruchomość tę na mocy postanowienia sądowego, odziedziczył Skarb Państwa. Starosta Krapkowicki wykonujący zadania z zakresu administracji rządowej, w listopadzie 2002 r. nieruchomość zbył w drodze darowizny na rzecz Gminy Krapkowice. Koryzmowie zarzekają się, że nic o tym nie wiedzieli.
Przetarg, którego być nie powinno
W lutym 2003 roku z jednego z lokalnych tygodników państwo Koryzmowie dowiedzieli się o organizowanym przetargu na budynek przy Podgórnej 2. - Byliśmy tym kompletnie zaskoczeni. Po ewentualnej sprzedaży mogłam wylądować z dziećmi na bruku, bo wtedy jeszcze nie mieliśmy praw do lokalu. Jeszcze przed przetargiem zwróciliśmy się z prośbą do burmistrza, żeby nam sprzedał całą nieruchomość lub lokal, który zajmujemy, w pierwokupie, jako wieloletnim użytkownikom. Wtedy przysługiwałaby nam jakaś zniżka - uważa Irena Koryzma.W odpowiedzi burmistrz Piotr Soloch w oficjalnym piśmie poinformował, że Koryzmowie nie mogą w drodze bezprzetargowej nabyć lokalu, bo po pierwsze zbywany jest cały budynek, a po drugie Koryzmowie nie posiadają tytułu prawnego do zajmowanego mieszkania. Mogą jednak oczywiście uczestniczyć w przetargu.- No to co, mieliśmy stanąć do przetargu, gdzie cenę podbito by do 80 tys. zł, a potem władować jeszcze ze 150 tys. w generalny remont tego - denerwuje się lokatorka z Podgórnej.- Zresztą pierwszy rzeczoznawca, który pojawił się tu przed przetargiem przyznał, że gdybyśmy mieli zapłacić za tę nieruchomość, to tylko 10 tys. zł za grunt, bo ten budynek to ruina do generalnego remontu - dodaje.Koryzmowie bezskutecznie próbowali odwołać przetarg. - Uważaliśmy, że przez tzw. 'zasiedzenie' mamy prawo do lokalu i pierwszeństwo w nabyciu nieruchomości na warunkach, na jakich nabywają najemcy lokalów mieszkalnych w Krapkowicach. Gdy mimo naszych pism gmina jako właściciel nie sporządziła z nami umowy najmu, wystąpiliśmy na drogę sądową - mówi Irena Koryzma.Przetarg odbył się tak jak planowano, w marcu 2003 roku. Jedyny oferent, znany lokalny przedsiębiorca, nabył ostatecznie nieruchomość za 50500 zł. - Wtedy jeszcze nawet nie dokonano wpisu prawnego do księgi wieczystej. Tak więc miasto nie miało jeszcze wpisanego budynku, a już odbył się na niego przetarg. Gmina nie włożyła w ten budynek ani złotówki, a chcieli skasować za tę nieruchomość 50 tys. zł - irytuje się Irena Koryzma. Zdaniem Ireny Koryzmy przetarg powinien zostać unieważniony tym bardziej, że w październiku 2003 roku wyrokiem sądowym Koryzmowie uzyskali prawo do najmu lokalu na piętrze budynku przy ul. Podgórnej. - Zgodnie z nową ustawą lokatorską już co najmniej od lipca 2002 roku posiadaliśmy tytuł prawny do zamieszkiwanego lokalu przez tzw. 'zasiedzenie'. Potwierdził to wyrok sądowy. Przetargu więc nie powinno być, bo nam się należał pierwokup. Przetarg mógłby być, o ile urząd co najmniej 3 miesiące wcześniej poinformowałby nas o możliwości wykupienia budynku w pierwokupie. Jeżeli my nie wyrazilibyśmy zainteresowania, wtedy przetarg może się odbyć. Ale my żadnego pisma nie dostaliśmy - tłumaczy pani Koryzma. Mimo tych wątpliwości zdaniem wiceburmistrza Krapkowic przetarg jest ważny. - Pani Koryzma nabyła prawo najmu po przetargu. W momencie ogłaszania przetargu ta pani nie miała prawa do tego lokalu. Myśmy ten budynek przejęli od Skarbu Państwa bez żadnych obciążeń. Przedsiębiorca, który wyraził chęć nabycia nieruchomośći przy Podgórnej dalej jest zainteresowany, aby nabyć ten budynek za tę samą cenę wraz z lokatorem- twierdzi Romuald Haraf. Wiceburmistrz po chwili nieco się reflektuje. - Oferent, który wygrał ten przetarg nie może nabyć tego, bo nadal nie ma zapisu w księgach wieczystych, że te dwie działki są własnością gminy Krapkowice. Nie mniej co zrobimy, to w najbliższych dniach się rozstrzygnie; czy unieważnimy przetarg i przedsiębiorca będzie dochodził jakichś swoich praw, czy też podtrzymamy tę decyzję z przetargu i do czasu załatwienia tego problemu w księgach wieczystych to my będziemy pełnić rolę właściciela. A w momencie, jak to się wszystko ureguluje to podpiszemy umowę sprzedaży ze zwycięzcą przetargu. Jeżeli przedsiębiorca będzie chciał nas sądzić za straty wynikłe nie z naszej winy, my też będziemy musieli znaleźć winnego, najprawdopodobniej będziemy się sądzili z kancelarią.
Remontu nie będzie
Wszystko wskazuje na to, że do czasu rostrzygnięcia się spraw sądowych i wyłonienia ostatecznego właściciela nieruchomości przy Podgórnej 2 zachowane zostanie status quo. W czasie ulew mieszkanie Koryzmów będzie zalewane, w czasie wichur przechodnie będą musieli uważać na głowy. Nikt nie chce się podjąć remontu, bo też nadal nie wiadomo, czyj ostatecznie będzie budynek. Irenie Koryzmie i jej córkom wypada zwrócić się tylko do opatrzności.- Mąż chciał w 2002 r. ze względu na dzieci za własne pieniądze ten dach zrobić, ale nie dostał pozwolenia, bo nie jet właścicielem. Teraz przecież nie będę się zapożyczać, żeby dach zrobić dla gminy lub tego przedsiębiorcy - uważa Irena Koryzma.Dach grozi zawaleniem. Może dojść do tragedii. Pytania o niezbędny remont w urzędzie miejskim odbijane są jak piłeczka pingpongowa. - Pani Koryzma przez tyle lat nie musiała płacić żadnego czynszu. Ta sytuacja jej z pewnością odpowiadała. Dlaczego nie pytała nigdy o możliwość uzyskania prawa do tego mieszkania, ani nie składała żadnego wniosku - pyta Anna Księżarczyk.W podobnym tonie wypowiada się Romuald Haraf. - Tyle lat pani Koryzma mieszkała i się tym nie interesowała, a w momencie jak to gmina przejęła to się zaczęła interesować budynkiem. Niech teraz występuje do Skarbu Państwa z roszczeniami.Irena Koryzma stanowczo odpiera te zarzuty. - Do 2003 r. płaciliśmy nakazy płatnicze podatku od nieruchomości. Pisma przychodziły z urzędu na panią Marię Lazar, która już nie żyła od 1985 roku i na mojego byłego męża, jako na współwłaściciela. Na 18 marca był przetarg ogłoszony, a my jeszcze 8 marca dostaliśmy nakaz płatniczy od nieruchomości. To śmiechu warte. W urzędzie nie poinformowano nas, że wystąpiono do Skarbu Państwa o przejęcie tego budynku. U burmistrza byłam co najmniej 2 razy w roku o przedłużenie meldunku czasowego - zauważa.- Zawaliła mi się ubikacja, sufit w czytelni. Czemu pan Solloch nam nie powiedział, że gmina wystąpiła o przejęcie budynku. Czemu nam nikt nie powiedział, że mamy od Skarbu Państwa domagać się roszczeń? Pan Solloch powinien nas poinformować, że jako użytkownicy i opiekunowie tego budynku mamy także prawo do wystąpienia do Skarbu Państwa o przejęcie. Czuliśmy się współwłaścicielami. Przez cały czas ponosiliśmy nakłady na modernizację i bieżący remont nie tylko zamieszkiwanego lokalu, ale i całego budynku - tłumaczy Irena Koryzma.Wiceburmistrz Haraf nie widzi szansy na generalny remont budynku. - Ten budynek nie był przeznaczony do remontu ze względu na to, że miał być od razu sprzedany. Irena Koryzma w sprawie zabezpieczenia dachu powinna się zwrócić do TBS, które od października 2003 r. administruje budynek. Z nimi ma podpisaną umowę najmu. Jeżeli sprawa poprawnego wpisu w księgi wieczyste będzie się długo ciągnęła to TBS musi coś zabezpieczyć, bo remontu tam na pewno nie zrobią. W TBS rzeczywiście nie widzą szansy na generalny remont. - Budynek administrujemy dopiero od kilku miesięcy. Od jesieni pani Koryzma płaci nam miesięczny czynsz w wysokości 160 zł. Co możemy zrobić za te pieniądze? Niedawno zresztą naprawialiśmy u niej pęknięte rury. Każdy administrowany przez nas budynek jest rozliczany pojedyńczo. Przecież nie mogę środków z innych budynków przenosić. W tym roku mamy dużą inwestycję na ul. Krasickiego i nie planowaliśmy żadnych innych remontów - wyjaśnia prezes Teresa Gonera.Odnośnie zabezpieczenia dachu Irena Koryzma reaguje sceptycznie i wspomina zimowy 'remont' wykonany przez TBS. - W grudniu przed świętami zleciały dachówki z dachu i mogły zabić kilkuletnie dziecko. Przyjechał kierownik techniczny z TBS. Zamówił dźwig. Ale pościągali tylko luźne dachówki... i nie dali nic wzamian, bo nie mają funduszy. Sami więc podstawialiśmy miski i położyliśmy folię na strych. Jedną zimę przetrwaliśmy, ale co będzie z następną? Czekają chyba, aż na nas to się zawali i nas zabije - głośno wyraża wątpliwości Koryzma.Wydaje się, że istnieje jeszcze jedno rozwiązanie tej sprawy - mieszkanie zamienne. Jednak zdaniem Ireny Koryzmy jest ono mało realne. - Musieliby dać nam mieszkanie zamienne o tym samym standardzie i o tym samym metrażu użytkowym ponad 74 m2. Ciekawe, gdzie takie mieszkanie znajdą? Poza tym przez lata włożyliśmy w budynek tyle pieniędzy, że żądalibyśmy wyrównania poniesionych nakładów.Mimo przeciwności Irena Koryzma nie poddaje się. - Tu nie chodzi tylko o nasze racje. Tu chodzi o nasze życie. W najbliższym czasie mam zamiar zgłosić się do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Opolu. Przecież tu grozi katastrofą budowlaną - kończy mieszkanka Podgórnej 2. Artur Jackowski
|