KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 48 (11.05.2004)

Kino Recenzja

Piękną można być i po pięćdziesiątce

Nie tak dawno triumf święciła brytyjska komedia „Goło i wesoło”, w której grupa bezrobotnych górników uczyła się zarabiać na życie striptizem. W zainspirowanym autentycznymi wydarzeniami filmie Nigela Cole’a „Dziewczyny z kalendarza” sytuacja wyjściowa jest podobna, tyle że cel wydaje się szlachetniejszy, bo rozbieranka ma służyć zebraniu funduszy na wymianę sofy w miejscowym szpitalu. I co najważniejsze, bohaterami nie są mężczyźni, tylko niezbyt urodziwe damy po pięćdziesiątce z małej osady w Yorkshire, decydujące się pozować nago do tradycyjnego kalendarza przygotowywanego dla koła wiejskich gospodyń.

Chris i Annie to mieszkanki małej osady w Yorkshire. Kobiety przyjaźnią się a wolny czas spędzają uczestnicząc w zajęciach Women `s Institute - instytucji łączącej klub dla kobiet z kołem gospodyń wiejskich, gdzie gotują, pieką ciasta i słuchają przeciągających się w nieskończoność wykładów np. o wyższości brokuł nad innymi warzywami. Spokój tego sielskiego żywota i nudę doskonalenia sztuki kulinarnej zakłóca wiadomość o śmiertelnej chorobie męża Annie. Zmęczone przesiadywaniem na niewygodnej kanapie w szpitalnej poczekalni, bohaterki wpadają na pomysł, by zebrać dla ośrodka zdrowia pieniądze na nowy mebel, który uczyniłby rodzinom czuwanie przy swoich chorych trochę bardziej znośnym. Kobiety postanawiają osiągnąć ten cel wydając pod szyldem Women `s Institute niezwykły kalendarz. Miał on przedstawiać nagie gospodynie domowe przy swoich codziennych zajęciach.
Inspirowane prawdziwymi wydarzeniami 'Dziewczyny z kalendarza' to film lekki i przyjemny, nic więc dziwnego, że podoba się widzom na całym świecie. Znajdziemy w nim podobną mieszankę humoru i wzruszeń, jaka pojawiła się w poprzedniej produkcji reżysera, Nigela Cole `a pt. 'Joint Venture' i w wielu innych ciepłych komediach brytyjskich. Wiele osób mówi o tym filmie jako o kobiecej wersji 'Goło i wesoło'. Zdecydowanie mniej jest jednak w 'Dziewczynach z kalendarza' szaleństwa i komedii. Mimo uniwersalnej fabuły to propozycja raczej dla przedstawicielek płci pięknej, którym przesłanie, że 'piękną można być i po pięćdziesiątce' i tematyka kobiecej solidarności są po prostu bliższe.
Niezaprzeczalnym atutem obrazu dla wszystkich, bez względu na płeć, będą jednak brytyjskie gwiazdy, których na ekranie przewija się cała masa. Zaskoczy nas radosna jak nastolatka Helen Mirren w roli Chris, dotąd grająca postacie raczej posępne i mroczne. Z przyjemnością zobaczymy Julie Walters jako sympatyczną i spokojną Annie, która idealnie dopełnia swoją 'rozbrykaną' przyjaciółkę. Zaś nieliczne postacie pojawiających się mężczyzn są jak dodające smaczku ciastu rodzynki. Kontrowersyjny pomysł, przynoszący odważnym paniom nieoczekiwany rozgłos (kulminacją okazuje się zaproszenie ich do Hollywood i udział w popularnym talk-show), został przez reżysera potraktowany z należytym dystansem i typowo brytyjskim poczuciem humoru. „Dziewczyny z kalendarza” obśmiewają nie tylko kult młodości i pięknego ciała narzucany przez wszechobecne media, ale i zahamowania wychowanych w poprzedniej epoce ludzi, dla których seks i nagość to nadal sfera tabu.


Roman Godlewski




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_3099> [05.12.2008 00:18:43]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.