Krapkowice
Spotkanie z wiceministremNajpierw wiec, potem konkretyW ubiegłym tygodniu w Krapkowicach gościł Jerzy Pilarczyk, wiceminister rolnictwa. Spotkanie, które miało dotyczyć rozmów na temat pomocy unijnej dla rolnictwa przez pierwszą godzinę bardziej przypominało wiec wyborczy, niż dyskusję z rolnikami. Wiceminister przybył na spotkanie punktualnie. Zawiedli za to rolnicy, którzy tylko w połowie wypełnili salę w Krapkowickim Domu Kultury. Minister Pilarczyk wyjaśnił zebranym powód swojej wizyty. - Po pierwsze trwa akcja składania wniosków o płatności bezpośrednie, a po drugie chciałbym zaprezentować państwu swoją osobę, jako kandydata i reprezentanta Opolszczyzny i Dolnego Śląska w Parlamencie Europejskim. Najpierw wiecPrzedstawiciel rządu rozpoczął jednak dysputę od drugiego powodu wizyty, wywołując pomruki niezadowolenia nielicznie zebranych rolników. Po ogólnej prezentacji swojej osoby i zasad funkcjonowania Wspólnej Polityki Rolnej do głosu doszli niespodziewani goście, którzy przedstawili się jako członkowie Samoobrony. - Z ostatnich danych GUS wynika, że o połowę spadły dochody z rolnictwa, zaś o 26 % zmniejszył się poziom życia w gospodarstwach rolnych. I niech pan minister nam powie, ilu tak naprawdę jest bezrobotnych na wsi - pytał Adam Szymański. Pojawiły się też zarzuty o źle wynegocjowane kwoty produkcyjne, przede wszystkim o zaniżone kwoty mleczne. - To co jest teraz wynegocjowane to zdrada dla polskiego rolnictwa - grzmiał Marian Zagórny, skazany niegdyś na 15 miesięcy więzienia za zniszczenie kilkunastu wagonów importowanego zboża na torach kolejowych w Zebrzydowicach i Muszynie w 1998 r. - Istnieje zasadnicza różnica między produkcją mleka towarowego a przetworzonego. Przecież nie możemy w to wliczać ilości mleka wykorzystywanego do celów własnych. Nie jest w Polsce ani w Unii Europejskiej limitowana produkcja, ale sprzedaż - tłumaczył Pilarczyk. Goście z Samoobrony szybko skontrowali i poruszyli też głośną ostatnią sprawę pomysłu budowy wielkoprzemysłowej tuczarni koło Niemodlina. Populistyczny ton i poruszanie spraw nie związanych stricte z ziemią krapkowicką nie podobało się pozostałym gościom na sali. Swoisty wiec wyborczy przerwał Henryk Król, rolnik a zarazem sołtys Dąbrówki Górnej. - Siedzę tu już godzinę i jeszcze niemal nic nie było w temacie spotkania. Na ogłoszeniu nie napisano, że będzie to kampania wyborcza. Nasz czas jest cenny, pogoda dzisiaj jest ładna. Będziemy rozmawiać konkretnie na temat czy nie! - trzeźwo zauważył sołtys, wyjaśniając przy okazji powód absencji wielu rolników, którzy wykorzystują każdą słoneczną chwilę do pracy na polu. Tę uwagę zdecydowanie poparł też minister. - Chciałbym przede wszystkim wysłuchać rolników krapkowickich.
Mało wnioskówPowrócono więc do ledwie zaczętego meritum spotkania, czyli pomocy unijnej dla rolnictwa. - Na Opolszczyźnie na 33,5 tysięcy potencjalnych odbiorców, złożono dopiero nieco ponad 5 tys. wniosków o dopłaty obszarowe do hektara. Rolnicy mają czas do 15 czerwca i musi być tych wniosków jak najwięcej, żeby nie stracić tych pieniędzy - apelował do zebranych przedstawiciel Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Opolu. Pilarczyk przypominał, że wszystko zależy od samych rolników. - Do wzięcia z unijnej kasy jest ponad 5 mld zł. Gdy rolnicy nie złożą wniosków, pieniądze wrócą do Brukseli. Zaznaczam, że z rządowego budżetu na cały sektor rolnictwa w naszym kraju przeznacza się 4,5 mld zł. Jest więc o co się starać. Pierwsze wypłaty zaczną się po 1 grudnia - zauważył wiceminister. Pomimo wielu szkoleń i akcji informacyjnych rolnicy nadal mają problemy z wnioskami, przede wszystkim z wyliczeniami dotyczącymi obszaru gruntów. - Sam nie zdawałem sobie sprawy z trudności. Scalić wszystkie działki i policzyć to wszystko sprawia wiele kłopotów - mówił Szczepan Bryś, rolnik i sołtys z Żywocic. We wniosku wpisuje się nie tylko działki wymierzone geodezyjnie, ale także rzeczywiste działki rolne, czyli obsiane lub obsadzone jedną uprawą, bo jedynie na takie przysługują dopłaty. Od powierzchni tych działek rolnik musi odliczyć ziemię zajętą przez szersze niż 2 metry rowy melioracyjne i drogi dojazdowe, kępy krzaków czy też słupy linii energetycznych i telegraficznych.Problem z rowamiPodobnym mankamentem jak scalanie gruntów jest kwestia rowów melioracyjnych i ich przynależności. Sołtysi Żywocic i Dąbrówki Górnej zwrócili też uwagę na kwestię ich oczyszczania. Zarośnięte i zabrudzone rowy powodują zalewanie okolicznych pól. - Mamy świeżą ofertę firmy z Opola, która za kilometr bieżący oczyszczonego rowu bierze 4 tys. zł. Do naszych obowiązków należy oczyszczenie rowów, które nie mają na dziś przypisanego właściciela i opiekuna. Tak jest w przypadku rowów, które wymienił sołtys Żywocic. Tu jest sprawa jasna i niedługo powinno to być zrobione. Inaczej jest w przypadku Dąbrówki, gdzie wskazane przez sołtysa rowy mają swojego dzierżawcę i to należy do jego kompetencji - poinformował nas Wiesław Kubiak, z krapkowickiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych. Reforma KRUS niezbędnaHenryk Król dostrzegł też problem dotyczący uszczelnienia systemu KRUS, ale i nie tylko. - Całe sołectwo Dąbrówki Górnej liczy 800 osób. Płatników rolniczych jest 120. Ale na całą wieś tylko ja utrzymuję się wyłącznie z rolnictwa. Rolnicy gospodarujący na kilku gospodarkach to specyfika Opolszczyzny. Reszta właścicieli ziemskich po prostu przebywa i pracuje na Zachodzie. Zdaniem Pilarczyka planowana reforma KRUS ma w dużej mierze ograniczyć możliwości nieuprawnionego korzystania z systemu. - Rocznie budżet wspierał KRUS kwotą 15 mld zł - zaznaczał przedstawiciel rządu. Reforma KRUS ma przynieść 5,4 mld oszczędności do końca 2007 r.Uregulować sprawy własnościowe Przy tej okazji pojawił się problem związany z dopłatami bezpośrednimi, które w niektórych wypadkach w pierwszej kolejności przysługują właścicielowi ziemskiemu, a nie dzierżawcy. - Usłyszeli w mediach, że 500 zł do hektara będzie rocznie dopłacane i teraz się do mnie zgłaszają jeden po drugim, a nie wiedzą nawet, gdzie to ich pole leży - denerwował się Henryk Król. Wiceminister rolnictwa w pełni rozumiał te argumenty. - Moim zdaniem jest to niesprawiedliwe. Dopłata powinna przysługiwać użytkownikowi ziemi, który ponosi koszty jej utrzymania w dobrej kulturze. Jednak z drugiej strony dominuje 'święte prawo własności' i ta opcja zwyciężyła w sejmie. Nie pozostaje nic innego jak dogadać się z właścicielem lub negocjować z nim umowę dzierżawy. To nie jest 500 zł dane gratis, to jest właściwie rodzaj skumulowanej rekompensaty i wliczone są w to dopłaty, które funkcjonowały przed 1 maja - podkreślał Pilarczyk. Po wejściu do Unii nie ma już dopłat do mleka klasy ekstra, wprowadzono VAT na maszyny rolnicze, wzrósł VAT na materiały budowlane, nie będzie dopłat do niektórych nawozów i bonów na paliwo rolnicze. Beata Pendyk z Biura Powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa potwierdza, że na naszym terenie nieuregulowane sprawy własnościowe są bardzo powszechne. - Jeżeli jest spisana umowa dzierżawy to problemu nie ma i pieniądze otrzymuje dzierżawca. W wielu lokalnych przypadkach jest to jednak umowa ustna, nie spisana, załatwiona 'po sąsiedzku'. Wtedy, gdy właściciel się uprze, to on będzie otrzymywał pieniądze. Dla niektórych rolników to będzie nauczka na przyszły rok, by wcześniej rozwiązali kwestie własnościowe - wyjaśniała kierownik krapkowickiego biura ARiMR.Spotkanie zakończono po 3 godzinach. Ale rolnicy jeszcze przez kilkanaście minut żywo dyskutowali na zewnątrz sali. Oby te dysputy zmobilizowały wszystkich do złożenia na czas wniosków. W przeciwnym razie część pieniędzy wróci do wspólnej, unijnej kasy. Wielu rolników obawia się też kontroli, która zgodnie z unijnymi wymogami będzie latem przeprowadzona w niektórych gospodarstwach. Kontrolerzy wymierzą działki i sprawdzą, czy rośnie tam to, co zostało zadeklarowane. Przy pomyłce powyżej 3 % powierzchni działki rolnik może być pozbawiony unijnej dopłaty w następnych latach. Wszystko wskazuje jednak na to, że tak jak w przypadku zeznań podatkowych, rolnicy będą składać deklaracje na ostatnią chwilę. Oby.
Artur Jackowski |