 > >
Piłka NożnaMądry Polak po szkodzieRok temu emocjonowaliśmy się eliminacjami do Ligi Mistrzów. Reprezentowała nas Wisła Kraków. Wszyscy zacierali kciuki na wieść o tym, że los się w końcu uśmiechnął, bo ileż razy można trafiać na Barcelonę? I trafiliśmy na europejskiego średniaka - Anderlecht Bruksela... Przeciwnik to niewymagający, biorąc pod uwagę potyczki w pucharze UEFA z Parmą, Schalke 04 czy Lazio, które dało się najbardziej we znaki działaczom Wisły, bo to trener Mancini, swoimi kluczykami rozgrzebał całą stadionową murawę i trzeba było ją wymienić. Ale cóż, nie było nam dane oglądać zmagań mistrza Polski w Lidze Mistrzów, której nazwa jest od paru sezonów myląca. A to z tego powodu, co zwykle. Po zdobyciu mistrzostwa Polski oraz pokazaniu się na arenie europejskiej, niektórym 'sodówka' uderzyła do głowy. Kosowskiemu zamarzyło się grać w Bundeslidze, Kuźba zażądał podwyżki, a Kalu Uche... no właśnie, do tej pory zastanawiam się, dlaczego zachował się w ten sposób. Przecież to Wisła wypatrzyła go w głębokich rezerwach Espanyolu Barcelona, to Wisła dała mu możliwość gry w europejskich pucharach i wypromowania się, to dzięki Wiśle zagrał w reprezentacji Nigerii. Zachłysnął się plotkami o zainteresowaniu Ajaxu Amsterdam i postanowił ogłosić strajk. I tak strajkował... pół roku, bo na tyle został zawieszony. Przegrał z Wisłą konflikt o sumę odstępnego w kontrakcie w FIFA. Ajax przestał się nim interesować, miał półroczny rozbrat z futbolem. I tak, z kadry, doliczając kontuzje Głowackiego i Cantoro oraz odejście Hueghesa (ktoś go jeszcze pamięta?), która walczyła jak równy z równym z Schalke, Parmą i Lazio zostało raptem 5 zawodników. Marzenia trzeba było przenieść na puchar UEFA, a po dwumeczu z Vaalerengą - na kolejny sezon. I oto nadszedł. Po zdobyciu mistrzostwa Polski nadszedł czas przygotowań do Ligi Mistrzów. Wyciągnięto wnioski z poprzedniego sezonu i nie popełniono tych samych błędów. Zamiast sprzedawać zawodników, prezes Cupiał postanowił wzmocnić zespół dokonując, mniej lub bardziej, udanych zakupów. Początek transferowej ofensywy zaczął się już zimą. Sprowadzono Tomasza Kłosa, Radosława Majdana, Nikolę Mijailovicia, Mariusza Kukiełkę, Martinsa Ekwueme, Jacka Kowalczyka. Do zespołu wrócił, po karze dyskwalifikacji, Kalu Uche. Ale to - dla prezesa - wydawało się być za mało. Przecież cały czas istniał problem lewej pomocy. Na ligę Damian Gorawski wystarczy, ale to było tymczasowe rozwiązanie. Sięgnięto zatem po najlepszego lewego pomocnika w polskiej lidze - Marka Zieńczuka z Amici Wronki. Sprowadzono również Aleksandra Kwieka z Odry Wodzisław, Tomasza Dawidowskiego z Amici. Po wygaśnięciu kontraktu z Olympiakosem Pireus, wrócił Marcin Kuźba. Ze 'starego' składu brakuje jedynie Kosowskiego, o którego powrót zabiegali działacze Wisły lecz odeszli z kwitkiem. Włodarze Wisły nie żałowali pieniędzy na zawodników (ponad 2 miliony złotych za samego Zieńczuka) oraz ich kontrakty. Nie chcieli popełnić zeszłorocznego błędu, gdy pożałowali Kuźbie oraz Kosowskiemu i przeszło im koło nosa kilka ładnych milionów złotych z praw transmisyjnych i samego 'wejściowego' do fazy grupowej. W tym roku postanowili otworzyć sakwy i - przykładem Sparty Praga (jak dużo możemy się od tych Czechów nauczyć), która przed batalią o Ligę Mistrzów sprowadziła m.in. Karola Poborskiego - wzmocnili skład doświadczonymi i rutynowanymi zawodnikami (Majdan, Kłos, Kukiełka), jak i zdolną młodzieżą (Mijailović, Ekwueme, Kowalczyk). O ile przebrnięcie przez II rundę kwalifikacji nie nastręcza problemów naszym drużynom, to schody zaczynają w III rundzie, gdzie Wisła, dzięki postawie - ze wspomnianą już Vaalerengą - w tym roku nie będzie rozstawiona. W tegorocznej III rundzie Wisła może trafić na Real Madryt, ManU, Liverpool, Juventus czy Inter. Ale jest też szansa na potyczkę z PAOKiem Saloniki, Anderlechtem Bruksela (sic!), Banikiem Ostrawa, Maccabi Hajfa czy Grazerem AK (Austria). Więc 30 lipca wszyscy będą trzymać kciuki po to, by drugi raz dopisało szczęście i żeby znów wylosować jakiegoś europejskiego 'średniaka'. Chociaż po dokonanych wzmocnieniach kapitan Wiślaków, popularny 'Żuraw', stwierdził, że niestraszny mu nawet sam Real Madryt (z Beckhamem wykonującym karne... czemu nie, przynajmniej nasi kibice zarobią na piłkach z jego przestrzelonych karnych). Teraz zaskakujące są wypowiedzi trenerów Wisły, że WIT Georgia Tbilisi (rywal Wisły w II rundzie) jest w ich zasięgu. Cieszy fakt, że jesteśmy w stanie powalczyć nie tylko z takimi potęgami jak Real, ale również umiemy stawić czoła gruzińskiej szkole piłkarskiej. To się chwali. Rozumiem, szacunek dla rywala się należy, ale to nie wpływa pozytywnie na postawę zespołu, który słyszy, że istnieją szansę na pokonanie. Lepsze rozwiązanie to uświadomienie piłkarzom, że są lepsi i mają to pokazać. Miejmy nadzieję, że przebrniemy gruzińską przeszkodę na drodze do III rundy. A pod koniec tego tygodnia okaże się, czy 'piłkarski Bóg', jak głosi 'teolog' Szaranowicz, spojrzy łaskawie na naszą biedną piłkę nożną, targaną najrozmaitszymi aferami (sprzedaże meczów, ilość zespołów spadających z ligi). Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów byłby - niewątpliwie - najważniejszym wydarzeniem w polskiej piłce klubowej w ostatnich latach. Czy możliwe jest, byśmy w tym sezonie nie byli zanudzani - kolejny raz - ilością Polaków w klubach, występujących Champions League? Ta - notabene - nie powala na kolana, nawet nie nastraja optymizmem. Mam nadzieję, że w końcu się uda. Jeżeli w tym roku nie udałoby się, to oznaczałoby to bezsensowność starań w budowaniu silnych zespołów - nie tylko na ekstraklasę. Zniechęciłoby to prezesów Legii, Wisły czy Groclinu, bo jeżeli wzmacniając skład także nie udaje się awansować, to gdzie jest logika? Drugą zaletą jest niewątpliwie dbałość o czystość języka. Wisła byłaby jedyną drużyną, z której nazwiskami poradziłoby sobie szacowne trio z EURO 2004 (Szaranowicz, Basałaj, Mielcarski). Momentami można było poskładać się ze śmiechu, oglądając w ataku Holandii dwóch napastników (van Nistelrooy z van Nisterlooyem), podziwiając atomowe strzały Runiego (bardziej Rooney `a - czyt. Runeja), bajeczną technikę Zinedana (Zidana) czy też finałowe parady Nikolaidisa, Nikopolaidisa... czy jakoś tak (osobiście w bramce podziwiałem grę Nikopolidisa, a nie zauważyłem, by Rehhagel dwukrotnie zmieniał bramkarza). A tak, to w końcu można będzie powiedzieć: 'Zapraszamy Państwa na mecz Arsenal Londyn - Wisła Kraków', a nie jakiś tam 'Olympik Ljone'. Będzie można zachwycać się grą Żurawskiego, bramkami Frankowskiego, stoickim spokojem Głowackiego, asystami Szymkowiaka. Tą sielankę zepsują jedynie Cantoro (czyt. Kantoro), Uche (czyt. Ucze) i Mijailović (czyt. Mijailowić). Więc bądźmy dobrej myśli i uwierzmy w możliwość zbawienia polskiej piłki klubowej. Niech jesień nie upłynie nam na oczekiwaniu na Adasia Małysza (ostatnio złapał formę i już wygrywa na sianie, tzn. na igielicie), lecz niech będzie pełna emocji (nawet 6 meczów fazy grupowej to już dużo), które dostarczy nam Wisła w Lidze Mistrzów oraz Legia, Amica i Lech w pucharze UEFA.
Kamil Godlewski | krapkowice
Wydruk strony:
<http://krapkowice.net/kurier,art,id_3667> [14.10.2008 16:17:08]
Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.
|