Felieton
SzumielskiTaka graCzy widział ktoś kogoś, kto wygrał kilka milionów złotych w totolotka? Pytanie jest retoryczne. Wiadomo, że nikt nie widział i nie zobaczy. Nie dotyczy to czasów, kiedy w Polsce nie było jeszcze mafii, a pule do wygrania nie rosły cyklicznie i do takiej wysokości jak obecnie.
Skoro, co chwilę ktoś wygrywa trzy, cztery, a nawet więcej milionów złotych to dlaczego tych milionerów w ogóle nie widać? To proste. Przecież nikt nie ogłosi, że został bogaczem, bo zaraz zleci się kilkudziesięciu krewnych, aby się podzielił. Zaraz upomną się o zwrot długów ci, od których pożyczył, a nie ma zamiaru oddać. Zgłosi się, co najmniej kilkanaście fundacji, aby wsparł je jakąś znaczącą sumą. To samo zrobi kilkadziesiąt towarzystw. Biedacy będą pisali rozpaczliwe listy o pomoc. Będzie musiał wesprzeć znaczną część ludzi, którzy muszą się poddać leczeniu ratującemu życie, a których na to nie stać.
Milioner powinien także przekazać jakieś pieniądze na domy dziecka i inne cele, na które państwo powinno łożyć, ale często o tym zapomina. Wypadałoby także, aby został sponsorem młodych talentów i kilku panienek, które w przyszłości chcą prowadzić działalność bardziej charytatywną. Powinien się także podzielić z każdą grupa gangsterską, która go o to poprosi. Chyba, ze mu życie niemiłe. Jednym słowem nigdy się nie dowiemy, kto właśnie w totolotka wygrał tą olbrzymią kwotę, która należała się nam.
A może nie poznamy tych milionerów z całkiem innej przyczyny? Może po prostu nikt takich dużych kwot w totolotka nie wygrywa? Zauważyliście już pewnie, że od czasu jak koszt złożenia kuponu wzrósł dwukrotnie, to od razu cyklicznie zaczęły rosnąć pule do wygrania? To jasne, że pięć czy dziesięć milionów, które można wygrać, powoduje to, że ilość grających gwałtownie wzrasta.
Zauważyliście pewnie także, że ta cała gra jest mocno skomputeryzowana. Nic prostszego, jak kazać komputerowi losować tak, aby nie było szóstki. Kłopot może być z maszyną losującą, na którą gapi się każdego tygodnia miliony ludzi. W jednym z państw, aby wyeliminować możliwość oszustwa podczas losowania zatrudniano w tym celu niedźwiedzia. Potem okazało się, że miś wybierał przede wszystkim te kule, które bardziej od innych pachniały miodem. Człowiek potrafi! Co tam człowiek, Polak!
Polak potrafi! Wszyscy wiemy o tem. Gdyby tak jeszcze miał ochotę?
A jeśli ma? To nic prostszego, jak kazać maszynie losować tylko taki układ kul, która nie daje szóstki w ogóle. Wiem, to co piszę pachnie trochę spiskową teorią dziejów. To niemożliwe. Skąd więc we mnie te wątpliwości? No cóż, jeśli bywało już u nas tak, że jako drobną gotówkę znajdowano u jakiegoś prezesa w domu 600 000 złotych to jest tyle, że emeryt musiałby pobierać swoją emeryturę przez 120 lat, to chyba wszystko jest możliwe.
Czy możliwe jest życie na Marsie? Tego nie wiemy, ale zastanawiamy się nad tym. Nad tym także warto się zastanowić. A co ja teraz zrobię? Pójdę i wyślę kupon. Znowu rośnie pula. Może ta maszyna im się kiedyś zepsuje i wygram?
Henryk Szumielski |