Zdzieszowice
Górskie rajdy'Osiemdziesiątką' w zakrętTegoroczna XV i XVI runda Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski - po kilku niebezpiecznych zakrętach i możliwości całkowitego odwołania zawodów - osiągnęła metę.
 | Mieszkańcy Zdzieszowic, niezależnie od odległości dzielącej ich od Starego Osiedla, gdzie na drodze prowadzącej na Górę Św. Anny wyznaczony został start GSMP, przez cały weekend mogli słuchać dźwięków wydawanych przez setki koni mechanicznych. Dla większości - zwłaszcza mężczyzn - odgłosy te podziałały niczym magnes. Zawodnicy zjechali wraz ze swymi teamami do Zdzieszowic już w piątek. Nie można było wtedy jeszcze liczyć na jakieś większe emocje. Ten dzień oznaczał załatwianie wszelkich formalności rejestrowych, administracyjnych, kontrolnych... Wygłodniali fanatycy motosportów mogli za to już po raz pierwszy rzucić okiem na pojazdy, które miały startować w zawodach nazajutrz. Do rajdu zgłosiły się ekipy m. in. z Automobilklubów: Opolskiego, Wielkopolskiego, Krakowskiego, Częstochowskiego, Lubelskiego, Gdańskiego, Śląskiego, Galicyjskiego i innych sponsorowanych klubów. W licznych kategoriach, obejmujących zarówno samochody nazywane historycznymi, jak i potężnymi, nowoczesnymi kilkusetkonnymi maszynami, do startów zgłosiło się w sumie 48 zespołów. Niektórzy kierowcy uczestniczyli w rajdzie w kilku kategoriach - np. Paweł Soja z klubu Taboss Kart startował dwoma pojazdami z różnych kategorii, w których ostatecznie tryumfował w klasyfikacji generalnej.
 | Sobotni dzień startów przyciągnął większą liczbę kibiców niż w niedzielę, pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, chłód i siąpiący deszcz nie odstraszył wielbicieli drogowych emocji. A tych kibicom na pewno nie brakowało - przez śliską nawierzchnię kilka samochodów zaliczyło drobne kolizje, powypadało z tras, ale - na szczęście - nikomu nie stało się nic poważnego. Niestety, do niedzielnych startów przystąpiły cztery załogi mniej. Błędy kierowców wynikały też raczej z nieobeznania się jeszcze z trasą rajdu. W niedzielę, przy lepszej pogodzie nie doszło już do żadnego wypadku, poślizgu czy innych większych problemów. Ale i sam wyścig już nie był tak obfity w emocje. Zawodnicy praktycznie wiedzieli, gdzie jest czyje miejsce w szeregu już przed przystąpieniem do ostatniej - w tym roku - rundy Górskich Mistrzostw. Kibiców też już było mniej w tym drugim dniu zmagań, a sami kierowcy jeździli też już ostrożniej i bardziej zachowawczo. Mało który z nich decydował się na jazdę 'pod publikę', czyli taką, by zgromadzeni na najniebezpieczniejszych, najostrzejszych zakrętach kibice mogli nasycić swe oczy karkołomnymi, agresywnymi wejściami w zakręty, wręcz prostopadłe do środka jezdni tak, by przy okazji można było poczuć swąd przypalonej gumy i usłyszeć głośny pisk opon. Takiej brawury niestety brakowało kibicom. Prawdopodobnie zawodnicy nie chcieli zbytnio narażać zdrowia i swoich ryczących cacek w ostatnim podjeździe do mety w tym roku.
 | Najwięcej kibiców można było spotkać przy samym starcie, gdzie w czasie przerw między puszczaniem w trasę kolejnych samochodów łatwo było poprzyglądać się autom z bliska. Sporą uwagę zwracały auta z kategorii historycznych - mini coopery, zastawy i nasze stuningowane 'maluchy', których ryk zagłuszał nawet samochody z najwyższych kategorii, jak niektórzy kibice mówili: 'prawdziwe samochody'. Stary dobry polonez również cieszył się powodzeniem wśród robiących sobie pamiątkowe zdjęcia zgromadzonych ludzi. Jednak największym zainteresowaniem cieszyły się najpoważniejsze rajdowe maszyny - Subaru Impreza WRX, Mitsubishi Lancer Evo6 i Audi S2. Jakie to samochody? Wystarczy chyba tylko kilka informacji na temat Mitsubishi Lancer Evolution VI: auto ma stały napęd na cztery koła, 285 koni mechanicznych i pięciostopniową skrzynię biegów. Samochód osiąga maksymalną prędkość 210 km/h, a przyspiesza od 0 do 100 km/h w 4,2 s...
Samochody te prowadzone były przez znanych kierowców, startujących w innych rajdach również, nawet w całej Europie - m.in. Zbigniewa Gabrysia, Roberta Kusa i Jacka Koraszewskiego.
Przed godziną 16.00, czyli planowanym udekorowaniem zwycięzców, na miejscu startu ustawiono podium,a już nieco przerzedzona przez chłód publiczność czekała na ogłoszenie zwycięzców obu ostatnich rund oraz całego sezonu. Pojawiło się też więcej kobiet - widocznie żony zniecierpliwione całodziennym pobytem mężów na trasie rajdu przychodziły ich powoli wyciągać z moto-transu (publika była naprawdę z dominowana przez całą gamę wiekową mężczyzn).Ze względu na wielość kategorii, wręczanie pucharów trwało około 45 minut, a oklaskom nie było końca. Sama ceremonia przebiegała w wręcz rodzinnej atmosferze, gdyż sporą część widowni już wtedy stanowili członkowie teamów, mechanicy i rodziny kierowców - towarzystwo znające się od dawna z wielu innych rajdów. Puchary wręczał Michał Lang, który był po raz drugi dyrektorem tych zawodów, a za ich organizację zbierał same pochwały i pozytywne opinie. Po podziękowaniach organizatorzy poprosili wszystkich kibiców jeszcze o jedno: - Prosimy, tylko nie ćwiczcie teraz takiej jazdy sami, bez nas!
Czekamy na przyszłoroczną edycję Mistrzostw w Zdzieszowicach - miejmy nadzieję, że żaden prawny knot nie wprowadzi niepotrzebnego napięcia i zamieszania lub uniemożliwi lub nie postawi pod znakiem zapytania odbycia tego jedynego w swoim rodzaju wydarzenia w okolicy.
Bogumił Bardzik |