KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 74 (09.11.2004)

Temat Kuriera Nowa ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych

Mniej dla mniejszości

Od 1989 roku mniejszości narodowe czekały na ustawę regulującą ich status w Polsce. Po 11 latach prac w końcu się jej doczekały i... są z niej niezadowolone.


Ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym po raz pierwszy definiuje pojęcie 'mniejszości'. Według ustawy, mniejszością narodową jest grupa obywateli polskich, mniej liczna od pozostałej części ludności Polski, dążąca do zachowania swojego języka, kultury i tradycji, mająca świadomość własnej historycznej wspólnoty narodowej, zamieszkująca Polskę od co najmniej 100 lat. Etniczną ta, która nie ma państwa pochodzenia. Sama ustawa także, żeby nie było wątpliwości, wymienia wszystkie grupy, które zamieszkują teren Rzeczpospolitej. Tak więc mniejszości narodowe to: niemiecka, białoruska, czeska, litewska, ormiańska, rosyjska, słowacka, ukraińska i żydowska, a mniejszości etniczne: karaimska, łemkowska, romska i tatarska. Pod szczególną ochroną znalazł się także język kaszubski.

W nowej ustawie znalazły się w większości te prawa mniejszości, które i tak już wcześniej zagwarantowano w innych aktach prawnych - prawo dostępu do publicznych mediów, do wspierania przez państwo kultury i języka mniejszości, do nauki w języku mniejszości, do używania nazwisk w oryginalnym brzmieniu i prawo do podwójnych nazw miejscowości. Szczegóły skorzystania z tego ostatniego uprawnienia są jednak nie dla przyjęcia dla mniejszości narodowych. W projekcie komisji sejmowej uprawnienie to przysługiwało na terenie gmin, w których mniejszość stanowi więcej niż 8% ludności. W tej sprawie w trakcie prac zgłoszono kilka poprawek. Przeszła ostatecznie ta, która mówi, że podwójne nazwy miejscowości, ulic, urzędów mogą być stosowane tylko tam, gdzie mniejszość stanowi większość, a więc więcej niż 50% mieszkańców. Ci, którzy twierdzą, że tego przepisu mogłoby w ogóle nie być w ustawie mają po części rację. Uchwalając 50% próg ustawodawca zawęził bowiem ilość gmin, w których można stosować podwójne nazewnictwo do... pięciu! Czterech gmin zamieszkanych przez Białorusinów i jednej - przez Litwinów.
Trudno się dziwić niezadowoleniu mniejszości niemieckiej. Jak się okazało, najliczniejsza mniejszość w Polsce, z prawa, o które tyle walczyła, nie skorzysta. A to z dwóch względów - po pierwsze przez poselską poprawkę, ale także przez... Ślązaków! W Strzeleczkach na przykład w trakcie spisu powszechnego większość mieszkańców zadeklarowała narodowość niepolską. Część jednak z osób, które nie czuły się Polakami, czuła się Ślązakami, a nie Niemcami. W ten sposób głosy się rozłożyły i Niemcy nie stanowią większości.
Mniejszość niemiecka ma też spore powody do obaw związanych z istniejącymi już napisami niemieckimi. Część posłów uważa, że skoro ustawa o mniejszościach odmawia w konkretnych przypadkach takiego prawa, to rozporządzenie, które wcześniej obowiązywało i które jest aktem niższej rangi, także powinno zostać zmienione. Mowa tutaj o rozporządzeniu MSWiA, na podstawie którego dotychczas wieszane były niemieckie tablice. Mniejszość oczywiście z tym się nie zgadza i trudno się dziwić. Z drugiej strony ciężko odmówić logiki przeciwnikom mniejszościowych tablic.

Drugą sprawą, o wiele ważniejszą dla mniejszości i przy tym całkowicie w obecnej ustawie 'przegraną', jest używanie tzw. języka pomocniczego. W gminach, gdzie dana mniejszość stanowi 8% ludności, jej język ojczysty miał się stać pomocniczym językiem urzędowym. A to oznacza, że obywatele mogliby zwracać się do organów gminy z podaniami i pismami w swoim języku. Poprawka złożona w trakcie drugiego czytania ustawy spowodowała, że mówiący o języku pomocniczym artykuł całkowicie został wykreślony. Przeciwnicy używania w urzędach innego języka niż polskiego wskazywali na poważne koszty tego przedsięwzięcia, na trudności prowadzenia postępowania odwoławczego w sprawie złożonej nie w języku polskim. Nie obyło się także bez argumentów dotyczących polskiej racji stanu i braku wzajemności - w żadnym państwie mniejszość polska nie ma takiego prawa, mimo, że jest ona często liczniejsza w obcym kraju niż wszystkie mniejszości narodowe w Polsce (te stanowią niecały 1% obywateli RP). Zwolennicy wprowadzenia języka pomocniczego uzasadniali jego konieczność nie tylko argumentami na pierwszy rzut oka podstawowymi, że chodzi o to, aby pomóc osobom narodowości niepolskiej załatwiać swoje sprawy w urzędach. Szermowano także argumentami o tym, że Polska powinna dawać przykład innym krajom, o europejskiej otwartości, o wspaniałomyślności większości. Tak na prawdę jedyny ważny argument, jaki powinien być wzięty pod uwagę w tej dyskusji, wysuwany m.in. przez mniejszość niemiecką, to danie równych szans obywatelom pochodzenia niepolskiego w kontaktach z urzędem. W telewizji starszy pan z Popielowa skarży się, że trudno mu napisać pismo do urzędu po polsku. Czy łatwiej by mu było po niemiecku - tego nie mówi. I tutaj chyba dochodzimy do sedna sprawy. Warto się bez niepotrzebnych emocji zastanowić, czy wprowadzenie drugiego języka do urzędów komukolwiek by pomogło. Ilu członków mniejszości niemieckiej (np. TSKN) nie mówi po polsku? Najprawdopodobniej kilku. A ilu z nich mówi i pisze biegle po niemiecku? Nie będzie chyba zbyt ryzykowną teza, że mniej niż połowa i to najczęściej osoby starsze lub młodzież ucząca się od niedawna języka niemieckiego w szkołach (jako ojczystego, co nie zmienia tego, że raczej nie władają nim tak, jak włada się jezykiem ojczystym - Muttersprache). Łatwiej więc znaleźć osobę, która pomoże pismo napisać po polsku, niż osobę, która może pismo sklecić po niemiecku, zgodnie jeszcze z wymogami dotyczącymi podań czy wniosków. Z drugiej strony trudno się zgodzić z argumentem mniejszości, że osoby słabo mówiące po polsku nie mogą w urzędach się dogadać. Wynika to chociażby z prostego powodu - jeżeli gmina jest zamieszkana w dużej części przez mniejszość, to można podejrzewać, że także w podobnych proporcjach jej przedstawiciele są w tych urzędach zatrudnieni. W naszym powiecie śmiało można nawet powiedzieć, że w niektórych urzędach osoby narodowości niemieckiej stanowią większość wśród wyższych rangą urzędników. Nie powinni więc mieć problemu z dogadaniem się ze swoimi ziomkami, a tego już żadna ustawa nie zabrania, a nowa wręcz to im gwarantuje.

Przy okazji dyskusji na temat nowej ustawy powracają 'demony przeszłości'. Mniejszość oskarża Polaków o dyskryminację i patrzenie na lojalnych obywateli pochodzących z mniejszości z dużą dozą podejrzliwości (patrz wywiad z Posłem H. Krollem na stronie 2). Z drugiej strony padają argumenty o demonstrowaniu przez mniejszości (szczególnie niemiecką) swojej narodowej 'arogancji i buty' - powołując się na przykłady ze Strzelec Opolskich (zdjęcie polskiego godła z budynku starostwa) czy niedalekiej nam Żyrowej ('Sieg Heil Żyrowa!'). Trzeba brać pod uwagę w tej dyskusji rację obu stron, szczególnie gdy mieszka się na takim specyficznym terenie jak Opolszczyzna. Wzajemne oskarżenia o nacjonalizm, padające z obu stron, na pewno nie pomogą rozwiązać tej drażliwej sprawy. Mniejszości muszą mieć swoje prawa i powinny one być respektowane. Wydaje się jednak, że tak już jest - na ponad 32 000 skarg do Rzecznika Praw Obywatelskich w 2003 roku kilkanaście dotyczyło tylko spraw związanych z mniejszościami narodowymi (w większości pochodziły one od Romów). Z drugiej strony nawet najbardziej liczna mniejszość nie może być lepiej traktowana w państwie, niż większość obywateli. A część uważa (np. politycy PIS-u), że już tak jest - np. w przypadku przywilejów wyborczych ugrupowań mniejszościowych. Poseł Kroll wyraźnie liczy na Senatorów SLD, którzy mogą wprowadzić do ustawy poprawki w trakcie prac w Senacie, zarzucając polskiej prawicy brak lojalności. Zarzuty te spotykają się z odwzajemnieniem - część prawicowych polityków nie potrafi zapomnieć Krollowi jego politycznych wolt, które po koalicji z AWS i siłami posierpniowymi (dzięki którym mniejszość uzyskała prawo legalnego bytu), pozwalają mu w następnej kadencji powoływać na różnych szczeblach koalicję z SLD i - zasilając sejmowy 'plankton' - pomagać utrzymywać przy życiu SLD-owskie rządy. Są duże szanse na to, że MN, jako języczek u wagi w Sejmie, przychylność lewicy ma zapewnioną. Tak więc w sprawie tej ustawy na pewno nie słyszeliśmy jeszcze ostatniego zdania. Jednak w tej atmosferze nie może powstać prawo gwarantujące mniejszościom ich prawa, a przy tym nie budzące obaw większości o swój status w swoim państwie. Obie strony powinny porzucić wszelkie uprzedzenia i zacząć rozmawiać o konkretach. Nieodpowiedzialne zachowanie polityków może bowiem poważnie naruszyć często wzorcowe współżycie Polaków i Niemców na naszym terenie - nie wspominając o często trudniejszej kohabitacji przedstawicieli innych mniejszości z polską większością.


Maksymilian Rogulski




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_4325> [04.12.2008 16:56:11]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.