Krapkowice
Nowy OtmętNie ma już czym dzielićPowoli, ale konsekwentnie rozpoczyna się ostatni etap funkcjonowania dawnych krapkowickich zakładów obuwniczych. Z dniem 28 lutego 2005 roku kończą się umowy czterdziestu, pozostałym jeszcze w zakładzie - pracownikom.
Od roku 1996, kiedy to po raz pierwszy dawne Śląskie Zakłady Przemysłu Skórzanego 'Otmęt' zostały przejęte przez prywatnego właściciela, z roku na rok firma traciła kondycję i pozycję na rynku. Ubywało również pracowników, a dzięki możliwościom stworzonym przez polskie prawo i dosyć płynnym granicom dotyczącym spraw własnościowych, upadłość kolejnych firm powstałych na bazie starego zakładu kończyła się powolnym zmniejszaniem jego majątku. Co wartościowsze urządzenia trafiały do rąk kolejnych, coraz bardziej przewidujących właścicieli, a następujący po sobie syndycy mieli coraz mniejszą możliwość spłaty wierzycieli upadających spółek. Ostatnim nabywcą zakładu jest Ośrodek Inwestycyjny z Chełmka, który kupuje część produkcyjną dawnej spółki Krapkowice - Otmęt w roku 2003 od syndyka masy upadłościowej tej spółki. Jednym z udziałowców Ośrodka Inwestycyjnego jest Janusz Molenda. Zostaje on również udziałowcem i jednoosobowym zarządem kolejnej spółki - 'Nowy Otmęt'. Produkcja trwa nadal. Rok później, w sierpniu 2004 roku, właściciele w spółki występują do sądu o ogłoszenie upadłości firmy. W tym czasie zwolnionych zostaje 80 z ponad 140 zatrudnionych tam osób. W grudniu tego roku zapada decyzja - Sąd Okręgowy w Opolu przychyla się do wniosku właścicieli i wyraża zgodę na wszczęcie postępowania upadłościowego. Tą decyzję poprzedzają trwające kilka miesięcy próby ratowania firmy poprzez wszczęcie postępowań układowych, na które jednak sąd nie wyraża zgody. Z początkiem listopada na teren zakładu wchodzi Anna Michalska, syndyk, pod której zarządem od tej pory ma się znajdować majątek spółki 'Nowy Otmęt.' To jednak nie koniec. W tym przypadku majątek, to zdecydowanie za duże słowo. Najbardziej wartościową rzeczą, jaką ma do dyspozycji nowy syndyk, są buty znajdujące się w magazynach firmy, zajęte już wcześniej przez komornika na poczet zaległości wobec Urzędu Skarbowego. Reszta majątku to dwa komputery, oprogramowanie i... urządzenia biur. Zarówno budynek hali, w której mieści się zakład, jak i maszyny są własnością innych spółek: Ośrodka Inwestycyjnego z Chełmka sp. z o.o oraz Zakładu Produkcyjno - Usługowego sp. z o.o z Chełmka. Firmy te - teoretycznie - jedynie dzierżawiły budynek i urządzenia Nowemu Otmętowi. I chociaż na części ich majątku nadal 'trzyma rękę' poprzedni syndyk, w praktyce jest on wyłączony z postępowania upadłościowego dotyczącego Nowego Otmętu. Charakterystyczne jest to, że poszczególne osoby wchodzące w skład wymienionych wyżej spółek - z Nowym Otmętem włącznie - w różnych konfiguracjach przewijają się w zasadzie przez każdą z nich.
Obecnie na terenie pracuje 40 osób. Jednym z pierwszych posunięć syndyka były negocjacje w sprawie zwolnień. Zdecydowany opór Związków Zawodowych spowodował, że pracownicy dostali trzymiesięczne, a nie - jak proponował syndyk - miesięczne wymówienia. Ich praca w spółce ma się zakończyć z dniem 28 lutego 2005 r. Pozytywnym aspektem pojawienia się syndyka była częściowa wypłata zaległych pensji. Środki na nie pochodzą z Funduszu Pracowniczych Świadczeń Gwarantowanych. Ten jednak płaci tylko trzymiesięczne zaległości, natomiast długi, które z tego tytułu ma spółka, ciągną się od kwietnia tego roku. Jeżeli nawet uda się pozyskać kolejne środki z Funduszu, zostaną one przeznaczone dla osób aktualnie pracujących w spółce. Nie zaspokoją natomiast zaległych świadczeń należnych pracownikom już zwolnionym. Na liście wierzycieli są również dostawcy materiałów, mediów, Urząd Skarbowy oraz ZUS. Wejście syndyka z mocy ustawy spowodowało również umorzenie postępowania komornika, który już kilka miesięcy temu zajął znajdujące się w magazynie buty. Zawieszone zostało też postępowanie przeciwko spółce z tytułu wierzytelności wobec pracowników. - Musiałabym uznać te wierzytelności, co oznacza, że obciążałyby one syndyka, który powinien się z tego wywiązać, a na dzień dzisiejszy nie ma środków do prowadzenia upadłości i nie wiem jak ta sprawa się zakończy - zastanawia się Michalska. Zgodnie z literą prawa, syndyk miał miesiąc na ocenę sytuacji zakładu i przedstawienie jej sądowi razem z bilansem. Od tego - między innymi - zależeć będzie czy postępowanie upadłościowe zostanie utrzymane w mocy, a co za tym idzie, roszczenia wierzycieli spółki przejmie syndyk czy wręcz odwrotnie - postępowanie zostanie umorzone. W tym przypadku spółka będzie musiała funkcjonować dalej. Wówczas to w jej kierunku będą musiały być kierowane roszczenia wierzycieli. Ich wyegzekwowanie może być jednak trudne. - Sporządziłam sprawozdanie i pokazałam sądowi, że właściwie nic tu nie mają. Buty, o ile uda się je sprzedać, to kwota rzędu 100 tys. zł. Wprawdzie właściciele spółki zapewniają mnie, że znajdzie się nabywca, ale... nie wiem. Tu nie ma co sprzedać - mówi syndyk, Anna Michalska. Jak ocenia Michalska, wierzytelności `Nowego Otmętu' sięgają kwoty 2 mln zł. Spółkę tworzą dwie osoby. Może ona finansowo odpowiadać jedynie do wysokości zadeklarowanego kapitału, a w tym przypadku to jedynie... 25 tys. zł. Jeżeli sąd zadecyduje o umorzeniu postępowania upadłościowego, to zgodnie z literą prawa wierzyciele muszą najpierw otrzymać tytuł wykonawczy przeciwko spółce. Dopiero, kiedy egzekucja należności okaże się bezskuteczna, co w przypadku braku majątku jest realne, powinien być następny proces. Tym razem skierowany bezpośrednio przeciwko członkom zarządu. Kogo na to stać? Na pewno nie pracowników, którym spółka jest winna około 400 tys. zł. Na długotrwały proces może sobie jednak pozwolić ZUS, który jest największym wierzycielem spółki. Zaległości sięgają w tym przypadku około 900 tys. zł. Jak informuje syndyk, ubezpieczenia pracowników nie były regulowane w zasadzie od początki istnienia spółki. Podobnie jak jej poprzednicy, również Anna Michalska uważa, że jednym z powodów upadku Nowego Otmętu jest zbyt rozwinięta administracja oraz za duża ilość pracowników w stosunku do możliwości zakładu. Kolejnym powodem jest nieodpowiednie zarządzanie. Co do możliwości dalszego działania spółki pod zarządem syndyka ma sporo wątpliwości. -Trzeba byłoby przecież zarobić na wynagrodzenia, podatki, ZUS-y, itd., a możliwości zakładu są w chwili obecnej niewielkie, tym bardziej, że nawet samochody zostały zajęte na poczet długów - mówi Michalska. O swoją przyszłość niepokoją się również pracownicy, którym, właściciele w razie czego spółki obiecali zatrudnienie w Ośrodku Inwestycyjnym Chełmek. Jak zapewniali produkcja ma być kontynuowana, ale w spółce występującej już pod inną nazwą. Dopóki jednak syndyk nie podjęła ostatecznej decyzji, a skierowanie wniosku o umorzeniu postępowania upadłościowego wciąż przed nią - spółka 'Nowy Otmęt' funkcjonuje nadal. Lidia Kulik |