KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 83 (18.01.2005)

Krapkowice Remont śluzy

Przywrócić rzekę miastu

Muzeum Odry, remont zabytkowej śluzy, port miejski na Osobłodze, przystanie kajakowe - te inwestycje mają nie tylko zwiększyć turystyczną ofertę Krapkowic, ale przede wszystkim przywrócić rzekę miastu.
Głównym inicjatorem i orędownikiem tych atrakcji jest Krystian Klemens. Obecny wiceprzewodniczący rady miejskiej z zawodu jest marynarzem. Spotykam go na stopniu wodnym w Krapkowicach, gdzie pełni funkcję kierownika.
- Pracuję już na rzece od 43 lat. Przez 30 lat pływałem na barkach. Od 1988 roku jestem w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej. Osiem lat przepracowałem na stopniu w Rogowie Opolskim, a od powodzi pracuję w Krapkowicach - mówi Klemens.
Cała załoga stopnia wodnego w Krapkowicach liczy 12 osób. Służba pełniona jest na zmiany, także w nocy i święta.
- Nasz budynek socjalny został całkowicie zalany w czasie powodzi w 1997 roku - w tym momencie Krystian Klemens wskazuje na symboliczny słup, na którym oprócz pamiątkowej tablicy zaznaczony jest ówczesny poziom wody, przekraczający 10 metrów.
- Budynek był tak zniszczony, że wydawało się, że trzeba go będzie rozebrać. We własnym zakresie podjęliśmy się remontu. Nie tylko go odnowiliśmy, ale i częśc dobudowaliśmy. Zachowaliśmy jego styl, bo obiekt podlega ochronie zabytków - podkreśla mój rozmówca.

Niedaleko budynku socjalnego dostrzegam bardzo oryginalny zegar.
- To jest domek dla ptaków z zegarem. Po dwóch godzinach od ustawienia ptaki się już kłóciły, który ma się tu zadomowić. To ja mam takie głupie pomysły - wyjaśnia ze śmiechem Klemens.
- Tuż za zegarem zrobiliśmy taki zakątek rekreacyjny. Tu był generalnie śmietnik. Powywoziliśmy to wszystko, wyrównaliśmy teren. Można rozbić sobie namioty i biwakować. Mamy też grill, który udostępniamy turystom.
A jak się okazuje częstymi gośćmi są tu ludzie z zagranicy.
- Gościliśmy tu już Czechów, Niemców, Holendrów, Anglików, Amerykanów - wymienia Klemens.
W myśl powiedzenia: 'Swego nie znacie, cudze chwalicie' wielu krapkowiczan nigdy jeszcze nie zaglądało w te rejony.
- A przecież ta okolica jest bardzo ciekawa. Stopień jako taki położony jest na dówch potężnych wyspach. Teren jest bardzo rozległy - zaznacza Krystian Klemens.


Ostatnim oczkiem w głowie kierownika jest renowacja starej, zabytkowej śluzy na Odrze.
- Ta śluza nie była od dwudziestu kilku lat używana. Tu było wszystko zarośnięte. Musieliśmy odkryć skarpy. Cały teren był po powodzi zamulony na półtora metra. Zrobiliśmy drogę zjazdową i doprowadziliśmy w to miejsce oświetlenie.
Stara śluza, o której mowa, datuje się na 1893 rok. Dzięki archiwalnemu zdjęciu z 1919 roku urządzenie może być dokładnie zrekonstruowane.
- Śluza po całkowitym remoncie będzie służyć do śluzowania statków, ale głównie tych pasażerskich i turystycznych. W odróżnieniu od tej zelektryfikowanej musi być obsługiwana ręcznie. Gdyby była duża awaria na głównej śluzie, to przez Krapkowice nie przepłynie już nic. Dlatego jest potrzebna mała śluza. Na śluzie automatycznej śluzowanie trwa 15 minut. Za to ręczne śluzowanie trwa ponad godzinę. Muszą być holowniki, które pozwalają wyciągać statki z tego kanału. Ale awaryjna śluza powinna być - uważa Klemens.

Przechodzimy na drugą stronę starej śluzy. Idziemy teraz wzdłuż Odry po stalowej kładce przypominającej molo.
- Ta ścianka, po której idziemy, zastępuję wał. Ponad dwadzieścia lat temu 500 m dalej zrobiono nowy jaz. Budowano go najpierw na suchym terenie, a dopiero potem doprowadzono do niego wodę. Zdecydowaną większość jazów buduje się z reguły metodą grodziw wodoszczelnych. W nurcie rzeki wbija się gródź wodoszczelną, wypompowuje się wodę, kładzie się betony, uzbraja i buduje się to wszystko w grodziach - wyjaśnia mój przewodnik.
- Tu był stary jaz piętrzący wodę - mój rozmówca wskazuje na wystające z Odry elementy konstrukcji.
- Widać tylko część tego, bo reszta leży w wodzie. To była konstrukcja do składania. Piętrzyło się wodę poprzez ustawianie belek w pionie. Tutaj było jakieś 800 belek. Jak dostawało się sygnał z góry, że idzie wielka woda, to trzeba było te belki szybko wynosić na plecach. Taka belka po nasiąknięciu ważyła 70-80 kg. I to nosiliśmy po tej kładce i zostawialiśmy wysoko na brzegu, żeby to potem nurt nie porwał. To była zabójcza robota. Też miałem okazję popracować tak w Rogowie, gdzie był ostatni jaz iglicowy na tej części Odry. To niebezpieczna praca i bardzo wykańczająca. Trzeba te belki szybko wynosić po wąskiej kładce. A woda rwie i szumi! Jedynym naszym zabezpieczeniem była osobista kamizelka ratunkowa. Nic poza tym - wspomina Klemens.

Na dzisiejszych jazach wszystko odbywa się już automatycznie.
- Część tych kozłów starego jazu chcemy ustawić na brzegu, by ludziom pokazać, jak taki jaz się składał, jak te iglice były ustawione, żeby woda się nie przelewała. Dopóki w 1980 roku nie oddano do użytku nowego jazu przez około sto lat to funkcjonowało - mówi Klemens.
Marzeniem kierownika stopnia wodnego w Krapkowicach jest powstanie Muzeum Odry, które miałoby być usytuowane w pobliżu starej śluzy.
- Będziemy zbierać wszystko, co jest związane z Odrą. Eksponaty, urządzenia związane z żeglugą, urządzenia służące do śluzowania i piętrzenia wody, stare narzędzia, jakie były do tego używane, kotwice, windy kotwiczne. Szkoda, że dużo rzeczy było bezmyślnie zniszczonych, zezłomowanych... bo to nie nasze, bo to poniemieckie, a teraz przydałyby się. Oprócz tego w gablotach będziemy eksponować stare mapy, zdjęcia, opisy. W pobliżu mamy starą szopę, gdzie może być też coś eksponowane - planuje Klemens.

Plany to tym bardziej realne, że rządowy Program Odra 2006 przewiduje m. in. finansowanie projektów turystycznych. Poza tym wzdłuż Odry przebiega jedna z tras rowerowych Euroregionu Pradziad.
- Trasa rowerowa prowadzi z Góry św. Anny aż do Czech. Przebiega m. in. przez nasz stopień wodny. Nasza stara śluza ma być włączona jako atrakcja turystyczna, a na ten cel można uzyskać pieniądze z funduszy unijnych - cieszy się Klemens.
Kolejny cel to przede wszystkim stworzenie portu miejskiego.
- Wielokrotnie mieliśmy zapytania, czy w Krapkowicach jest port, gdzie mógłby jakiś statek turystyczny przycumować, gdzie pasażerowie mogliby wysiąść. A przecież przed wojną Krapkowice miały cztery przystanie. Na Osobłodze był port miejski. Poniżej mostu były jeszcze przeładownie. Kiedyś na Osobłodze była też przystań kajakowa, a także w Otmęcie za mostem kolejowym. Tam był nawet taki specjalny barak. Chcielibyśmy to wszystko przywrócić - podkreśla Klemens.
- Chcemy przywrócić port na Osobłodze choćby też po to, by ten nasz Chrapek miał w końcu gdzie cumować.

Jak na razie wspomniany Chrapek nie pływa nie tylko z powodu braku przystani.
- Trochę go nam źle zbudowano. Kadłub był robiony w stoczni w Dobrzeniu. Źle zrobiono linię wału. Ale na wiosnę będzie pływał. Dostanie czterocylindrowy, mocniejszy silnik od mercedesa. Dotychczasowy od traktora jest za słaby i robi za dużo hałasu. To jest prototyp, który ma służyć zarówno mieszkańcom, jak i turystom. Mieliśmy też chętnego z Niemiec, który chciał, żeby taki statek pasażerski pływał po Odrze. Problem tylko właśnie w tym, że pasażerowie nie mają gdzie wsiadać. Z natury jestem optymistą i myślę, że jeszcze w tym roku coś się uda zrobić. Przyjedzie taka karuzela i 5 zł kosztuje 5 minut przejażdżki. A Chrapkiem za 5 zł będzie można przez godzinę po Odrze pływać. Mamy już projekty innych, większych statków na 40 miejsc. Gdyby się znalazł jakiś inwestor, który wziąłby to w leasing... - rozmarza się Krystian Klemens.


Artur Jackowski




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_4733> [23.11.2008 21:02:34]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.