Dortmund
Motorrader 2005Czar jednośladówOd 2 do 6 marca w Dortmundzie odbyła się wystawa motocykli 'Motorräder 2005'. To jedno z największych tego typu wydarzeń w Europie. W ośmiu halach o łącznej powierzchni 56.000 m2 swoje produkty prezentowały wszystkie znaczące firmy z branży motocyklowej, począwszy od producentów maszyn, skończywszy na wykonawcach drobnych akcesoriów (łącznie 400 wystawców).
 | Na wystawę wybraliśmy się w czwórkę - w grupie raźniej i bezpieczniej. Spotkanie wyznaczyliśmy sobie przed wejściem do kompleksu hal wystawowych 'Westfallenhalle' w Dortmundzie, gdzie mieściła się wystawa. O 10 rano przed wejściem zastaliśmy spory tłumek. Pół godziny zabrało nam poszukiwanie znajomego, więc przez ten czas mogliśmy scharakteryzować odwiedzające osoby. Ku naszemu zaskoczeniu, niewielu było typowych motocyklistów w skórach czy jeansach. Pełny przekrój wiekowy, całe rodziny z dziećmi, z charakterystycznymi chorągiewkami w ręku. Jak się później okazało, chorągiewki stanowiły bardzo przydatny znak rozpoznawczy w przypadku zgubienia się w tłumie (po piętnastu minutach zgubiliśmy jednego z naszych).
Wewnątrz sporo ludzi przeciskających się pomiędzy wystawcami, z daleka rozpoznawalnymi po świecących reklamach. Klimat przypomina targi motoryzacyjne z opolskiego 'Okrąglaka', ale olbrzymia powierzchnia siedmiu hal wystawowych i mnogość wystawców sprawiają, że nabieramy respektu do rozmachu imprezy.
Najliczniejszą grupę wśród wystawców stanowiły maszyny sportowe, a wśród nich - włoskie 'ścigacze' klasy superbike i supersport. Wydaje się, że Włosi mają ambicję sięgnąć po palmę pierwszeństwa w tej klasie, dystansując producentów z kraju kwitnącej wiśni. Poczesne miejsce zajęły więc maszyny Ducati, Agosta i Benelli, tak rzadko spotykane na naszych drogach. Być może z powodu niemałej ceny, oscylującej w granicach 12-17 tys. euro. To troszkę za mało, by stać się posiadaczem luksusowego K 1200 LT ze stajni BMW - krążownika szos z radiem, ogrzewaniem, systemem GPS, automatycznym podnóżkiem, regulowanym elektronicznie zawieszeniem, hamulcami, etc. Za to w sam raz za najmocniejszą maszynę tej wystawy, także BMW, model K 1200 S. Jego 4-cylindrowy silnik osiąga 167 KM z nieco ponad 1.1 litra pojemności. Firma ta od kilku lat współpracuje z włoską Aprilią, czego efektem są świetne maszyny terenowe. Na wystawie znalazły się praktycznie wszystkie modele z ofert poszczególnych producentów. Na wszystkie też można się było 'wpasować', z czego chętnie korzystali wszyscy odwiedzający.
Posiadacze enerdowskich eMZetek powinni być dumni. Firma przeszła przeobrażenia i obecnie produkuje szeroki asortyment motocykli. Okrętem flagowym jest model 1000 SF, zbierający wysokie noty wśród specjalistów. Ceny, tak jak ustrój ojczyzny trabantów, uległy transformacji: za najtańszy model o poj. 125 ccm i mocy 15 KM należy zapłacić 3,5 tys. euro. Tańsze są tzw. quady, czyli po prostu czterokołowce, również produkcji MZ. Quady stanowiły znaczącą część wystawy, od najprostszych modeli z silniczkami ze skuterów, po potężne egzemplarze z silnikami dużych pojemności, chłodzonych wodą, z niezależnym zawieszeniem i napędem wszystkich kół.
Wielkim zainteresowaniem cieszył się sowiecki Ural z koszem (wózkiem). Ten ciężki, napędzany kardanem motocykl produkowany jest od lat 60-tych po dziś dzień jedynie z niewielkimi zmianami. Ten relikt myśli technicznej uchodzi za synonim prawdziwego, klasycznego motocykla z czymś, czego brak tym wszystkim bajeranckim 'plastikom': z duszą, podobną do tej, jaka zamieszkuje w polskim Junaku. Pojazdów z szyldem Junaka na wystawie nie uświadczyliśmy, za to była koreańska firma Hyosung, której produkty pod nazwą Junak sprzedawane są w Polsce. W tym i piękna kopia Harleya V-Roda model Aquila (w Polsce sprzedawany jako Junak Millenium Cruise).
Koreańczycy zalewają rynek jednośladów, szybko reagując na wszelkie zmiany w motoryzacyjnych trendach. Ostatnio do wyścigu przyłączyli się Chińczycy. Tym sposobem, przy umiarkowanej cenie, są groźnym rywalem dla markowych konkurentów (za których zaczynają już uchodzić koreańskie firmy Hyonsung i Kymco). Tą rywalizację widać zwłaszcza w dziedzinie skuterów. Zwycięzcę, jak to zwykle bywa, wyłoni klient, cena i niezawodność produktu. Dla bardziej zamożnych szeroką ofertę skuterków prezentowała firma Peugeot. Francuzi inwestują w silniki 2-suwowe i sportowy design, Włosi wracają do tradycji. Długo nie potrafiliśmy oderwać wzroku od klasycznych linii szacownej Vespy, która tak urzeka, że aż czaruje. Wewnątrz nowoczesna konstrukcja i świetne silniki, umożliwiające szybszy sprint spod świateł niż niejeden usportowiony samochód. Cena pozbawia złudzeń, ale czar pozostaje.
Inny sposób na czarowanie prezentował brytyjski Royal Enfield. Dwie urocze modelki wypinając wdzięki wodziły na pokuszenie. Kształt maszyn, linia i dojrzała konstrukcja wydawały się gwarantować uciechę z jazdy. Komu więc nie zależy na szybkości, a poszukuje klasycznego motocykla z duszą, Enfield sprawi dużo radości. Panie stojące przy maszynie przypominały podświadomie, że na motocyklach świat się nie kończy. Chyba, że na Harleyu. Jednym z najdroższych był najnowszy V-Rod (około 26 tys. euro). Za pozostałe modele Harleya też słono sobie życzyli, choć płacąc tyle kupuje się przede wszystkim nazwę i 'klang', a reszta to sam motocykl na kółkach nie najnowszej konstrukcji. Tradycja i moda kosztuje.
Wystawa obfitowała w szereg osobliwości, których obszerniejsze scharakteryzowanie zabrałoby wiele miejsca. Wymienić trzeba chociażby motocykle 'custom', poddane najdziwniejszym przeróbkom, sportowe samochody, pokazy akrobacji, miniaturki motocykli z silnikiem i wszystkimi instalacjami (w sam raz dla 5-latka, cena 299 euro) i szereg innych. Szkoda tylko, że czas nie dawał się utrzymać w ryzach, a i nogi odmawiały posłuszeństwa. Witek R. |