 > >
Krapkowice
Handel z wolnej rękiPolowanie po krapkowickuW czasie ostanich kilku tygodni centrum naszego pięknego miasta stało się miejscem 'polowań' na naiwnych. Myśliwymi są dwuoosobowe zespoły młodych ludzi działających w ramach tzw. sprzedaży bezpośredniej, a zwierzyną my – ich potencjalni klienci. Pół biedy jeżeli chcemy nimi być. To nasze ryzyko, że kupimy towar, który żadną miarą potem nie będziemy w stanie reklamować. Może się również okazać, że zostaliśmy wpuszczeni w przysłowiowe maliny i w sklepie na rogu ten sam towar kosztuje znacznie taniej. Choć nie powinien. W optymistycznej wersji, bo taka też istnieje, możemy stać się nabywcami towaru, z którego będziemy bardzo zadowoleni. Problem kiedy stajemy się zwierzyną czy tego chcemy czy nie. Jak wygląda polowanie? Nic prostszego, trzeba się przejść po krapkowickim rynku, bo jak się okazuje, to zasobne w 'zwierzynę' miejsce i to zwierzynę różnojęzyczną. Ale do tego myśliwi też są przygotowani – zagraniczna zwierzyna usłyszy 'u was to kosztuje aż (i tu pada kwota) euro'.Ustawieni w różnych punktach myśliwi (jednemu ucieknie, to drugi ma jeszcze szansę) pojawiają się przed ofiarą zupełnie jak spod ziemi. Teoretycznie są widoczni – białe koszule, krawaty albo czarne spódniczki i białe koszulki. Pełna kultura. Nie można powiedzić – zaczepiają też kulturalnie. Oferują wszystko co się da. Od super tanich, albo przynajmniej super jakości szczoteczek do zębów, po przybory szkolne, kasety, płyty, zegarki, noże kuchenne czy eleganckie etui z długopisem i piórem. Zdarzają się też książki.'Łapani' są wszyscy, bo każdy może być potencjalnym klientem. Jak już się złapie trzeba przekonać. I tu kłania się doświadczenie myśliwego. Jak młody i z socjotechniką niewiele miał do czynienia, zwierzyna ma szansę uciec. Zakładamy oczywiście, że zwierzyna chce uciec, bo możliwy jest również scenariusz z zamianą ról. Ot, myśliwy trafia na lepszego, który go wysłucha, nawet pociągnie za język, poogląda i wypróbuje oferowany towar, zajmie cenny czas, da złudną nadzieję na zarobek, a pół godziny później z uśmiechem się pożegna... nie kupując nic. Niestety, większość zwłaszcza starszych osób nie potrafi zdecydowanie przeciwstawić się emanującym pewnością siebie myśliwym. Człowiek stoi, słucha i ogląda podsuwane mu dobrodziejstwa. Wie, że nie kupi, bo go nie stać i gorączkowo zastanawia się, w jaki sposób odmówić. Najlepiej kulturalnie, bo przecież oni też kulturalni – co będę niemiły, to w końcu ich praca – myśli zwierzyna. A myśliwy wie, co robi. Kłania się powszechnie znana socjologom zasada wzajemności, którą w skrócie można tak speuentować – ja ci dam kwiatka, bo wiem że ty będziesz zobowiazany dać mi za chwilę 10 zł. Jeżeli już się uda, idziemy dalej pełni otuchy we własne możliwości. Po kilku metrach (w końcu rynek nie tak duży) spotkamy kolejny 'patrol'. Jesteśmy już odważniejści. Wystarczyło kilka słów i mamy spokój. Idziemy dalej. Zahartowani, trzeci 'patrol' bierzemy z biegu. Wyczuwamy go z daleka. Nie dajemy się zaskoczyć, po prostu schodzimy z jego trasy. Jak ktoś naiwny, to jego wina, że się daje zaskakiwać – może ktoś powiedzieć. Inny doda – czasami coś w ten sposób kupię i jestem zadowolny, bo taniej. Kolejna osoba wtrąci coś o szacunku dla (co nikt nie kwestionuje) ciężkiej pracy sprzedawców. Są jednak i tacy i do nich należy pisząca te słowa, którzy choć myśliwych się nie boją chcieliby, aby uszanowano przestrzeń wokół nich i dano po prostu święty spokój. Eliot | krapkowice
Wydruk strony:
<http://krapkowice.net/kurier,art,id_535> [23.11.2008 21:15:19]
Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.
|