KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 103 (07.06.2005)

Zdzieszowice Dni Miasta

Imprezowy honor uratowany

Pięć dni trwały obchody X Dni Zdzieszowic. Święto miasta programowo okazało się jednak mniej atrakcyjne niż niedawny festyn z okazji Dnia Hutnika. Tym razem złej pogodzie udało się zniechęcić mieszkańców do plenerowej zabawy.


Dni Zdzieszowic rozpoczęły się już w środę, 1 czerwca. Pierwsze Dni miasta stały pod znakiem zawodów sportowych, rozegrano m.in. turniej plażowej piłki siatkowej i turniej skata. W piątek miały również miejsce zawody w popularnym na zdzieszowickiej ziemi biegu na orientację. Tego samego dnia w kinie 'Odrodzenie' trwały też zmagania młodych torreadorów ze szkół podstawowych walczących z bykami ortograficznymi już po raz trzynasty. O puchary walczono również na basenie przy SP 3 oraz na boiskach - na stadionie rozgrywano piłkarski turniej ministrantów, w Januszkowicach grali trampkarze, a na kortach odbył się tenisowy 'Zdzieszowice Cup 2005'.


Kiedy w sobotę trwały jeszcze niektóre zawody, pod Urzędem Miasta i Gminy uformowano tradycyjny pochód. W kolumnie znaleźli się przedstawiciele władz miasta, delegaci z Międzynarodowego Stowarzyszenia Policjantów (IPA), zaproszeni goście oraz uczniowie wszystkich szkół z gminy. Przemarsz z ulicy Chrobrego przez Góry Św. Anny dotarł do Miejskiego Parku Zabawi Wypoczynku, gdzie o godz. 15.00 zaczął się festyn.Sobotnie występy nie przyciągnęły jednak tłumów. Podczas wszystkich występów w amfiteatrze było mnóstwo wolnych miejsc, co nie zdarzyło się podczas Dnia Hutnika organizowanego przez Zakłady Koksownicze. Pogoda - jak co roku w Dni Zdzieszowic - nie sprzyjała, ale i repertuar nie był na tyle porywający. Gwiazda wieczoru - Kuba Kęsy, uczestnik jednej z edycji 'Idola', grał dla nielicznej grupy młodzieży, której nie przeszkadzał co chwilę padający deszcz. Kuba wykonujący swoje wersje znanych utworów rockowych złapał kontakt z młodymi i wszyscy świetnie się razem bawili, zwłaszcza pod koniec, gdy wraz z młodym hiphopowcem, który wszedł na scenę, ubawili zgromadzonych tzw. 'human beatboxem', czyli naśladowaniem hiphopowego rytmu używając do tego tylko ust. Zgromadzona młodzież była pod wrażeniem.
- No proszę, takie talenty nam się marnują w Zdzieszowicach - skomentował konferansjer.
Jednak sobotniej odsłony festynu nie można raczej uznać za sukces, jeśli wyznacznikiem tego miałaby być ilość bawiących się osób.
Ostatnią szansą na zachowanie imprezowego honoru Zdzieszowic był koncert zamykający cały festyn. W niedzielny wieczór, po wszystkich mniejszych występach miał zagrać Oddział Zamknięty. Grupa nie wychodziła na scenę przez pół godziny. Czas oczekiwania pozwolił za to dokładnie wypełnić ludźmi amfiteatr. Kiedy wreszcie rockmeni wyszli na scenę, spotkała ich gorąca owacja, a pod samą sceną zebrało się wielu - nie tylko młodych - fanów hardrocka, którzy przez cały dwugodzinny koncert wręcz szaleli do energetycznych, ostrych rytmów Oddziału. Tłumowi nie przeszkadzało fatalne nagłośnienie, przy jakim zmuszeni byli grać muzycy. Jak na nieokrzesanych rockmanów przystało, gdy coś im się nie podobało, mówili o tym głośno i bez ogródek:
- Ale sprzęt to macie tu do dupy - komentował wokalista.

Z minuty na minutę atmosfera była coraz bardziej gorąca. Bawiło się coraz więcej ludzi pod sceną, zachęcanych bezpardonowym i rock `n `rollowym podejściem zespołu. Przed zagraniem jednego z najbardziej znanych utworów grupy - 'Party' zaproszono na scenę kilkanaście dziewcząt, a te mniej pewne zachęcono tekstem: 'Co to? Liga Polskich Rodzin? Już dołączyć do szeregu!' Wspólnie zaśpiewano 'zróbmy więc prywatkę, jakiej nie przeżył nikt'!Ostre tańce pod sceną i dziewczyny na niej, w połączeniu z muzyką wytworzyły fantastyczny klimat. Każdy chyba miał ochotę się bawić.
- Pierwszy raz widziałem, żeby 40-latek pogował - cieszył się Radek, który na koncert przyjechał z Kędzierzyna. - I nie widziałem jeszcze takiego tłumu śpiewającego 'marihuana'! - mówił dalej zaskoczony taką reakcją widzów, którzy dali wiarę zapewnieniu wokalisty 'by śpiewali i niczego się nie bali'.

Atmosferze imprezowej poddał się też prowadzący festyn konferansjer, który wywołując do bisu zespół, dał upust swoim emocjom wołając:
- Jest zajeb... - mikrofon zamilkł, lecz prowadzący się nie poddał i za drugim podejściem udało mu się wykrzyczeć w całości określenie stanu, w jakim się znajdował.
Muzycy wyszli jeszcze na scenę i uspokoili konferansjera słowami pocieszenia, by spróbował swych sił w 'Idolu'.Ogólne wrażenie po festynie nie byłoby zbyt pozytywne, gdyby nie świetna zabawa podczas koncertu Oddziału Zamkniętego. Zdzieszowiczanie zdali zatem test z dobrej zabawy (niektórzy nawet przesadzili), a imprezowy honor miasta został uratowany.


BB




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_5729> [11.10.2008 08:41:44]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.