KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 109 (19.07.2005)

Zdzieszowice Sobota w parku

Alternatywnie

Wbrew stałym scenariuszom pogodowym towarzyszącym zdzieszowickim imprezom plenerowym, 'Sobota w parku' odbyła się bez deszczu. Jednak sprzyjająca aura nie przyciągnęła do parku tłumów. Program imprezy,jak na 'zwykłą' sobotę zapowiadał się atrakcyjnie, zwłaszcza dla wielbicieli muzyki rockowej. Pewną nowością był też teatralny performens i plenerowe kino.


Program otwierało widowisko dla dzieci. Następnym punktem był już występ grupy Melancholy, grającej emocjonalnego atmospheric rocka. Niezbyt tłumna publika wyraźnie czekała raczej na następnych wykonawców. Jako drudzy wystąpili muzycy z zespołu Hariasen. Im z kolei udało się porwać grupę młodych ludzi wykazujących spore zrozumienie dla zaprezentowanej przez grupę muzycznej ekspresji, która ocierała się o gatunek emo. Warto wspomnieć, że zespół grał niedawno na małej scenie podczas Heineken Open `er Festival w Gdyni.
- Przechodząc obok zielonego plakatu o mały włos nie przegapiłam go, gdyż wielki napis NEGATYW nie wzbudził mojego zainteresowania. Na szczęście w ostatniej chwili zauważyłam nazwę HARIASEN i przyszłam! Było wspaniale! I po tym koncercie Negatyw nie miał juz po co wychodzić - radykalnie stwierdziła Ania, która znała twórczość grupy wcześniej - było świetnie. Tylko trochę zbyt pesymistyczne piosenki, ale fajnie, fajnie. Za'kulisami' też było ekstra! Ludzie wrócili cali popisani, bo nie mieliśmy na co wziąć autografów - dodała ze śmiechem.
Następni na scenie, choć po przerwie, pojawili się muzycy Negatywu. Gwiazda wieczoru zaprezentowała najpopularniejsze swoje utwory. Fani brytyjskiego rocka musieli czuć się jak ryby w wodzie. Negatyw zadbał o zapewnienie klimatu brit-rockowego w każdej możliwej sferze - od muzyki po wygląd. Zabawa pod sceną - choć żywiołowa - to sporo jej brakowało do takiej, jaką pamiętamy choćby z ostatnich koncertów w amfiteatrze (Oddział Zamknięty, Kombii).
Po zakończeniu koncertu poproszono wszystkich o przejście na boisko, gdzie miał się odbyć mistyczny performens aktorów Teatru Prawdziwego z dolnośląskiej Bielawy pt: 'Ostatni marsz'. Głównymi aktorami spektaklu okazali się ogień i środki pirotechniczne, które w połączeniu z ekspresyjnym tańcem, szczudlarzami, trzepoczącymi flagami, dymną otoczką i bębnowym rytmem stworzyli niezwykłe widowisko.
Inspiracją do stworzenia 'Ostatniego marszu' były pewne dramatyczne wydarzenia na wyspie Bali w 1906 roku, kiedy wojska holenderskie zmasakrowały Balijski orszak królewski. Wiedząc dobrze, że nie zdołają stawić czoła najeźdźcy, mimo wszystko Balijczycy odmówili kapitulacji. W swych najpiękniejszych strojach ruszyli na najeźdźców. Nikt nie ocalał, a ich legenda żyje nadal. Żołnierze odnoszą zwycięstwo nad ciałami, ale nie potrafią pokonać dusz, które tańcząc mimo kul ulatują do raju. W 'Ostatnim tańcu' z tego nierównego pojedynku zwycięsko wychodzi jedynie śmierć, która tańczy swój własny taniec... 'Ostatni marsz' kończy się jednak optymistycznym akcentem.
- Dodaliśmy trochę fantastyki do tej prawdziwej historii. Wodzowie Balijczyków w finale spektaklu ożywają - czytamy w informacji o spektaklu z festiwalu teatrów ulicznych na poznańskiej Malcie z 1994 roku. Spektakl oglądali już też widzowie w Anglii, Grecji, Niemczech, Belgii, Holandii i Włoszech. Fire-show wywarł spore wrażenie na wszystkich.
'Sobota w parku' znalazła swój finał na okrąglaku, gdzie tym razem zamiast dancingu można było obejrzeć kilka wybranych filmów kina offowego z tegorocznego festiwalu 'Opolskie Lamy'. Grupie widzów zaprezentowano bardzo oryginalny film zwycięski ('A ty?'- reż. Szymon Jakubowski) i obraz który znalazł najwyższe uznanie wśród publiczności festiwalu, nie tylko w Opolu podczas Lam, bo chyba każdego dotyczącego off-kina polskiego: 'Marco P. i złodzieje rowerów' w reżyserii kontrowersyjnego wrocławskiego filmowca Bodo Koxa, rosnącego na gwiazdę polskiego kina niezależnego. Organizatorzy pokazali jeszcze dwa krótsze filmy tego twórcy, z których biła wyraźna stała konwencja filmów Koxa przypominających krwawą i sensacyjną twórczość Quentina Tarantino. Był też czas na pokazanie dwóch dokumentów Pawła Popko o niebanalnych postaciach grupy 'Legitymacje' o tym samym tytule oraz 'Racjonalizator' opowiadający o pomysłowym wynalazcy 'zbieraczek' psich odchodów. Wielbiciele zaawansowanych technik audiowizualnych mogli się pozachwycać pięciominutowym chaotycznym obrazem nakręconym w stylu teledysku - 'Acid Japan' Tomasza Stępnia.
Podsumowując imprezę - szkoda, że uczestniczyła w niej niewielka liczba osób, gdyż treść 'Soboty w parku' stała naprawdę na wysokim poziomie i była bardziej alternatywna niż dotychczasowe propozycje. Wiadomo, że alternatywność wiąże się jednak z pewną niszowością, więc tu też można szukać przyczyny. Jednak niepewna aura i sezon wakacyjny mógł też odstraszyć, choć pogoda również była alternatywna w porównaniu z typową zdzieszowicką deszczową festynową. Jednym zdaniem - ci co byli, na pewno nie żałują.


Bogumił Bardzik




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_5998> [06.07.2008 01:45:36]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.