KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 121 (11.10.2005)

Temat Kuriera Czy mieszkanie w centrum Gogolina to przywilej?

Nie o taki standard chodzi

Mieszkańcy lokalów komunalnych przy ulicy Strzeleckiej w Gogolinie skarżą się na hałas, popękane sufity i pleśń na ścianach. Żądają obniżenia czynszu.

Do gogolińskich radnych dotarły ostatnio listy podpisane przez lokatorów z budynków nr 1 i 8-10 położonych przy ulicy Strzeleckiej. W pismach mieszkańcy wyjaśniają przyczyny, dlaczego chcą płacić mniej. Podpisane osoby skarżą się głównie na hałas związany z faktem zamieszkiwania w centrum. To nie tylko ruch samochodowy i przejeżdżające pociągi, ale i głośna całodobowa praca sklepowych wentylatorów czy poranny warkot samochodów dostawczych. Problem związany z mieszkaniem w centrum Gogolina przy ulicy Strzeleckiej znany jest też osobiście burmistrzowi Joachimowi Wojtali, który mieszka w położonym przy tej ulicy budynku nr 1.
Postanowiliśmy osobiście przekonać się, czy argumenty lokatorów są uzasadnione. Bardziej chętni do rozmowy okazali się mieszkańcy domu przy ul. Strzeleckiej 8-10. W piśmie, który wystosowali do radnych podpisało się dziesięć osób z tego budynku. Żądają oni przede wszystkim obniżenia standardu mieszkań.- Komunalka dolicza nam w czynszu dodatkowe 10 procent ze względu na standard, kolejne 10 procent za fakt mieszkania w centrum, następne 10 procent za piętro. Ale co to za przywilej mieszkania w centrum Gogolina! Z jednej strony samochody, z drugiej pociągi. Hałas nie do wytrzymania. A przecież Gogolin to nie jakaś metropolia. Mogę mieszkać w Karłubcu i do centrum mam i tak niedaleko. Niedawno mieli nam podwyższyć o 9 procent czynsz, ale licząc od stawki bazowej, tak że nam wyszła powyżka o 39 procent. Napisaliśmy pismo do burmistrza i na szczęście wycofali wszystko. A teraz napisaliśmy jeszcze jedno pismo, żeby nam obniżono standard. Latem jak okno jest otwarte, nawet telewizora nie słyszę. Człowiek staje się nerwowy - mówi lokatorka zamieszkała na I piętrze.
- Trzy lata temu wywalczyliśmy zakaz wjazdu na parking wewnątrz podwórka, bo tu dziennie wjeżdżała ponad setka samochodów. Nie tylko hałas, spaliny, ale i pozostawione śmieci. Walczyliśmy o to trzynaście lat, by ograniczyć tu wjazd. Od trzech lat mamy względny spokój, ale i tak dalej wjeżdżają. Właściwie to musimy ciągle walczyć o coś. Przedtem za ogrzewanie też straszne sumy płaciliśmy. Liczyli nam za to, że pracownik z komunalki przychodzi nam włączyć piec, za remont kotłowni, remont dachu, kominiarza. Za te pieniądze co przez lata płacimy oddzielne ogrzewanie powinni już dawno nam zrobić, każdy miałby swój piec i indywidualnie płacił. Za światło też przez wiele lat płaciliśmy ryczałtem. To było interpretowanie przepisów na swój sposób. Dopiero jak zadzwoniłam do Warszawy, to się zmieniło. Parę lat temu, chyba wtedy jak robiono basen, przysłano nam z ZGKiM pismo, że mamy 100 procent więcej za wodę płacić, bo niby wodę kradniemy. Zrobiłam szumu i nie zapłaciliśmy. Jak ja mogę wodę kraść, jak mamy ryczałt obligatoryjnie przyznany. Proszę mi zatem założyć licznik, skoro chce się mi coś udowodnić! - kontynuuje nasza rozmówczyni.
- Pamiętam jak podłączyli nam się w piwnicy do wody i naciągnęli do beczkowozu i potem podlewali kwiaty w centrum - dodaje przysłuchująca się rozmowie inna z lokatorek.
O warunkach mieszkaniowych w budynku nr 8-10 najwięcej do powiedzenia mają jednak państwo Kwiatkowscy. Nie dziwimy się temu, gdy wchodzimy do ich mieszkania. Lokatorzy prowadzą nas do kuchni. W kątach pomieszczenia widoczne czarne plamy, to samo pod wykładziną. W powietrzu wyczuwalny smród stęchlizny i środków chemicznych. Podobną sytuację zastajemy w gościnnym pokoju.
- To wszystko przez to, że ubiegłą zimą komunalka rozebrała sąsiedni budynek. No i w ogóle nie zabezpieczyli ściany. Tu potem w pokoju mogłem stanąć z zapaloną świecą i normalnie zdmuchnęło mi płomień. Całą zimę mieliśmy włączony maksymalnie kaloryfer, ale i tak nie mogliśmy przekroczyć 16 stopni w pomieszczeniu. Zmuszeni byliśmy dogrzewać elektrycznym grzejnikiem - mówi Gracjan Kwiatkowski.

- Od uderzeń młota pneumatycznego popękały nam sufity i uszkodzono ściany, z których odpadają kafelki. Od wilgoci i niskiej temperatury zrobił się grzyb i wystąpiła pleśń - dodaje.
Po oficjalnych pismach w mieszkaniu państwa Kwiatkowskich pojawiła się komisja mieszana złożona z radnych, pracowników urzędu miejskiego i pracowników miejscowego zakładu komunalnego. Komisja przyznała rację państwu Kwiatkowskim i stwierdziła, że trzeba wymienić wykładziny i pomalować ściany.
- Co z tego jednak, skoro pan dyrektor stwierdził, że sufit w pokoju pomaluje, ale ściany nie będzie ruszał. No to jak to będzie wyglądało! Z kolei w kuchni będzie robiona ściana, ale znowu sufitu nie będzie. To co, mamy to za własne pieniądze poprawiać? Mam 602 zł emerytury, a żona 540 zł. Czynsz wynosi nas 450 zł, ale gdy dojdą inne opłaty, to wychodzi nam 800 zł miesięcznie. Od czterech lat staramy się o zamianę mieszkania na mniejsze. Ale bezskutecznie. Mamy 97 m2, ale przez lata płaciliśmy nie wiedzieć czemu czynsz za 101 m2. Dopiero przypadkiem dowiedzieliśmy się, że lokatorka, która mieszka piętro wyżej i zajmuje takie samo mieszkanie co my, płaci czynsz za mniejszy metraż - piekli się Kwiatkowski.
W oficjalnym piśmie, które otrzymali Kwiatkowscy, członkowie komisji zasugerowali, że pleśń pojawiła się też częściowo w wyniku zaniedbań samych lokatorów.
- Komisja zaznacza również, że zjawisko takie nie wystąpi, gdyby lokator utrzymywał stałą temperaturę mieszkania 22 stopnie. Taka temperatura powinna być utrzymana szczególnie w kuchni... Komisja nakazuje lokatorowi, by w okresie zimowym ogrzewał mieszkanie i utrzymywał temeraturę 22 stopnie oraz wietrzył mieszkanie przez uchylanie okien w okresie zimowym w krótkich okresach oraz letnim ciągle - czytamy w piśmie.
- W pokoju mamy dodatkowe trzy żeberka zainstalowane, ale i tak takiej temperatury nie da się osiągnąć. Poza tym, jakie to będą koszta ogrzewania? Mamy liczniki i też chcielibyśmy zaoszczędzić. W tym roku przez tą gołą ścianę dostaliśmy tylko 800 zł zwrotu, a w poprzednich latach mieliśmy nawet 1800 zł - mówi Kwiatkowski.
- Wietrzyć i tak wietrzymy, bo przez te wszystkie środki grzybobójcze ciągle mnie głowa boli. Najpierw, gdy pojawiły się pojedyńcze plamy, sami zabielaliśmy je ACE. Potem przyszli z gospodarki komunalnej i przejechali jakimś środkiem grzybobójczym. Ale grzyb znowu w innych miejscach się pojawił, tak że znowu trzeba będzie użyć jakiegoś środka - żali się Krystyna Kwiatkowska.

Państwo Kwiatkowscy mają jeszcze jeden żal do zakładu gospodarki komunalnej. Choć zdarzenie miało miejsce sześć lat temu, Gracjan Kwiatkowski do dziś nie może pogodzić się z tym, co wtedy się stało.
- Kiedyś prowadziłem kantor. W 1999 roku ukradziono nam z mieszkania 250 tys. zł. Akurat, gdy z żoną byliśmy w pracy, przy budynku postawiono rusztowanie. O godzinie 10.00 robotnicy zeszli z rusztowań i przeszli na inną budowę. Złodziej dostał się do środka mieszkania przez balkon. Gdybyśmy wiedzieli o tym rusztowaniu wcześniej, to jakoś zabezpieczylibyśmy mieszkanie. Ale nikt nam nie dał znać wcześniej. Do dziś policja nie potrafi wykryć sprawcy. Mam nawet swoich podejrzanych, ale co z tego? No bo jak to możliwe, żeby osoba, która przychodziła wcześniej do mnie pożyczać pieniądze, po roku kupiła sobie nowe mieszkanie. Nawet jeździłem po jasnowidzach, którzy tylko potwierdzili moje przypuszczenia - zwierza się Gracjan Kwiatkowski.
Stanisław Burkat, dyrektor Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Gogolinie, dopiero od nas dowiedział się o pismach skierowanych do radnych.
- Czynsz jest taki sam jak rok-dwa lata temu, bo od paru lat stawki czynszowe nie zostały zmienione. Rada gminy przyjęła program podwyżek czynszu na najbliższe lata i on miał być wprowadzony od lipca. Ta uchwała została jednak opretestowana przez wojewodę i gmina wstrzymała się z realizacją tej uchwały. Czynsze za lokale mieszkalne w gminie Gogolin są najniższe w województwie - stwierdza Burkat.
- Grzyb jest w jednym mieszkaniu, bo był rozbierany budynek obok. Ściany zostały rozebrane i odsłoniły ścianę budynku przy ul. Strzeleckiej 8-10. W tym mieszkaniu wyskoczyła malutka pleśń. My to zlikwidujemy i zamalujemy w najbliższym czasie. W tej chwili ściana została docieplona i domurowana - dodaje dyrektor ZGKiM.

Z tym drugim stwierdzeniem nie zgadzamy się. Osobiście odwiedziliśmy jeszcze jedno mieszkanie przy ulicy Strzeleckiej 8-10. Tam także w pokoju za meblami zastaliśmy widoczną pleśń.
- Mam też popękany sufit przez te przejeżdżające tiry. Płacę czynsz w wysokości 330 zł za 71 m2, ale mam zaledwie dwa pokoje. Nie wiem po co mi taki wielki hol i taka duża łazienka? - dodaje lokatorka z I piętra.
- Za własne pieniądze kupujemy sobie klej i styropian do wyciszania ścian. Za własne pieniądze kupujemy środki do zwalczania pleśni - dodają zgodnie inne lokatorki zebrane solidarnie na klatce schodowej.
Te zarzuty zaskakują dyrektora ZGKiM.
- Na pleśń skarżyli się państwo Kwiatkowscy. Nikt nie wystąpił do ZGKiM z oficjalnym pismem, że u niego w mieszkaniu też jest pleśń. Przecież chodziła komisja, wystarczyło tylko o tym poinformować. Teraz nagle pojawiają się jakieś zarzuty. Czynszu nie podnosiliśmy od 2001 roku. Jeżeli mieszkańcy mają jakieś pretensje powinni je najpierw do nas zgłosić - kończy Stanisław Burkat.

Artur jackowski, Honorata Podżorska




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_6569> [22.11.2008 17:59:42]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.