KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 123 (25.10.2005)

Temat Kuriera W Pietnej od 1996 roku trwa budowa prywatnej hydroelektrowni

Utopione pieniądze?

Janusz Gruzdzis z Góry Śląskiej od 1996 roku stara się przywrócić do życia starą elektrownię wodną nad Osobłogą. Mimo braku funduszy i bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, sam - w pojedynkę - z uporem maniaka stara się zrealizować swój cel.

Nie tak dawno pisaliśmy o hydroelektrowni powstającej na stopniu wodnym w Krapkowicach. Koszty budowy elektrowni na Odrze (około 4 mln dolarów) zwrócą się po około 14 latach. Przywrócenie do życia starej elektrowni wodnej na Osobłodze w Pietnej to zdecydowanie mniejsze koszta, ale jak się okazuje - kilkaset tysięcy złotych potrzebnych na dokończenie inwestycji, to dla pochodzącego z Góry Śląskiej przedsiębiorcy, wydatek nie do przeskoczenia.
- Dokończenie budowy to tylko, a właściwie aż, kwestia pieniędzy. Ubiegałem się o kredyt w wysokości 400 tysięcy złotych, bo tyle mniej więcej pieniędzy potrzebne jest na dokończenie tej inwestycji. Niestety, nie dostałem takiego kredytu. Odpadłem w przedbiegach, jako osoba nie rokująca nadziei na zwrot tych pieniędzy - mówi Janusz Gruzdzis.

Od zakupu nieruchomości, na której znajduje się stara elektrownia minęło już dziewięć lat.
- Elektrownia działała tutaj do 1962 roku. Gdybym się za to nie wziął przed kilkoma laty, elektrownia byłaby do zaorania. Tu były gołe mury, żadnych urządzeń, maszyn. Dodatkowo w 1997 roku jeszcze zalała to wszystko powódź - informuje Gruzdzis, wskazując na murach budynku ślady, dokąd sięgała powodziowa fala.
Oglądając plac budowy trudno o optymizm. W głosie dolnośląskiego przedsiębiorcy też wyczuwalna jest nutka zrezygnowania.
- Gdy wygrałem przetarg na tę inwestycję, byłem nastawiony bardzo optymistycznie. Rzeczywistość okazała się nieco inna. Gdy dokopałem się do papierów, okazało się, że nabito mnie w butelkę. Przykładowo jaz miał kiedyś 2,40 m spadu. Jak ja to obejmowałem, jaz miał o metr mniej, a jeszcze i tak Wojewódzki Zarząd Inwestycji Rolniczych chciał to obciąć jeszcze o pół metra - mówi bez ogródek przedsiębiorca.
- To jest utopia. Tu trzeba mieć cechy osła, żeby się za coś takiego wziąć. Nie mówię o głupocie, ale o uporze - dodaje.

Upór Janusza Gruzdzisa jest godny podziwu. Mimo problemów finansowych, na własną rękę próbuje krok po kroku dokończyć budowę.
- Wszystko robię sam. Ostatnio nawet turbinę zrobiłem ze zezłomowanego pojazdu pancernego - wskazuje na urządzenie w warsztacie, który jest także jest w całości własnoręcznie wyposażony.
Gruzdzis po wielu staraniach i zabiegach dostał w końcu kredyt, ale na sumę o połowę mniejszą.
- Dotarłem wreszcie do fundacji, która mi udzieliła pożyczki w wysokości 200 tysięcy złotych, czyli mniej więcej - połowę sumy potrzebną na dokończenie budowy. Ponad połowę tego kredytu włożyłem w budowę jazu. Nowy jaz został zaprojektowany za moje pieniądze i na mój wniosek. Suma 125 tysięcy złotych, to mój aport w dokończenie jazu, którego administratorem jest WZiR. Faktycznie więc wkładam pieniądze w Skarb Państwa. A co mogę zrobić za resztę? Dwie klapy i cztery płyty potrzebne do zatrzymywania i spiętrzania wody miały mnie kosztować 100 tysięcy złotych w firmie, której zleciłem zrobienie tego. Tu nawet turbiny nie było. A wymiana turbiny jest konieczna, żeby spowodować zmianę całego układu hydrologicznego wylotu wody. Postanowiłem więc wszystko robić na własną rękę. Najpierw zrobiłem więc bramę w hali, urządziłem warsztat i powoli wykonuję to wszystko sam wewnątrz w budynku - podkreśla nasz rozmówca.

Gdyby nawet w końcu udało się uruchomić hydroelektrownię, wytworzyć i sprzedać prąd, inwestycja i tak zwróci się dopiero po kilku-kilkunastu latach. Co więc skłoniło tak naprawdę Janusza Gruzdzisa do inwestycji, która nie rokuje szybkich zysków?
- Właściwie tematyką pozyskiwania alternatywnych źródeł energii interesuję się od lat 70-tych. Szukałem takiego miejsca dużo wcześniej. To moja pasja. 'Bawię się' też w wiatraki. Może gdyby nie to, to już hydroelektrownia byłaby gotowa. Ale ostatnio całkowicie poświęcam się budowie w Pietnej - mówi.
Janusz Gruzdzis jest zameldowany w Pietnej od lipca 2004 roku.
- Do zeszłego roku mieszkałem w przyczepie kempingowej. Teraz wynajmuję tutaj mieszkanie. W sobotę wieczór wracam do swojego rodzinnego domu, jadę jakieś 200 kilometrów. No i w poniedziałek rano wracam do Pietnej, na mój plac budowy. Wierzę, że uruchomię w końcu tę elektrownię i zacznę sprzedawać prąd do sieci - zaznacza Janusz Gruzdzis.

Wypada mieć nadzieję, że przedsiębiorcy uda się zrealizować swój cel. Pietna - niedawno uznana za najpiękniejszą wieś Opolszczyzny, miałaby kolejny powód do dumy. Choć to prywatne przedsięwzięcie, niewątpliwie uruchomienie hydroelektrowni w tej miejscowości przyniosłoby korzyści całej lokalnej społeczności.

Artur Jackowski




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_6672> [22.11.2008 18:19:15]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.