KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 124 (03.11.2005)

Krapkowice Halloween

Bez upiorów

Wśród mieszkańców Krapkowic nie przyjął się zwyczaj Halloween. Miniony poniedziałek - ostatni dzień października - pokazał, że nie szalejemy na punkcie makabrycznych przebrań i podświetlanych dyń.


Mimo, że właściciele miejscowych klubów ciekawymi nagrodami zachęcali do tego, by wcielić się w kościotrupy, wampiry, czy duchy, nikt nie kwapił się do przebrania. Do 22.00, czyli do czasu, kiedy można było zaprezentować się, jako przybysz z zaświatów, po klubie kręcili się tylko zwykli 'Ziemianie'. Byłoby to zrozumiałe, gdyby nagrody były byle jakie, ale... na przykład w Onyxie główną nagrodą było 70 zł! Czy to naprawdę za mało, żeby włożyć na głowę prześcieradło i udawać - powiedzmy - ducha? A pewnie - gdyby ktoś chociaż wspomniane prześcieradło narzucił na chwilę, pewnie by wygrał, ponieważ - oprócz barmanek, które i tak chyba nieswojo się czuły, bo nie pozwoliły zrobić sobie zdjęcia - odmiennie nie wyglądał nikt...


Podobnie jak z przebraniami, rzecz się miała z wystrojem lokali. Raczej trzeba było przypatrzyć się dokładnie, by zobaczyć gdzieś na ścianach czy w rogach sufitu papierowe dyńki czy malutkie duszki... I tylko wejścia do Green Clubu pilnowało białe duszysko, a na półeczce nad drzwiami stała prawdziwa głowa z dyni. Duszysko raczej nie straszyło, z kolei odstraszać mogła cena biletu wstępu (10 zł). W Green Clubie siedziało tylko kilka osób, a tych, którzy do środka nie weszli, nie zachęcił nawet drink 'Krwawa Mary' podawany tego wieczoru gratis!

Halloweenowe dynie też się u nas nie przyjęły. Jedna - trzeba przyznać - okazała i troszkę strasząca stała przy drzwiach jednego z domów przy ul. Wyzwolenia.
- Wnuczka zawsze chce mieć dynie na Halloween, więc nie odmawiamy. Przywozi sobie taką dynię kilka dni wcześniej i później pomagamy jej wydrążyć środek i wstawić świeczkę. Jest trochę roboty, ale czego się nie zrobi, żeby zrobić dziecku radość - mówił współtwórca.
Inny 'wyraz twarzy' miały dynie z ulicy Konopnickiej, stojące w otoczeniu koszy pełnych małych dyniek. Te zdecydowanie nie straszyły, ale szeroko uśmiechały się do przechodniów.


W tym roku, 31 października nawet dzieciaki krzyczące: 'Cukierek albo psikus!' nie szalały tak, jak w poprzednim. Do moich drzwi zadzwoniła tylko jedna grupka, która... zanim zdążyłam otworzyć, uciekła (a może to był taki 'psikus' bez cukierka?). Na głównych ulicach miasta straszących grupek też nie było widać, choć były rejony, gdzie dzieciaki wykazały się większymi - przynajmniej - chęciami (więcej na str. 2 Kuriera).

Wnioski nasuwają się takie, że Halloween, choć bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych czy Zachodniej Europie, w Polsce raczej furory nie robi, a wręcz - z roku na rok - zwyczaj słabnie. Chyba że... Krapkowice są wyjątkiem?


HON




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_6724> [07.09.2008 07:13:36]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.