KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 129 (06.12.2005)

Zdzieszowice Ul. Chopina

Eksmisja za 900 zł

Urszula Bustrycka od 17 lat mieszka przy ul. Chopina w Zdzieszowicach. Wraz z mężem zajmuje niewielkie mieszkanie komunalne w jednym ze stojących przy tej ulicy starych szeregowców. Wkrótce jednak ma być eksmitowana, bo w 'komunalce' była zadłużona na... około 950 zł.
Mieszkanie przy ul. Chopina to zaledwie pokój z kuchnią i bardzo wąską łazienką, łącznie 32 m kw. Kłopoty państwa Bustryckich zaczęły się trzy lata temu.
- Mąż stracił pracę. Przez trzynaście lat pracował w prywatnej firmie malarskiej. Od tamtego czasu pracuje tylko dorywczo. Jest malarzem-piaskarzem i wprawdzie łapie jakieś fuchy, ale miesięcznie wyciągnie z tego jakieś 600-700 zł - mówi Urszula Bustrycka.
- Ja także nie mam pracy. Od ośmiu lat choruję na cukrzycę, ale nie w takim zaawansowanym stopniu, żeby dostać rentę zdrowotną. Pieniądze męża ledwo starczają nam na życie - dodaje.
Państwo Bustryccy miesięcznie do zdzieszowickiej 'komunalki' muszą wpłacić 105 zł czynszu. Wydawałoby się, że to niewiele, ale...
- Kiedyś, gdy mąż miał stałą pracę, mieliśmy nawet poloneza, ale potem trzeba było sprzedać samochód, żeby przeżyć. Leczę się na cukrzycę, co jakiś czas muszę iść do szpitala, a leki też kosztują. Dochodzi do tego opłata za światło. Trzeba kupić butlę z gazem, a zimą jeszcze węgiel na opał, bo mieszkanie ogrzewamy niewielkim piecem węglowym. Zimą to mi woda w łazience w umywalce zamarza, okna są nieszczelne, drzwi zdewastowane. Wszystko trzeba samemu zrobić, bo w komunalce się tym nie interesują - żali się Urszula Bustrycka.
Bustryccy 'oszczędzali' na czynszu. Z miesiąca na miesiąc zadłużenie wobec Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej rosło. Sprawa trafiła w końcu do sądu. Sąd uwzględniając trudną sytuację materialną rodziny, postanowił umorzyć część zaległości w wysokości 1268 zł. Bustryckim do spłacenia zostało 950 zł.
- W październiku w piśmie zobowiązałam się do spłaty w comiesięcznych ratach 250 zł z zadłużenia. Nikt mnie nie spytał nawet, czy jestem w stanie tyle wpłacać na raz. Jednak już wtedy straszono mnie eksmisją, więc podpisałabym nawet wyrok śmierci - mówi Bustrycka.
- Pierwszą ratę wpłaciłam w wysokości 156 zł, bo nie byłam w stanie więcej. Potem jeszcze wpłaciłam 124 zł, tyle ile mogłam, ale w komunalce pracownicy byli nieubłagani i wygląda, jakby na siłę chcieli mnie eksmitować. Tak jakby ktoś się uparł i upatrzył sobie nasze mieszkanie - zastanawia się lokatorka z Chopina.
- Przecież są więksi dłużnicy od nas, staram się wpłacać, ile mogę. Próbowałam odrobić to w zakładzie komunalnym w ramach prac interwencyjnych, ale odpisano mi, że pracy nie ma - dodaje, nie ukrywając łez.
W listopadzie br. do Urszuli Bustryckiej dotarło pismo powiadamiające o wszczęciu postępowania komorniczego. Dyrektor ZGKiM tłumaczy się przepisami.
- Spisaliśmy już dwa porozumienia. Na jednym porozumieniu ta pani sama dobrowolnie zobowiązała się wpłacać miesięcznie pewną sumę i nie wywiązała się z tej umowy. Zmuszeni byliśmy do wystąpienia na drogę postępowania egzekucyjnego o eksmisję z zajmowanego lokalu. Wskazaliśmy już tej pani lokal zastępczy - zaznacza Józef Burkat, dyrektor ZGKiM.
Urszula Bustrycka broni się przed przeprowadzką. Wskazany lokal mieści się przy ul. Nowej w Zdzieszowicach, na tzw. 'Zębcach', które nie cieszą się najlepszą opinią.
- Pani Burkat, która też pracuje w komunalce, pokazała mi mieszkanie zastępcze na ul. Nowej. Mieszkanie przez rok nie było użytkowane. Lokal jest zdewastowany, drzwi i okna są uszkodzone, podłoga zrujnowana. Tam mieszka sam 'element'. Nie jesteśmy jakąś patologiczną rodziną. Nigdy się nie przeprowadzę do takiej nory! - płacze Bustrycka.
Urszula Bustrycka robi wszystko, by nie stracić mieszkania komunalnego.
- Gdy dowiedziałam się o planowanej eksmisji, pożyczyłam od koleżanki 500 zł, które od razu wpłaciłam. Nic to jednak nie dało, bo dyrektor uparł się, żeby mnie eksmitować. Właściwie zostało mi do spłacenia 400 zł. Od kilku miesięcy dostaję dodatek mieszkaniowy w wysokości 128 zł, więc do końca stycznia powinnam wszystko uregulować. Dyrektor jednak nie chce cofnąć decyzji. Byłam już nawet u burmistrza Przewdzinga, ale od początku grudnia żyję w ciągłym strachu, że w każdej chwili może mi wejść komornik i mnie eksmitują - nie kryje łez Bustrycka.
Dyrektor Burkat jest nieugięty.
- Decyzja już została podjęta. Za przeprowadzenie eksmisji zapłaciliśmy komornikowi 2000 zł, które będzie musiała pokryć pani Bustrycka. To nie jest temat od wczoraj, ta pani od trzech lat wiedziała, że może zostać eksmitowana. To prawda, że wpłaciła ostatnio 500 zł, ale dopiero po tym, gdy wydana była decyzja o eksmisji. Namawialiśmy ją z pracownicą, żeby dobrowolnie przeszła na lokal socjalny, wtedy nie będziemy kierować sprawy do komornika. Nie wyraziła zgody, więc stąd to postępowanie - nie daje za wygraną dyrektor ZGKiM.
- Proszę się postawić w mojej sytuacji, trzymać się przepisów i bronić interesu zakładu - dodaje Burkat.
Na nasze sugestie o niedużej kwocie do spłaty (400 zł), przedstawiciel ZGKiM w końcu ustępuje.
- Rozumiem, że zostało 400 zł. Ale ta pani ma dobre intencje, jak już jest komornik w drodze. A gdzie była wcześniej? Gdzie była dwa miesiące temu, jak dostała upomnienie? Ale zgoda, kiedy zostanie wszystko uregulowane, będziemy wnioskować decyzję o cofnięciu decyzji - obiecuje Józef Burkat.
Jak już wyżej wspomnieliśmy sprawa państwa Bustryckich znana jest też burmistrzowi Dieterowi Przewdzingowi.
- Rzeczywiście, była u mnie osobiście ta pani. Już wcześniej kontaktowałem się z dyrektorem Burkatem, ale zadzwonię jeszcze raz i przypomnę mu, żeby rozpatrzył tę sprawę ponownie. Zawsze mówię tak, najpierw człowiek, potem prawo - zaznaczył Dieter Przewdzing.


Artur Jackowski




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_6989> [09.07.2008 07:22:55]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.