KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 164 (14.08.2006)

Gogolin Mieszkańcy bloku przy ul. Strzeleckiej

Dlaczego burmistrz nie odpowiada?

Mieszkańcy domu przy ul. Strzeleckiej 8-10 w Gogolinie czują się oszukiwani przez lokalny ZGKiM. 30 maja 2006 wystosowali do burmistrza ich miasta pismo z prośbą o wyjaśnienie pewnych kwestii związanych z poczynaniami ZGKiM. Do dziś nie otrzymali odpowiedzi...
Mieszkańcy Strzeleckiej 24 kwietnia spotkali się z Joachimem Wojtalą, ponieważ - ich zdaniem - ZGKiM w Gogolinie postępuje wobec swoich lokatorów niezgodnie z prawem. Chcieli, aby na spotkaniu był też Stanisław Burkat, dyrektor gogolińskiego ZGKiM, ale Joachim Wojtala stwierdził, że jeśli zjawi się dyrektor, na pewno zaowocuje to kłótnią, w związku z czym Stanisława Burkata nie było. Mieszkańcy opowiadali o kłopotach i niejasnościach dotyczących opłat mieszkaniowych. Joachim Wojtala powiedział: napiszcie pismo, a ja wam to wszystko wyjaśnię. Napisali. Na wyjaśnienie czekają już trzeci miesiąc. Inspirowani przez 'obrońcę pokrzywdzonych lokatorów'? Lokatorzy ze Strzeleckiej 8-10 nie pierwszy raz próbują wyjaśniać sprawy związane z płatnościami egzekwowanymi przez ZGKiM, w związku z czym nie są w biurach 'komunalki' mile widziani. Już nie raz słyszeli, że na ich widok niektórym 'niedobrze się robi', a już w 1996 dyrektor Burkat - jedno z pism do mieszkańców zakończył zdaniem: 'Na marginesie pragnę zauważyć, że nie jest to pierwsza sporna sprawa, którą podnoszą lokatorzy budynku, zapewne inspirowani przez osobę skonfliktowaną z władzami lokalnymi i przypisującą sobie prawa obrońcy `pokrzywdzonych lokatorów `'. - Znowu wychodzimy na tych, którym nic się nie podoba, ale jak ma się nam podobać, jeśli ciągle wszystko jest jakieś niejasne, a wyjaśnień nie możemy się doczekać?! - mówią mieszkańcy. - A z tym buntowaniem, to wcale tak nie jest, bo co my, w przeważającej większości - emeryci, będziemy tu wojować? Chcemy mieć tylko pewność, że wszystko jest w porządku - dodają, a pismo z 30 maja zakończyli stwierdzeniem, że mają już dość ciągłej wojny z ZGKiM i chcą tylko, aby wszystkie naliczenia były po prostu jasne i nie budziły żadnych zastrzeżeń co do zgodności z prawem. Kłopoty ciągną się od lat Mieszkańcy - podczas kwietniowego spotkania z burmistrzem - skarżyli się na wysoką podwyżkę czynszu, która ostatecznie wyniosła 12,9% (w pierwszej wersji zakładano podwyżkę wynoszącą ponad 30%) oraz podwyżkę współczynnika regulacji czynszu, który przy każdej zmianie opłaty za lokal również wzrasta o 10%, przez co każda podwyżka czynszu jest o 10% wyższa, niż przewiduje to uchwała rady gminy. Przypomnieli, jak w latach 1990-98 płacili za zużycie energii elektrycznej na korytarzu i w piwnicy 3,50 zł, podczas gdy w innych budynkach opłata ta wynosiła 1 zł. Mówili o tym, że w 1995 niespodziewanie wszyscy mieszkańcy mieli zapłacić 80 zł za wodę, mimo tego, że z góry ustalony był ryczałt na 3 m3 od osoby za miesiąc (kiedy mieszkańcy zainteresowali się sprawą, ZGKiM wycofał się z opłaty w wysokości 80 zł). W 1997, bez uzgodnienia z mieszkańcami, ZGKiM założył w bloku domofony i kazał za to zapłacić lokatorom:
- Przecież w umowie najmu jest punkt, że wszystkie remonty, itp., za które będziemy musieli płacić my, muszą być z nami uzgadniane! - denerwują się mieszkańcy.
Sprawa 'domofonowa' trwała niemal rok, lokatorów ZGKiM straszył sądem, aż w końcu w 1998 roku... odstąpił od roszczeń do zapłaty.
Niedopłaty zamieniły się w nadpłaty Za ogrzewanie ZGKiM w Gogolinie pobiera opłaty w formie zaliczek.
- Za sezon grzewczy 2003-2004 wszyscy mieliśmy niedopłaty. Nie wiedzieliśmy, czemu płacimy tak dużo, nie dostaliśmy żadnych porządnych i jasnych wyszczególnień - mówią mieszkańcy, którzy w końcu wymusili na 'komunalce' szczegółowe koszty opłat za ogrzewanie.
Okazało się, że w opłatach za okres grzewczy zawarte zostały np. koszty ocieplenia dachu, remontu kotłowni, czy wizyty kominiarza... Mieszkańcy Strzeleckiej zadzwonili więc do Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast w Warszawie, gdzie powiedziano im, że w opłacie za ogrzewanie może znaleźć się jedynie opłata za gaz! O to, jak należy naliczać koszty ogrzewania zapytaliśmy Teresę Gonerę, prezesa krapkowickiego TBS 'ZGM':
- W koszty ogrzewania można wliczyć np. remonty urządzeń, dzięki którym jest możliwe ogrzewanie. Niestety, czasy są takie, że zarządcom mieszkań nikt pieniędzy nie dokłada, a koszty jakoś muszą się zwrócić. Małe kotłownie, z niewielką liczbą odbiorców są drogie: trzeba zatrudnić palacza, zapewnić opał, wykonać remonty... Tylko trzeba tu zaznaczyć, że wszelkie kalkulacje powinny być zrobione poprawnie i dodatkowe koszty - przedstawione mieszkańcom. Zarządcom nikt nie dokłada funduszy, muszą sami zadbać o to, żeby wyjść na plus, więc jeśli niezbędny jest jakiś remont, to wlicza się to w koszty ciepła - tłumaczy pani prezes.
Jeśli więc ZGKiM w Gogolinie postępuje zgodnie z prawem, to dlaczego po tym, jak mieszkańcy zagrozili, że skierują sprawę opłat za ogrzewanie do Nawyższej Izby Kontroli, w gogolińskiej 'komunalce' dokonano korekty i okazało się, że wszyscy lokatorzy za ogrzewanie nie tylko nie muszą dopłacać, ale i mają nadpłaty?! 'Głupie baby będą płacić'? Na podstawie powyższych przykładów, trudno się więc dziwić, że mieszkańcy Strzeleckiej poprosili w końcu o jasne wytłumaczenie tych różnych, nieco tajemniczych i na pewno zagmatwanych kwestii samego burmistrza.
- Chyba dyrektor Burkat powinien być odpowiedzialny za decyzje, które podejmuje, prawda? Jeśli nalicza tyle, powinien wiedzieć, dlaczego to zrobił i nam wytłumaczyć, a nie machać ręką i w końcu opłat nie pobierać, bo to już jest podejrzane! - denerwuje się mieszkanka Strzeleckiej.
- Czy pan Burkat prawa nie zna, czy chce nas, emerytów i rencistów oszukiwać? - pyta starsza pani.
- Mówiliśmy burmistrzowi podczas spotkania, że może warto pomyśleć o nowym dyrektorze, skoro z ten podejmuje takie niejasne decyzje, ale pan Wojtala powiedział nam, że dyrektora ZGKiM nie można zmienić, bo jest mianowany. I tyle - dziwią się mieszkańcy.
- Ja nie wiem, może oni myślą, że nas oszukają? Że nikt się nie odezwie i nie zapyta skąd takie a nie inne opłaty i podwyżki? Może myślą, że głupie baby będą płacić? A będą, tylko chcemy wiedzieć, za co! Tymczasem nie wiemy nic, bo burmistrz nie kwapi się, żeby nam odpowiedzieć.
Burmistrz zlekceważył mieszkańców Jan Nadbrzeżny, Powiatowy Rzecznik Praw Konsumentów, krytycznie wypowiada się o braku odpowiedzi ze strony burmistrza, który zupełnie zlekceważył mieszkańców swojego miasta.
- Kodeks Postępowania Administracyjnego wyraźnie mówi, że strona kierująca pismo do urzędu (tu: mieszkańcy), powinna otrzymać odpowiedź niezwłocznie, a najdalej - do 30 dni. Jeśli to niemożliwe, urząd może ten termin przedłużyć, ale musi zainteresowaną stronę o tym poinformować. Jeśli tego nie zrobi, to już jest katastrofa, bo kto jak kto, ale organy administracji publicznej i samorządy muszą bezwzględnie przestrzegać KPA i nie wolno im lekceważyć tych osób, które mają jakiś problem i przedstawiają go na piśmie.
Burmistrz Gogolina, kiedy dostał pismo, powinien ustosunkować się do tematu, bez względu na to, czy ludzie mają rację czy nie. Problem powinien być zbadany i burmistrz powinien mieszkańcom na to pismo odpowiedzieć. Tym bardziej, że sprawa ma charakter problemu zbiorowego, przez co jej waga oczywiście jest większa - dotyczy grupy ludzi. Brak odpowiedzi, to lekceważenie interesu publicznego, a to bardzo źle świadczy o instytucji. Poza tym, wracając jeszcze do kwestii podwyżki czynszu, od której sprawa się zaczęła, wiadomość o podwyżce powinna być podana do publicznej wiadomości z podaniem powodu i wyszczególnieniem składowych czynszu, które wzrastają. Jeśli tego się ludziom nie podaje, tylko każe się zapłacić i koniec, to trudno się dziwić, że później są problemy.
Honorata Podżorska




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_8494> [04.12.2008 22:44:08]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.