KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 165 (22.08.2006)

Felieton

W matni absurdów

O absurdalnych pomysłach rządzących można mówić bez końca, to temat niewyczerpalny, gdyż odnawialny. To studnia bez dna, to wielka biegunka pomysłów. Ale są też zakorzenione w nas absurdy, które tak długo funkcjonują, że aż stały się prawdą.
Zacznijmy od początku. Narodziny. Pierwszy kontakt malutkiego dzieciątka ze światem, to od razu starcie z... przemocą. Na dzień dobry malec dostaje klapsa od lekarza. Jeśli ma szczęście, nie zostanie zostawiony w szpitalu. Z resztą, odkąd jest becikowe, liczba zostawionych dzieci w szpitalu drastycznie spadła. Ale nie dlatego, że rodzice z przypadku zmienili decyzję. Oni właśnie zatrzymają dziecko do czasu, aż otrzymają te 1000 zł, wtedy oddadzą potomka, wyrzucą na śmietnik lub poćwiartują. Drastyczne, ale tak bywa. Idźmy dalej. Młodość. Cóż, tutaj została zmieniono kolejność. Onegdaj było, że najpierw się zakochiwało, brało ślub, a potem przychodził potomek. Współcześnie jest inaczej: najpierw jest potomek, potem ślub, często bez miłości. Taka moda.
A wesele? Największym absurdem prawie każdego wesela jest... piosenka 2+1 'Windą do nieba'. Dlaczego? Ktoś usłyszał, że pani śpiewa o złotym krążku (nota bene wciskanym na rękę) i sukni z welonem, więc uznał, że to idealny kawałek na pierwszy taniec. Gdyby jednak ukochana kobieta, z którą chcę spędzić resztę życia, w dniu naszego ślubu puściła mi piosenkę, w której śpiewa o mnie do obcego faceta: 'Mój piękny panie, ja go nie kocham, taka jest prawda, pan główną rolę gra w każdym śnie', to - mówiąc eufemistycznie - zdenerwowałbym się. Ale kto wsłuchuje się w słowa piosenek na weselach (bara, bara, bara, riki tiki tak)? Młodzi się zarzekają, że nie słuchają disco polo czy ludowych przyśpiewek, ale jak przyjdzie co do czego to głośno śpiewają 'Jesteś szalona' czy 'pijmy aż do rana i śpiewajmy dana, dana'.Potem, pięć miesięcy po weselu przychodzi na świat potomek (wcześniak) i trzeba iść do pracy, aby utrzymać rodzinę. Jeśli osobnik jest po szkole zawodowej - jest mu łatwiej, gdyż ma praktykę. Natomiast absolwent wyższej uczelni staje bezradny wobec... wymaganego doświadczenia zawodowego. A przepraszam bardzo, gdzie on ma to doświadczenie zdobyć, skoro nigdzie nie chcą go przyjąć? Na szczęście są jeszcze w Krapkowicach miejsca pracy, w których stawia się na młodość i kreatywność. A po przepracowanych latach przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. O wysokości emerytur nie piszę, bo absurd ten od wielu lat jest poruszany i od wielu lat nie dzieje się nic. Na emeryturze ma się wiele czasu dla siebie, jakby mniej problemów. Ale niejedna babcia przysporzyła stanu zawałowego niejednemu kierowcy. Znane są wszem i wobec praktyki takowych, które jadąc niepewnie ulicą nagle - z sobie tylko znanych powodów - zeskakują na jezdnię. I to bynajmniej nie od strony chodnika! Dlaczego tak czynią, one tylko raczą wiedzieć. Nam nie pozostaje nic innego jak czekać aż do emerytury, aby samemu się przekonać. Jak widać, życie nasze toczy się od jednego absurdu do drugiego. Może więc rację miała grupa Monty Pythona, uznawana za mistrzów absurdu, która do tego wszystkiego podchodziła z dystansem, śpiewając: 'Always look on the bright side of life'?
Grzegorz Podsiadło




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_8512> [04.12.2008 22:53:48]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.