 > >
Krapkowice
Pracownica przedszkola nr 1 odebrała informację o podłożonym ładunku wybuchowymBomba w przedszkoluKolejny dzień w przedszkolu, pełen zabawy i beztroski. Na dworze słoneczna pogoda, więc przed obiadkiem można się jeszcze pobawić na placu zabaw. Nagle wołają na obiad. Dzieci od niechcenia wracają do budynku. A po obiedzie leżakowanie. Słychać w sali jęki i głosy sprzeciwu. Po chwili jednak dzieci już leżą, robi się cicho i spokojnie. Wtem dzwoni telefon, odbiera kucharka i słyszy męski głos: 'Chcę okupu, albo wysadzę przedszkole'.
Kobieta nie była pewna czy dobrze usłyszała. Jednak po chwili mężczyzna powtórzył: 'Chcę okupu, w przedszkolu jest bomba!'.Takiego komunikatu nie można było zlekceważyć. Kiedy tylko kucharka odłożyła słuchawkę, telefon zadzwonił ponownie. 'Chcę okupu!' - znów dało się słyszeć. Anonimowy głos powtarzał wciąż to samo. - Miałam wrażenie, jakby ten mężczyzna był jakiś niedorozwinięty. Wciąż mówił tylko o okupie, ale nie podał żadnych wskazówek, wysokości okupu, miejsca przekazania pieniędzy, ani innych żądań - mówi dyrektorka przedszkola nr 1 na ul. Moniuszki, Urszula Strzała.Zmobilizowano dwa wozy policyjne, straż pożarną oraz karetkę pogotowia. Dzieci zostały wyprowadzone i przeszły do znajdującego się na tej samej ulicy żłobka. Nie mogło tu być mowy o głupim dowcipie wagarujących uczniów, ponieważ głos w słuchawce zdradzał, iż był to starszy mężczyzna. Jednak wszystko wskazywało na to, że i on chciał zrobić mało zabawnego psikusa. Dlaczego? - Ten mężczyzna mówił, że wysadzi piętro przedszkola, a przecież my mamy tylko parter - mówi dyrektorka placówki.Zatem najprawdopodobniej dowcipniś był spoza miasta albo z bliskich okolic i nigdy nie widział budynku przedszkola. To znacznie utrudnia pracę policji. Mężczyzna ten mógłby nawet dzwonić znad morza, wybierając na chybił trafił z książki telefonicznej pierwsze lepsze przedszkole. Sprawę może zagmatwać fakt, że kawalarz mógł dzwonić z budki telefonicznej, a wtedy zlokalizowanie go będzie praktycznie niemożliwe. Najprawdopodobniej dzwonił on z tego samego numeru, o czym może świadczyć bardzo krótki odstęp między telefonami, a działanie z premedytacją potwierdza wykonanie więcej, niż jednego telefonu. Do przeszukania budynku sprowadzono z Opola specjalnie do tego wyszkolonego psa. Kiedy treser razem ze zwierzęciem wszedł do przedszkola, wszyscy zamarli w oczekiwaniu na rezultat.W tym momencie zaczęli się zjeżdżać rodzice, by odebrać swoje pociechy. Kiedy ujrzeli przed budynkiem wozy policyjne, karetkę i straż zaczęli nerwowo pytać co się stało. Na wieść, że w przedszkolu może być podłożony ładunek wybuchowy, a dzieci są w bezpiecznym miejscu, niektórzy zareagowali bardzo emocjonalnie, czemu nie można się dziwić. - Dziad jeden, powinien za to nieźle oberwać! - denerwuje się ojciec jednego z przedszkolaków. -Rany boskie, nawet dzieciom nie dadzą już spokoju - nie dowierza przerażony dziadek, który właśnie przyjechał po wnuczkę. Jak wiemy, współcześnie nawet nasze dzieci są zagrożone atakiem. Wszyscy pamiętamy chociażby tragedię w Biesłanie czy czerwcowy alarm bombowy w Tesco w naszym mieście.Na szczęście alarm w Krapkowicach okazał się wyjątkowo głupim dowcipem, który mógł kosztować życie nie tylko dzieci, ale także innych ludzi. Kawalarze mogą nie zdawać sobie sprawy z konsekwencji swoich wygłupów. W czasie akcji poszukiwania bomby pogotowie, straż czy policja mogą być naprawdę potrzebne gdzieś indziej. Być może w tym momencie ktoś potrzebował pomocy lekarskiej i czekał na karetkę, która zajęta była potencjalnym zagrożeniem w przedszkolu. Okazuje się, że dowcipnisie nie oszczędzają nikogo. Karetka pogotowia wzywana jest do fałszywych zgłoszeń dotyczących zasłabnięcia lub nawet próby samobójstwa, policja do rozbojów, które wcale nie miały miejsca, a straż pożarna do nieistniejących pożarów czy do... grilla, który przeszkadza sąsiadom.Jaka zatem kara grozi za tego rodzaju psikusy? - Odpowiedzialność za wywołanie fałszywego alarmu bywa różna i zależy od skutków jakie powoduje. Jeśli np. głupi żart o podłożeniu bomby w szpitalu, spowoduje ewakuację pacjentów, w wyniku której ktoś umrze, wówczas sprawca może odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci. Grozi za to nawet kara dożywocia. Dodatkowo autor głupiego wybryku będzie obciążony kosztami ewakuacji. W przypadku gdy na skutek fałszywego zgłoszenia straty materialne poniosą właściciele firm, sklepów czy osoby prywatne, sprawca może odpowiadać na drodze cywilno-prawnej - informuje Aneta Świszcz z 'Dziennika Wschodniego'.
 | W przypadku krapkowickiego alarmu bombowego sprawa wygląda nieco inaczej. - W tym przypadku mamy do czynienia nie z przestępstwem, a z wykroczeniem, za co grozi kara grzywny w wysokości 1 500 zł, albo kara ograniczenia wolności. Moglibyśmy mówić o przestępstwie w chwili, kiedy o ładunku powiadomione zostałyby organy ścigania - mówi Eugeniusz Adamkiewicz, oficer prasowy KPP w Krapkowicach.Pozostaje zatem wierzyć, że sprawca tego wątpliwego dowcipu zostanie złapany i odpowie za całą aferę. Niestety, kara 1 500 zł za straty materialne, koszty akcji, a przede wszystkim za straty moralne dzieci, wydaje się być o wiele za niska. Grzegorz Podsiadło | krapkowice
Wydruk strony:
<http://krapkowice.net/kurier,art,id_8760> [04.12.2008 20:20:12]
Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.
|