KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 173 (17.10.2006)

Dla Kuriera Krzysztof Myszkowski - lider grupy

Mroki z głębi płynące

Z Krzysztofem Myszkowskim, wokalistą zespołu 'Stare Dobre Małżeństwo', spotkałem się po ich 2,5 godzinnym koncercie w Zdzieszowicach. Ani się obejrzeliśmy, a już minęły 2,5 godziny Waszego koncertu. Dobrze, że publiczność wytrzymała. Nie istniejecie w mediach, nie jesteście grupą komercyjną, a jednak zawsze zapełniacie sale do ostatniego miejsca. Zapytam słowami Waszej piosenki: Jak wy to robicie, że trwacie i trwacie?Cały czas coś się dzieje, coś dłubię. To jakaś pogłębiona pasja, która daje takie rezultaty. Myślę, że jak się coś robi i głęboko w to wierzy, to można zarazić innych swoją pasją. Co sprawia, że z taką lekkością, jak mi się wydaje, z łatwością przychodzi Wam umuzycznianie poezji? Bardzo często są to teksty obce, bez wyraźnego rytmu i trudne do wpisania w ramy dźwięku.Nie do końca są to teksty obce. Ja muszę się absolutnie identyfikować z tym, co śpiewam. Nie ma takich sytuacji, że coś jest letnie, ja muszę w to wejść. Teraz wszedłem w Rybowicza [Jan Rybowicz, poeta, przyp. red.], tomiki, proza, dotarłem też do prywatnych listów artysty do rodziny. Rybowicz jest na tym etapie mojego życia idealny do komentowania moich rozterek czy radości. To zawsze było kluczem do sprawy. Jak miałem lat 20 to był Stachura, poeta buntu, taki troche psychoterapetyczny, ale też poeta zachwycony światem i przyrodą. Natomiast Rybowicz to są mroki z głębi płynące. Mnie po 40tce łatwiej jest pewne rzeczy nazwać sobie po imieniu przy pomocy jego słów. Czy w piosenkach, które już są standardami, które gracie po raz setny, możecie jeszcze odnaleźć coś nowego?Hiciory są tylko dla ludzi. Zespoły takie, jak nasz grają swoje klasyki, ponieważ publiczność się tego domaga. Gdybym grał do martwej sali, to byłoby trudno się wyzwolić, natomiast oni śpiewają z nami, więc jest wSPANiale. Czy można zdefiniować metaforą kogo są bieszczadzkie anioły?Kiedy 10 lat temu pracowałem nad tą płytą, mówiąc o bieszczadzkich aniołach miałem na myśli tych wszystkich outsiderów, ludzi, którzy w Bieszczady uciekają przed światem, przed zgiełkiem, przed chaosem, tak zwani ci nieprzystosowani. Marek Gałązka ładny termin ukuł: 'zajaskrawieni', czyli tacy ludzie na opak. To było takie pochylenie się nad ich losem. Teraz znaczenie się poszerzyło, jest organizowany bieszczadzki festiwal, więc tym terminem można określać każdego, tego, kto wziął udział w tej imprezie czy po prostu każdego wrażliwego, przyzwoitego człowieka, których nie brakuje, jak sie okazuje. (razem)Na szczęście (śmiech) Czy jest takie pytanie zadawane w wywiadach, które Pana irytuje?(śmiech) Chciałbym uniknąć odpowiedzi na pytanie: 'Skąd taka nazwa i jak długo istniejecie?'. Nie zamierzałem o to pytać. Jestem wdzięczny. Jak przychodzi ktoś i pyta skąd taka nazwa, to znaczy, że jest nieprzygotowany. Natomiast każde inne pytanie może być twórcze. Jakie macie plany na przyszłość?Nagraliśmy płytę z Rybowiczem. Ukaże się w połowie listopada, ponieważ jeszcze mamy małe problemy z okładką. Zawsze macie ciekawe okładki.Tak, ponieważ ja dbam o to. Teraz wpadłem na dosyć karkołomny pomysł, więc zobaczymy jak to wyjdzie. Zastanawiam się co może pasować do słów Rybowicza.No właśnie. Okładka bedzie szokująca. Muzyka też. W połączeniu z takimi tekstami to na pewno. Tak. Nic więcej nie powiem, żeby nie zapeszać. Czego można życzyć grupie przyjaciół, którzy osiągnęli tak wiele? Niech trwa. Niech trwa, bo jest pięknie. Trzeba się cieszyć tym, co się ma. Zatem - niech trwa. Dziękuję panu bardzo za rozmowę. Wszystkiego dobrego.

rozmawiał Grzegorz Podsiadło




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_8867> [04.12.2008 23:27:48]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.