 > >
Krapkowice
Druga strona medaluKraina mlekiem i miodem płynącaJeden z kandydatów na burmistrza prezentuje w swoim kolorowym folderze wSPANiałe osiągnięcia, piękne chodniki, nowe domy, udane inwestycje. Przeglądając kolejne fotografie chciałoby się rzec, że Krapkowice to kraina mlekiem i miodem płynąca. Czy rzeczywiście jest tak słodko jak nam słodzą?
 | Skoro o mleku i miodzie mowa, rozpocznijmy naszą wycieczkę od krapkowickiej Mleczarni. Któż z nas nie pamięta tych pysznych serków homogenizowanych czy maślanki. Dziś zakład straszy pustką, choć mógłby nadal produkować mleko i jego przetwory. Mógłby, ale inwestor któremu sprzedano zakład, ogołocił obiekt z urządzeń. Efekt tych krótkowzrocznych działań każdy widzi i to praktycznie w środku miasta. Mleko pijemy z Włoszczowej, a krowy się dziwią, jak można było do tego dopuścić. Każde miasto zabiega o inwestorów, niektórych wita się wręcz chlebem i solą. Inwestor z zachodu pewnie przeoczy Krapkowice, bo na zjeździe z autostrady A4 w Dąbrówce nie ma nawet tablicy z nazwą naszego miasta. Warto przypomnieć, że Krapkowice od kilku lat należą do Stowarzyszenia A4, za co płacą grube tysiące składki. Jak widać, ustawienie metalowej tablicy to zadanie zbyt ambitne. Jeśli już jakimś cudem inwestor dojedzie do naszego miasta, zapewne będzie chciał zobaczyć owiane sławą tereny inwestycyjne. Najprawdopodobniej zechce przejechać się ulicą Limanowskiego. Pytanie tylko, czy przejedzie, czy może utknie w jednej z tysiąca głębokich dziur. Ulica ta powinna nosić nazwę Tysiąca i jednej dziury albo raczej Księżycowa.Ulicą Księżycową (faktycznie Limanowskiego) nasz inwestor dotrze do arterii kolejowej Prudnik-Krapkowice-Gogolin, za którą rozpościera się prawdziwie księżycowy krajobraz. Oto OPREM, niegdyś sprawnie funkcjonujący zakład budowlany, dziś jakby część zlokalizowanego nieopodal dzikiego śmietniska. Jeden z „doświadczonych” kandydatów na radnego chwali się, jak to umiejętnie i od lat zwalcza bezrobocie i pozyskuje inwestorów. Dla wielu jednak mieszkańców OPREM stał się pomnikiem nieudolności i sztandarowym przykładem tego, jak się gospodarowało dotąd i jak nie powinno się tego robić w przyszłości.
 | Niektórych problemów zmotoryzowani nie dostrzegają, są one widoczne są dopiero z perspektywy pieszego. Albo raczej odczuwalne: skręcona kostka, złamana ręka, ochlapane spodnie. Jednym z ciekawszych terenów, obfitujących w atrakcje dla przechodniów jest na przykład ul. Prudnicka i rejon os. Powstańców Śląskich, zjazd do marketu Plus. Rejon utrudnionego przejazdu dla matki z dzieckiem na wózku, a już zupełnie nieprzejezdny dla poruszającego się na wózku inwalidy. Ten ostatni, by dostać się na Rynek, musi poruszać się ruchliwą ul. Prudnicką. Co osiedle, to inna atrakcja. Weźmy takie Sady. Gdyby osiedle było połączone z rejonem Tesco i XXX-Lecia chodnikiem, nie byłoby kłopotu. No, chyba, żeby ktoś złamał sobie na chodniku nogę. Wtedy właściciel musiałby płacić odszkodowanie. Ten problem rozwiązano dość oryginalnie. W zasadzie… problemu nie ma, bo nie ma chodnika. Ten fragmencik który wybudowano od strony Tesco, prowadzi do zamkniętego przejścia podziemnego pod Al. Jana Pawła II. Od strony Tesco wygląda toto jak kawałek skażonego Czarnobyla, od Sadów – jak przejście dla zwierzyny pod autostradą. Ludzie chcący dostać się z Sadów do kościoła czy na XXX-Lecia, mają wybór: kilkadziesiąt metrów błotnistą ścieżynką w otoczeniu chwastów lub kilkaset metrów asfaltem.
 | Szkoda, że wybory są tak rzadko. Skoro w 2006 wybór padł na chodniki do Steblowa, na Moniuszki i Podgórnej, może w 2010 poszczęści się Sadom?„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” – to motto wygrawerowane złotymi zgłoskami na bramie krapkowickiego cmentarza mogłoby dać do myślenia i właścicielom przycmentarnego parkingu. Ci, którzy mieli przyjemność tam parkować, rzeczywiście, dość szybko stamtąd odchodzą. Czy się to komuś podoba czy nie, ten błotnisty parking jest wizytówką miasta. Szczególnie pierwszego listopada, kiedy to na groby przyjeżdża setki osób, w tym zza granicy.Dziewięć lat po powodzi niewiele się zmieniło w rejonie mostu kolejowego. No, może poza tym, że stoi i można po nim przejechać rowerem. Most rowerowy. W praktyce, ten kto próbował, wie jak się sprawy mają. Przeprawa nieoświetlona w nocy, a schody nie ułatwiają rowerzystom podjazdu od strony Otmętu. Wydawałoby się, że stworzenie dróżki rowerowej to prosta sprawa. Widać, nawet tu pojawiają się schody nie do przebycia.
 | Na koniec wizytówka naszego miasta, nadodrzański bulwar. Twórcom zapewne przyświecała wizja nadmorskiego bulwaru, zapach morza, mewy, muzyka, turyści. W rzeczywistości jest mniej romantycznie. Zapach jaki jest, każdy czuje, zamiast mew – puszki po piwie, turystów udają lokalni smakosze taniego wina. Z pewnością doceniają tą kosztowną inwestycję: w końcu coś im się z życia też należy.Nie można zanegować obecnym władzom dobrych chęci, skutecznych działań. Nie można jednak przymykać oczu na to, co nie przynosi chluby naszemu miastu. Są miejsca, w których od lat niczego nie zmieniono, są inwestycje, których od lat nie potrafiono zakończyć. I o tym też należy pamiętać. RSW | krapkowice
Wydruk strony:
<http://krapkowice.net/kurier,art,id_8973> [24.07.2008 03:29:16]
Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.
|