KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 178 (21.11.2006)

Felieton

Pośmiertny wpływ Jana Pawła II

Jak bardzo film może wpłynąć na odbiorcę? Jaka może być recepcja obrazu? To temat od początków kina poruszany przez filmoznawców, którzy wciąż nie mogą udzielić jednoznacznych odpowiedzi. Bo wszyscy możemy być zgodni co do tego, że komedia nie ma większego wpływu na widza, ale przy horrorze lub filmie sensacyjnym już nie bedziemy tego tacy pewni. Audytorium dzieli się na dwie antagonistyczne kategorie: do pierwszej z nich należą miłośnicy gatunku (np. horroru), fani, którzy oglądają każdy z tego rodzaju filmów i dostrzegają konwencję filmową, do drugiej z kolei przeciwnicy danego gatunku, widzący w nim przyczynę wszelkich negatywnych zachowań. Uważają często ludzi z pierwszej kategorii za chorych i niemoralnych, skoro fascynują się tego typu przekazami. To kwestia samoświadomości. Idąc do kina na horror sami świadomie wybieramy oglądanie krwawych scen, podczas, gdy w programach informacyjnych atakują nas one same. Ów strach przeżywany w kinie nie jest de facto rzeczywisty i właśnie stąd wynika źródło przyjemnych doznań w obcowaniu z ekranową grozą. A jaki może mieć wpływ na widza film, który porusza odbiorców (szczególnie Polaków) już samą tematyką? Mam na myśli obraz pt. 'Karol-papież, który pozostał człowiekiem' (aktualnie możemy go oglądać w naszym kinie). To film, którego - podobnie jak 'Pasję' Mela Gibsona - nie wypada krytykować tylko ze względu na to, jaki temat porusza. Bo skoro się krytykuje film mówiący o Jezusie czy papieżu, z całą pewnością można zostać posądzonym o antyklerykalizm lub ateizm. Jakoś dziwnie jest stawiany znak równości między filmem opowiadającym o Jezusie, a samym Zbawicielu. I choć 'Pasja' była dla mnie utrzymanym w poetyce kina gore żenującym obrazem skupiania się na cielesności Chrystusa, a nie Jego duchowości, to 'Karol...' wywołuje inne reakcje.Można się przyczepić do wielu rzeczy w tym filmie. Można powiedzieć, że Ennio Moricone nie przyłożył się do swojej pracy, a do poziomu soundtracku z 'Misji' bardzo mu daleko. Można powiedzieć, że lipne, telewizyjne efekty specjalne rażą sztucznością wykonania. Ale nie to jest w tym filmie najważniejsze! Tutaj postać Jana Pawła II (doskonale zagrana przez Piotra Adamczyka) broni się sama. Film świetnie ukazuje człowieczeństwo namiestnika Jezusa na ziemi, jego radości i zmagania się z chorbami. Pokazuje jak wielkim optymistą i jakim dobrym człowiekiem był papież. Robi to poprzez zestawienie obrazu papieża-człowieka z tragediami ogólnoświatowymi (wojna w Iraku, w Bagdadzie, głód w Aryce, represje w Meksyku). Ale i tak największy wpływ na widzów (przynajmniej tych w krapkowickim kinie) miała ostatnia godzina filmu, kiedy to ukazana jest historia (doskonale nam znana) zmagania się Głowy Kościoła z parkinsonem i chorobą tchawicy. Rewelacyjna gra - powtarzam - Adamczyka sprawiła, że od tego momentu co trochę słychać było 'pociąganie nosem', przez które chusteczki 'szły w ruch'. Przecież wszyscy jeszcze mamy w sercach obraz i nauki naszego Wielkiego Rodaka, który - co pokazuje film - narobił wiele zamieszania w Kościele katolickim. Niezwykły wpływ postaci Ojca Świętego był w kinie nad wyraz odczuwalny. Pomyślałbym, że to moje subiektywne wrażenie, gdyby nie ten zbiorowy 'katar', który udzielił się znacznej części widowni. To pokazuje, że film, nawet taki, który jest marnie zrobiony, poprzez samą tematykę, którą porusza, jest w stanie wpłynąć na widza. Wyszliśmy z kina z tkliwym obrazem Jana Pawła II, który pojawia się - ten prawdziwy - w ostatniej minucie filmu.
Grzegorz Podsiadło




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_9060> [30.08.2008 17:03:43]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.