KRAPKOWICE.net > Kurier > Nr 179 (28.11.2006)

Gogolin Cmentarz żydowski

Pamięć zaklęta w kamiennych nagrobkach (cz. 2)

Cmenatrz żydowski przy ul. Wyzwolenia w Gogolinie to szczególne miejsce. Podczas II wojny światowej znaleźli tam miejsce wiecznego spoczynku Żydzi pracujący przy budowie autostrady. Dla celów wojennych podjęto budowę autostrady na trasie Berlin-Wrocław-Gliwice. Wzdłuż trasy przyszłej autostrady zaczęły powstawać baraki dla robotników. Na terenie aktualnego powiatu krapkowickiego były zorganizowane niedaleko siebie cztery takie obozy: w Dąbrówce Górnej, w Otmęcie, w Gogolinie i w Dąbrówce koło Zakrzowa. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej postawiono za wioską Gogolin drewniane baraki niedaleko tzw. nowej szkoły (dzisiejszy budynek gimnazjum i liceum). Tam zorganizowano obóz żydowski, zwany obozem autostradowym. Obóz składał się z kilku baraków otoczonych wysokim płotem z drutu kolczastego. Żydzi przywiezieni do tego obozu ciężko pracowali. Wybierali piasek, ładowali go na taczki, transportowali na miejsce budowy, sypali nasypy i utwardzali je. Gdy odległość od wyrobiska piasku była zbyt wielka od miejsca pracy, wówczas kładziono na danym odcinku przewoźne szyny. Żydzi ładowali piach na wózki kolebkowe, zwane „ lorki”, albo „lory” i załadowane do pełna, pchali po tych szynach na nasypy. W Gogolinie obóz dla Żydów funkcjonował prawdopodobnie od 1940 roku do 1943 lub 1944 roku. Tych Żydów, którzy w czasie budowy autostrady zmarli z wycieńczenia, głodu, chorób i na skutek znęcania się nad nimi, przynoszono na pobliski cmentarz żydowski. Niestety, nie wiadomo ile osób narodowości żydowskiej pochowano w Gogolinie, gdyż w obozie nie prowadzono żadnej statystyki zgonów, mimo interwencji ówczesnego burmistrza. Bezpośredni świadkowie twierdzą, iż było ich bardzo wielu. Zostali oni pochowani bezimiennie w masowej mogile. Na cmentarzu żydowskim w Gogolinie pochowano prawdopodobnie również część Żydów, którzy zmarli w obozie w Otmęcie. Świadectwo o tym dał Żyd, który do około 2000 roku rokrocznie przyjeżdżał z Katowic w maju do Gogolina na cmentarz żydowski, modlił się i palił znicze. Z jego bezpośredniej relacji wiadomo, że została tutaj pochowana jego matka, która zmarła w obozie w Otmęcie. Kim byli ludzie, których nazwiska wykute w kamieniu przetrwały do dziś? Na cmentarzu w cieniu kasztanowców od wielu już lat spoczywają gogolińscy Żydzi. To oni bardzo długo zgodnie sąsiadowali z pozostałymi mieszkańcami, wspólnie pracowali, spotykali się w karczmach i na targowisku, które odbywało się w każdy czwartek na placu dworcowym. Wprawdzie byli innego wyznania, ale długo nikomu to w niczym nie przeszkadzało i nie decydowało o niczyim losie. Na jednej ulicy zgodnie obok siebie żyli katolicy, ewangelicy i Żydzi. Żydzi chodzili do swojej bóżnicy (według relacji mieszkańców Gogolina budynek ten stoi do dziś w pobliżu dworca autobusowego), katolicy do kościoła katolickiego, a ewangelicy do ewangelickiego. Dzieci żydowskie chodziły z katolickimi do przedszkola, później do szkoły ewangelickiej. Od 1. XII. 1916 roku szkołę ewangelicką, do której wówczas chodziło 7 ewangelików i 8 Żydów, połączono na pewien czas ze szkołą katolicką. Dzieci razem się uczyły i bawiły. Większość obywateli żydowskich pochowanych na cmentarzu w Gogolinie to sklepikarze, kupcy, karczmarze, przedsiębiorcy, browarnicy, właściciele małych zakładów wapienniczych i pieców wapienniczych. Kilku spośród nich pełniło wysokie stanowiska urzędnicze w gminie i cieszyło się wielkim uznaniem w społeczeństwie. Spróbujmy bliżej im się przyjrzeć i przywołać pamięć niektórych spośród tych, których wykute w kamieniu nazwiska przetrwały do dziś. Bernahrd Oschinsky- z jego ogłoszenia z 1874 roku dowiadujemy się, iż prawdopodobnie był współwłaścicielem siedleckich kamieniołomów bazaltu. Oferował pracę skalnikom w kamieniołomach, zatrudniał też furmanów do transportu urobku na budowę szosy na trasie Krapkowice- Głogówek.Isidor Fränkel- otworzył w Gogolinie w 1878 roku magazyn piw z browaru Zamkowego- rodzinnej firmy słynnych Friedlaenderów z Opola. Za przystępną cenę rozwoził miejscowym karczmarzom piwo zarówno w skrzynkach po 50 butelek jak i w beczkach.
Simon Cassirer- właściciel jednego z zakładów wapienniczych w Gogolinie.
Leopold Cassirer- naczelnik gminy, właściciel jednego z zakładów wapienniczych, właściciel pieca wapienniczego, wielokrotny ławnik dla gminy Gogolin, zastępca sołtysa, kierownik komisji wyborczej dla okręgu wyborczego Gogolin- Górażdże. W 1913 roku jako zastępca sołtysa zlecił posadzenie lip wzdłuż drogi wiodącej do kościoła. Niektóre z tych drzew rosną do dziś.Ella Fink z domu Hausdorf i Max Fink - kupcy, właściciele sklepu.
Moritz Schaefer- kupiec, właściciel sklepu z pasmanterią i materiałami tekstylnymi. Na mocy rozporządzenia z 23. 04.1918 roku mógł on jako jeden z nielicznych w powiecie wielkostrzeleckim sprzedawać odzież dla niemowląt i dzieci.
Salo Fleischer i Mathilde Fleischer- właściciele sklepu z odzieżą.
Ludwig Rosenberger - właściciel karczmy, należał do zarządu Związku Konsumentów.
Isidor Prister- kupiec.
Natan Prister –kupiec, prowadził skup zboża na przemiał, trzykrotny ławnik. W 1891 roku, gdy na skutek surowej zimy, pracownicy kamieniołomów cierpieli niedostatek żywności z powodu braku pracy, Natan Prister dołączył się, podobnie jak bracia Cassirer, do składki przeznaczonej na dożywianie dzieci robotników. Posiłki gotowano dla nich w kuchni szkolnej. Natan Prister przysyłał żonę swego robotnika do pomocy w przygotowywaniu tych posiłków. W 1897 roku odkupił od braci Oscara i Waltera Overbeck browar. Był członkiem komisji, przed którą odbywał się w szkole tzw. roczny egzamin dla uczniów. Natan Prister zmarł w 1927 roku w wieku 71 lat. „ To znana i poważana postać, dobry i zawsze pomocą służący sąsiad” napisano o nim. Nie zachował się jego nagrobek.
Max Hausdorf- kupiec, właściciel sklepu kolonialnego, od 1891 roku prowadził handel drzewem, agent Towarzystwa Ubezpieczeniowego od ognia, członek Kolońskiej Spółki Ubezpieczeniowej od gradu. Jego nagrobek nie zachował się.
Lotte Breslauer-siostra lub córka karczmarza Brunno Breslauera.
Niestety nie znajdziemy na gogolińskim cmentarzu żydowskim grobów zacnej i szanowanej rodziny Hausdorfów, karczmarzy i szynkarzy od co najmniej dwóch pokoleń. W sali Moritza Hausdorfa, którego imponujący budynek karczmy stoi w Gogolinie do dziś ( dawna sala kinowa, aktualnie sklep przy ul. Strzeleckiej) spotykała się cała gminna elita oraz władze szkolne. Tam każdego roku odbywały się zebrania i wieczorki dla rodziców. Karczma pełniła też rolę lokalu wyborczego i punktu szczepień. U Hausdorfa odbywał się pobór chłopców do wojska. Mieszkańcy Gogolina wynajmowali jego salę na swoje wesele ( ostatnie odbyło się w 1934 roku). Moritz Hausdorf był nie tylko karczmarzem, ale pełnił także wiele funkcji społecznych. Był ławnikiem i poborcą podatkowym. W okresie eksterminacji, ten były pruski oficer z I wojny światowej, kawaler Żelaznego Krzyża Pierwszej Klasy został pozbawiony wszystkiego, całkowicie wywłaszczony, cierpiał głód i nędzę. Przez pewien czas pracował w wapienniku na tzw. zakrzowskich maszynach. Później został wywieziony do obozu w Auschwitz. Dlaczego Moritz Hausdorf nie opuścił Gogolina? „ Nigdy nikomu niczego złego nie zrobiłem, żeby uciekać”, miał odpowiedzieć, gdy inni Żydzi sprzedawali swoje sklepy, karczmy i szykowali się do wyjazdu. Nie ma na cmentarzu też nagrobków jego córki i zięcia Maxa Simonsona oraz ich pięknych dwóch córek, które gogolińscy chłopcy w lany poniedziałek chodzili „sikać”, a które najpierw wydalono ze szkół: młodszą z gimnazjum w Opolu, starszą z Uniwersytetu Wrocławskiego, a później zabrano wraz z matką prawdopodobnie do obozu w Otmęcie. Max Simonson trafił do obozu w Gogolinie. Był widziany jak pracował przy nasypie budowanej autostrady oraz jak z innym więźniami odgarniał śnieg z torów kolejowych, prowadzących do kamieniołomów. Później ślad po nim zaginął, podobnie jak po innych gogolińskich mieszkańcach wyznania żydowskiego, którzy nie zdążyli wyjechać. Z dotychczas zebranych informacji wynika, iż wśród tych, którzy z Gogolina wyjechali byli m.in. Max Silberstein, Hugo Friedeberg, Harry Friedeberg, doktor Schein, rodzina Fleischer. Cmentarz żydowski przy ul. Wyzwolenia założony w 1857 roku przetrwał do dziś. W latach 90. XX wieku władze miasta Gogolina uporządkowały teren cmentarza. Postawiono też tablicę informacyjną. W 2006 roku odnowiono mur otaczający cmentarz żydowski. Na bieżąco kosi się tam trawę.Dziś cmentarz żydowski nie znajduje się już poza Gogolinem. Jest on w obrębie miasta, które wraz z upływem lat bardzo się rozwinęło i powiększyło. Cmentarz ma wielką wartość historyczną i kulturową. To zabytek kultury materialnej Żydów, a zarazem nierozerwalne ogniwo w historii i dziejach Gogolina. Przede wszystkim potwierdza obecność w Gogolinie ludności żydowskiej, która brała niezwykle aktywny udział zarówno w życiu miejscowości, jak i przyczyniła się do jej ekonomicznego i kulturowego rozwoju. Chociaż Święto Zmarłych nie należy do obrzędowości żydowskiej, podobnie jak tradycja przynoszenia na groby kwiatów, to jednak rokrocznie mieszkanki Gogolina w dniu Wszystkich Świętych pamiętają o tych, którzy tam są pochowani i zapalają znicze zarówno na żydowskiej, jak i na chrześcijańskiej części tego starego cmentarza. Od kilku lat hołd wszystkim pochowanym na cmentarzu przy ul. Wyzwolenia oddają też władze miasta, składając w dniu 1 listopada wieniec pod stojącym w centralnym miejscu krzyżem.
Regina Kalla -Szulc




Wydruk strony: <http://krapkowice.net/kurier,art,id_9074> [04.12.2008 23:31:15]

Copyright © 2003 by KRAPKOWICE.net / SONIK & SONIK / KURIER / APCO. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Portal działa w oparciu o platformę SONIK.HTX.